Czytaj też - Grzechy PRL pieką po latach

Zobacz fotosy z filmu

To perspektywa 30-latka, który stan wojenny spędził w pieluchach, nie pamięta internowań czy wyroków na rodzicach zaangażowanych w działalność opozycyjną. Dla niego przeszłość to czarna dziura, do której nie ma po co zaglądać.

Tak również, do czasu, uważał bohater „Kreta" Paweł (Szyc) zarabiający na życie wraz z ojcem transportowaniem z Francji używanej odzieży. A ojciec Zygmunt (Dziędziel) to legenda „Solidarności", przywódca krwawo spacyfikowanego strajku górników.

Ojciec niechętnie wraca do tamtych lat, ale w domu temat jest ciągle aktualny: Paweł ożenił się z córką jednego z zabitych robotników. Podczas kolejnego procesu sprawców masakry jeden z nich wyjawia, że SB miało w kopalni wtyczkę, a tabloid oskarża, bez dowodów, Zygmunta.

Ten przyznaje się synowi, że podpisał lojalkę, by jego śmiertelnie chora żona mogła być leczona w Warszawie, ale nigdy na nikogo nie donosił. Wezwany na rozprawę jako świadek esbecki opiekun kopalni (Pszoniak) zeznaje, że nikogo tam nie zwerbował. Anatema z Zygmunta zostaje zdjęta, ale do finału filmu jeszcze daleko.

Ograniczenie „Kreta" jedynie do wątku lustracyjnego byłoby jednak krzywdzące. Bo to w równym stopniu opowieść o skomplikowanych więzach między ojcem i synem, o ojcowsko-synowskiej miłości, ale także o psychologicznej grze, jaką między sobą toczą. Pełną niedopowiedzeń, podejrzeń, wielkich emocji.

Mimo to ich wzajemne relacje ojca i syna są wyciszone, pozbawione egzaltacji, a przez to niezwykle psychologicznie wiarygodne, w czym niekwestionowana zasługa obu wspaniałych aktorów. Ich milczenie sprawia większe wrażenie od słownych deklaracji.

Thriller polityczny, Polska 2011, reż. Rafał Lewandowski, wyk. Borys Szyc, Marian Dziędziel, Wojciech Pszoniak, Magdalena Czerwińska