Filmów o dysfunkcyjnych rodzinach jest mnóstwo. Dramatów, komedii, horrorów. Ale w „Symfonii o umieraniu” Matthias Glasner nie sili się na nic podobnego. W bardzo zwyczajny, realistyczny sposób opowiada o życiu dwóch pokoleń – starych rodziców, ich syna i córki. I ta trzygodzinna historia wciąga i poraża. Może dlatego, że jest bezwstydnie prawdziwa. Kamera obserwuje dramaty czterech osób, nie próbując niczego upiększać, tłumaczyć, usprawiedliwiać.
Zwyczajne życie
Stary ojciec cierpi na alzheimera, matka też jest schorowana, nie daje sobie rady z opieką nad zniedołężniałym, coraz bardziej odpływającym psychicznie i nieobliczalnym mężem, który wciąż wychodzi z domu nagi, tylko w rozpiętej koszuli. Jeszcze udają, że sobie radzą. Gdy jadą do marketu po zakupy ona – mimo słabego wzroku – prowadzi, on podszeptuje jej „Masz rowerzystę z przodu”, „Uważaj, dziecko!”. Pomoc społeczna uznaje, że poważniejszego wsparcia nie potrzebują. Wystarczą 364 euro dodatku do emerytury. Pozostaje więc pomoc sąsiadki, która czasem do nich wpada i dostaje 8 euro za godzinę. Gdy Lissy trafia do szpitala, Gerd zostaje zabrany do domu opieki. I tam ma już być do końca, choć codziennie drepcze w stronę domu.
Syn jest znanym dyrygentem, przygotowuje ważne dla niego dzieło, napisane przez jego przyjaciela. Tom ma zwichnięte życie prywatne, próbuje odzyskać swoją byłą partnerkę, która właśnie urodziła dziecko innego mężczyzny. Ma dziewczynę, ale oboje wiedzą, że to nie miłość, lecz pewien układ. Ona, muzyczka, mówi mu: „Biegasz jak kurczak bez głowy…”. I coś w tym jest. Tom miota się między pracą, której nie chce zawalić, chorymi rodzicami, swoją dawną miłością i siostrą.
No właśnie: jest jeszcze córka – dziewczyna o pięknym głosie, która zmarnowała swój talent, zapijaczona pomocnica dentystyczna, pozbawiona jakichkolwiek uczuć rodzinnych. Nieszczęśliwa, gdy rozpada się jej romans z żonatym dentystą. „Jestem przeciwieństwem wszystkiego, co jest słuszne, ważne, skuteczne i znaczące” – mówi, a gdy potrąca ją, kompletnie pijaną, samochód, na pytanie przerażonego kierowcy „Jesteś ranna?”, wstaje i odpowiada: „Nie tak, jak myślisz”.
Czytaj więcej
Francuz Olivier Assayas czy Niemiec Matthias Glasner uciekają od polityki, Irańczykom się to nie udaje
Kino jak życie
– Ten film powstał po śmierci moich rodziców – mówi Glasner, przyznając, że wiele jest tu jego osobistych wspomnień: choćby ostatniego spotkania z ojcem umierającym w domu opieki społecznej. Swój film zadedykował „Mojej rodzinie – żywym i umarłym”.
Są w „Symfonii o umieraniu” sceny bardzo trudne, z pogranicza życia i śmierci. Jak ta, gdy matka, widząc w zaśnieżonym ogrodzie błąkającego się męża, który wyszedł nocą z domu opieki w samej koszuli, powoli oddala się od okna. Świadomie skazuje mężczyznę na zapalenie płuc. Na śmierć. Choć przecież na jego pogrzebie w lesie powie: „Byłeś jednym z nielicznych porządnych facetów…”. Czy inna scena, w której Tom nie ratuje popełniającego samobójstwo, wykrwawionego przyjaciela, tylko pozwala mu odejść. Ale tak naprawdę „Symfonia o umieraniu” składa się z samych trudnych scen. Opowiedzianych tak, że gęsty, trzygodzinny film Glazera wciąga, ani przez chwilę nie nuży. Kamera obserwuje bohaterów z bardzo bliska, aktorzy nie grają, oni po prostu są na ekranie. Nadzieja? Chyba gdzie indziej. Tutaj po prostu życie będzie toczyć się dalej. Ani trochę lepsze, ani trochę mniej skomplikowane.
Czytaj więcej
W „Queer” reżyser Luca Guadagnino proponuje obraz nihilizmu i życia pozbawionego sensu. Ale najlepszą reklamę filmowi robi Daniel Craig, który, por...
Film Glasnera nie ma w sobie cienia fałszu. Dlatego tak bardzo wciąga i tak bardzo boli. Tym bardziej że przecież nie jest to portret rodziny patologicznej, lecz ludzi zwyczajnych, jakich mijamy na ulicy, sąsiadów, kolegów z pracy. Nas samych?