Czytaj też - Tęsknota za kochanką

Reklama
Reklama

Zobacz fotosy z filmu i planu zdjęciowego

Oglądaj tv.rp.pl

Leth jest Duńczykiem, cenionym w kraju intelektualistą, pisarzem, poetą i komentatorem wyścigów kolarskich. Ale przede wszystkim filmowcem samoukiem, który, choć nie skończył żadnej szkoły reżyserii, zmienił oblicze dokumentów, eksperymentując z narracją (m.in. „Człowiek idealny", „Niedziela w piekle", „66 obrazów z Ameryki" i „Notatki o miłości"). Jego uczniem był Lars von Trier. I to on namówił swojego mistrza, by skończył „Męski erotyk" – autobiograficzną opowieść o romansach sprzed lat i kobietach, które spotkał podczas podróży w Trzecim Świecie.

Leth realizował film kilkanaście lat. Musiał go przerwać ze względu na kłopoty finansowe, ale także skandal, jaki wywołała książka o jego życiu i związku z 17-letnią córką kucharza, gdy Leth był konsulem honorowym na Haiti.

W filmie wraca do tamtego romansu, ale przede wszystkim snuje fantazję o idealnej kochance. W tym celu filmuje kobiety z różnych krajów Trzeciego Świata. Choć nakłania je do wypowiadania przed kamerą kwestii o sile ducha, nie chce, by stały się podmiotem jego opowieści. Pokazuje ich ciała we fragmentach: piersi, uda, brzuch. Można w tym dostrzec próbę podporządkowania ich sobie. Jednak dla mnie jest to przede wszystkim realizacja artystycznego credo reżysera.

Dla Letha ważniejsze od linearnej narracji są poszczególne obrazy – „fragmenty czasu", jak je nazywa. Jakby rekonstruował okruchy wspomnień i próbował ułożyć z nich wzorzec, który przypomniałby mu erotyczny klimat dawnych zbliżeń, atmosferę odwiedzanych w przeszłości miejsc.

I jeszcze ostrzeżenie: metoda narracyjna przyjęta przez Letha to kino dla wytrwałych. Reżyser przez półtorej godziny, niezależnie od kraju, w którym filmuje, wciąż odtwarza jedną sytuację. Naga kobieta leży w łóżku i tęskni za wyjeżdżającym do Europy kochankiem. Zamiast intensywnych przeżyć dominuje nastrój kontemplacji i melancholii.

Dokument, Dania 2010, reż. Jorgen Leth