Nie wiem, czy twórcy, umieszczając w scenariuszu trzeciego sezonu rosyjskiego jurodiwego, który przewiduje przyszłość – to jak to robi oraz zaślepienie Sarmatów pokazane jest rewelacyjnie – przewidywali antyukraiński zwrot nastrojów w Polsce, pobicia i ataki nawet na ukraińskie dzieci i kobiety. Jakby nie było – jedną z centralnych postaci „1670” jest teraz mściciel – Polakożerca, gdzieś daleko na kozackiej Siczy.

Reklama
Reklama

Polski szowinista został w trzecim sezonie „1670” Polakożercą

Twórcy bynajmniej nie podgrzewają antyukraińskich nastrojów: raczej naśmiewają się z tych, którzy ulegają skrajnym poglądom. Jednego dnia mogą być polskimi szowinistami, a niedługo potem – właśnie Polakożercami. Skrajność żywi się bowiem skrajnymi emocjami, przede wszystkim zaś głupotą. W tym zaś kryje się już chyba spoiler, bo jeśli śmialiśmy się z kogoś z tego powodu, to raczej nie był to główny bohater, który chciał zostać najsłynniejszym Janem Pawłem (Bartłomiej Topa) w historii Polski. Postać kreowana przez Topę zyskała bowiem sympatię widzów i jak kot spada zawsze na cztery łapy. Drwiący śmiech wywołuje zaś, pożal się Boże, sarmata i husarz Bogdan, grany przez Dobromira Dymeckiego.

Nacjonalistycznego wampira, który o mało co nie zabił bliskich i przyjaciół, ostatecznie trafiła Aniela (Martyna Byczkowska). Jak to jednak z wampirami bywa – przeżył on i pojawia się w nowym wcieleniu właśnie na Ukrainie, w anturażu przypominającym „Ogniem i mieczem” Sienkiewicza.

Czytaj więcej

Zastaw się, a postaw się, czyli drugi sezon „1670”

Ukraina gra ważną rolę, lądują tam bowiem – niektórzy w przenośni, a niektórzy dosłownie (skutku eksperymentu Jana Pawła nie ujawnię) – aż trzej inni bohaterowie. Wśród nich konkurenci w grze o serce Anieli z drugiego sezonu, czyli Maciej (Kirył Pietruczuk), chłopski zalotnik z Litwy, oraz jego szlachecki konkurent Marcin (Jędrzej Hycnar).

Kto wie – może twórcy liczyli też na podbicie serc ukraińskiej widowni? Jedno jest pewne: to Polacy sami dla siebie są największymi wrogami i sami siebie wyniszczają, do czego nie trzeba żadnych ościennych państw i mocarstw. I to wewnętrzne antagonizmy sprawiają, że na granicach z mapy Rzeczpospolitej, nad którą pochylają się dworzanie farsowo pokazanego króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego – gromadzą się wszyscy możliwi wrogowie.

Trzeci sezon „1670”. Aniela i Jakub na dworze królewskim w Warszawie

Na królewskim dworze w Warszawie pojawia się zarówno Aniela, jak i jej brat Jakub, który, jak na katolickie państwo przystało, robi karierę w kostiumie duchownego, wspierany w stolicy przez kochającą mamę (Katarzyna Herman) potrawami w słoikach. A może też liczyć na względy królowej (czyżby kroił się romans?), jakie zaskarbiła sobie również Aniela. Ona realizuje swój dawny cel równouprawnienia, walcząc o oświatę wśród chłopów.

Katarzyna Herman

Katarzyna Herman

Foto: Netflix, fot. J. Sosiński

Adamczewscy walczą między sobą, bo jak pamiętamy między ojcem a synem doszło do podziału podczas królewskich dożynek. Najważniejszym celem Jana Pawła jest więc odzyskanie statusu szlacheckiego, który utracił, bo jego podstawy były fałszywe.

Poza wspomnianym już wątkiem jurodiwego, w którym Jan Paweł gra zabawną rolę, mając (dosłownie) nosa do tego, co może mu pomóc, bohater grany przez Topę mało co nie pada ofiarą swojego sprytu i może stracić coś ze swojej męskości. Ten motyw, w kontekście starań o odzyskanie szlachectwa, ma swoje nieoczekiwane rozwinięcie, ponieważ Adamczewski, jak zawsze, rozumie wszystko dosłownie i jako zodiakalna Panna może zaskoczyć nas swoimi decyzjami. Te zaś blisko są spraw, wokół których rozgrywają się dziś konflikty pomiędzy najważniejszymi ośrodkami władzy w Polsce. Czy już wiecie, o co może chodzić?

Czytaj więcej

„1670” Netflixa. Serial na zaprzysiężenie rządu

Ostatecznie okaże się, że od miłości i tolerancji ważniejsza może być nienawiść i to ona cementuje rodziny oraz małżeństwa. Nawet postępowa myśl feministyczna prowadzi do zaskakujących refleksji, gdy postęp może skończyć się krwawą rewolucją. Rewolucja zaś, jak wiadomo, pożera nie tylko własne dzieci, ale też matki i patronki. Wtedy łatwiej zrozumieć, że altruizm społeczny nie zawsze może liczyć na empatię. Nawet pomimo najlepszych chęci. Zwłaszcza, gdy po drugiej stronie społecznych podziałów poczucie krzywdy jednych, które stało się źródłem przywilejów i bogactw drugich, jest ogromne i rośnie wprost proporcjonalnie do wymiaru pańszczyzny.

Miłość w „1670" jest łyżką miodu w beczce dziegciu

W takich sytuacjach – a pokazał to już choćby Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” i Fredro w „Zemście” – błędy starszych generacji mogą próbować naprawić młodzi, przekreślając społeczne uprzedzenia i majątkowe różnice. Tak: ich miłość jest łyżką miodu w beczce dziegciu. Tylko ona może łagodzić dawne pretensje.

Ale nie oszukujmy się – nawet gdy hierarchia zostanie poluzowana, a grono osób dopuszczonych do przywileju lepszego życia poszerzone – to elita potrafi tak oddać część władzy, by jej nie stracić, a jedynie utrwalić. I jeśli tak wiele mówiło się ostatnio o chłopskim pochodzeniu Polaków, babciach chłopkach oraz ich krzywdach, w finale trzeciego sezonu możemy pomyśleć, że elity – postszlacheckie, postkomunistyczne czy postsolidarnościowe – łączy jedno: raz zdobytej władzy się nie oddaje. A przynajmniej nie w całości.

Czytaj więcej

Bez tego serialu nie byłoby „1670”. Rusza „The Office PL 5” z Joanną Kulig

Najlepszy w serialu ponownie jest Bartłomiej Topa. Jeśli nawet twórcy miewają słabsze pomysły – Jan Paweł w jego wykonaniu swoją interpretacją, mimiką, intonacją potrafi wzbudzić w nas gogolowski śmiech (przypomnę: z samych siebie się śmiejemy). Odcinek z sarmacką maturą przypomina quiz z „Rejsu” i jest świetny. Choć Martynie Byczkowskiej przypadła trudna, bo pozytywna i edukacyjna rola – jest coraz lepsza. Jej wyrazistość i urok, chciałoby się powiedzieć Hajduczka, jak Wołodyjowski nazywał Basieńkę, nie ulega dyskusji.

Wdzięczny materiał do zagrania otrzymał Dobromir Małecki. Poczynając od Polakożercy, a kończąc na innych popisach głupoty z grą na flecie włącznie (to trzeba zobaczyć i usłyszeć) – ma znacznie ciekawszą rolę niż w „dwójce”.

Michał Sikorski

Michał Sikorski

Foto: Netflix, fot. J. Sosiński

Trzeci sezon „1670” nie jest pozbawiony minusów

To plusy trzeciego sezonu. Ale w serialu, w którym roi się od nawiązań do klasyków, a także muzycznych szlagierów, jak uczył Ryszard Ochódzki, nie można pomijać minusów. Generalnie mam wrażenie, że autorzy „1670” przedłożyli producentom i Netflixowi projekt w zarysie, ten mógł ich zachwycić, a gdy poznali scenariusz, na eliminację słabszych dialogów i point, czyli skróty z serii ośmiu odcinków do siedmiu lub nawet sześciu, zabrakło czasu, odwagi, a może myślenia, iż lepsza jest jakość niż ilość. Nie da się też wykluczyć, że „1670” musiało trafić do widzów w dość absurdalnym, wakacyjnym terminie 5 sierpnia, dlatego, że wszystkich wypycha z późniejszych terminów „Lalka” – filmowa i serialowa, która ma nas zachwycać we wrześniu i październiku.

Czytaj więcej

Trzeci sezon „1670” już od 5 sierpnia. Jan Paweł w kosmosie

To jednak, że w planach jest seria czwarta, wydaje mi się pewniejsze niż związki polskiej szlachty z Sarmatami. Kto wie: może czwarta seria w zarysie jest już nawet skończona. Więcej na ten temat miałby do powiedzenia Bogdan. Miejmy nadzieję, że nieraz zagra jeszcze na flecie.