– Musimy nauczyć się żyć w zupełnie innym świecie. Koniec niezwykłej dywidendy pokoju – zapowiedział, otwierając sesję inauguracyjną Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, Jerzy Buzek, były premier i poseł do Parlamentu Europejskiego. – Epoka porządku opartego na regułach została zastąpiona epoką zarządzanego chaosu. Świat zmienia się niemal codziennie – podkreślał.

Co w tej sytuacji? Jak zaznaczał polityk, nawiązując do słów byłego przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera, wszystkie kraje europejskie są małe, choć nie wszystkie o tym wiedzą. Wystarczy spojrzeć na mapę. Wyłącznie udział w strukturach Unii Europejskiej daje nam siłę i możliwości sprawcze.

– Polska łączy silną pozycję w Unii Europejskiej z aktywnym przywództwem w konkretnych obszarach, w bezpieczeństwie i energetyce – mówił. Wskazywał na umiejętność budowania przez Warszawę szerokiej koalicji. – Bezpieczny Bałtyk to także polski pomysł, stopniowo, krok po kroku realizowany. To budowanie tego, w co deklaratywnie wierzymy, zamiast czekać na przywrócenie starego porządku, który raczej nie wróci – dodał. Trzeba umieć odnaleźć się w nowej sytuacji.

Buzek przypomniał, że przed I wojną światową Amerykanie nie współpracowali z Europą. Teraz kontynent musi na nowo stanąć na własnych nogach, by – nie rezygnując z sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi – „wybić się na samodzielność”. Konieczne jest budowanie odporności i gotowość do tworzenia multilateralnych porozumień. Jak zaznaczał Jerzy Buzek, w tej sytuacji kluczowa jest siła dialogu. Pod tym właśnie hasłem – „Siła dialogu” – odbywa się tegoroczna edycja Europejskiego Kongresu Gospodarczego.

Również Wojciech Kuśpik, prezes PTWP, podkreślał, że potrzeba dialogu jest w dobie narastających kryzysów i wojen wyraźniejsza niż kiedykolwiek. Wymiana myśli w niespokojnych czasach pozwala wskazać najlepsze, racjonalne rozwiązania. – Globalny układ sił wszedł w fazę zmian. W pojedynkę nie umiemy dojrzeć przyszłego porządku, ale wspólnie możemy mierzyć się z wyzwaniami – mówił.

Wojciech Saługa, marszałek województwa śląskiego, nie pozostawiał złudzeń: kończy się wiara w globalizację, w globalne łańcuchy dostaw, w bezpieczeństwo. Świat zmienił się trwale. Dziś o sile państw decydują ich własne zasoby. Fundamentem bezpieczeństwa jest energetyka, produkcja przemysłowa i własne technologie. – Suwerenności nie wykuwa się na wiecach politycznych, wykuwa się w sile gospodarki – podkreślał.

Gospodarka potrzebuje taniej energii

Podstawą bezpieczeństwa i stabilności gospodarki jest energia – dostępna bez ograniczeń, oferowana po akceptowalnej cenie. Wielokrotnie byliśmy świadkami sytuacji, w której surowce i energię traktowano jako narzędzie nacisku politycznego. – Energia jest niezbędna i warunkuje rozwój gospodarczy. W obecnych czasach widzimy, jak istotny jest to czynnik z punktu widzenia rozwoju gospodarczego (…). Ale z drugiej strony jest też narzędziem, które pozwala budować odporność i niezależność – mówił Ireneusz Fąfara, prezes Orlenu. Szczególnie mocno nad tą kwestią powinna pochylić się Europa, która nie posiada dostatecznie dużo własnych zasobów energetycznych. – Dlatego musimy budować alternatywę – zaznaczał Fąfara.

Czy zatem koncerny energetyczne są dziś narzędziem do realizacji polityki państwa, czy projektami biznesowymi, dla których kluczowe są uwarunkowania rynkowe? Prezes Orlenu uważa, że te dwie funkcje nie muszą być wzajemnie sprzeczne. Praktycznie w każdym dużym kraju jest silny koncern energetyczny. – Dzięki temu państwo ma mechanizm, który pozwala między innymi budować odporność – mówił. – Z drugiej strony naszymi akcjonariuszami, inwestorami są finansiści. (…) Ich interesują liczby, prosty Excel, a nie strategiczna rola firmy w kraju. Patrzą na to, jak działamy, jak pracujemy, jaki zysk z kapitału przynosimy, jakie inwestycje realizujemy, jak prowadzimy swój biznes. Według tych kategorii nas oceniają. Zadaniem zarządzających koncernami jest sprawne połączenie tych dwóch funkcji. I nie widzę w tym sprzeczności – tłumaczył.

Grzegorz Lot, prezes zarządu koncernu Tauron Polska Energia SA, uważa, że system energetyczny jest dziś bezpieczny. W Polsce nie ma w tej chwili obaw o dostawy energii elektrycznej, choć – jak zaznaczał – trudno przewidzieć, co przyniesie przyszłość. Byliśmy świadkami blackoutów w Europie, to ryzyko trudno wykluczyć również w przyszłości. Gdy dziś pojawiają się wyzwania, polskie firmy udowadniają, że potrafią sobie z nimi radzić.

– To, co się dzieje na poziomie operatorów sieci dystrybucyjnej i PSE, współpraca, technologie, które stosujemy, zapewniają, że 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu do firm i domów płynie prąd. Radzimy sobie choćby z takimi sytuacjami jak ostatnio, gdy nastąpiła redukcja prawie 4 GW energii z OZE. (…) Potrafimy tym zarządzać – mówił. Jednocześnie podkreślał, że trzeba uświadamiać klientom, jak wiele zależy od nich.

Pewność dostaw energii po konkurencyjnej cenie to warunek przyciągnięcia nowych inwestorów. Trzeba też dołożyć starań, by utrzymać działających już w regionie przedsiębiorców. Grzegorz Lot podkreślał, że jeśli biznes opuści Europę i Polskę, zostaniemy z dużym problemem. To oznaczałoby, że przy dużo mniejszym zużyciu energii elektrycznej trzeba będzie utrzymać ogromny system, co będzie generowało ogromne koszty. – To tak, jakbyśmy mieszkali sami w ogromnym domu o powierzchni 750 metrów kwadratowych i musieli go cały czas ogrzewać – mówił. Dlatego trzeba już teraz dbać o klientów, zapewniając im odpowiednie warunki do funkcjonowania. – Dziś rozdział gospodarki i energetyki już nie ma miejsca. To jest jedna całość, energetyka determinuje rozwój, inwestycje – zaznaczał Lot.

Dla biznesu ważna też pozostaje dostępność zielonej energii. Neutralność klimatyczna to hasło, które – wbrew pozorom – wcale nie straciło na znaczeniu. W kontekście globalnych zawirowań bywa ono podważane, ale przecież stosunek do środowiska współczesnych pokoleń determinuje przyszłość kolejnych. – Unijna strategia w tym obszarze była przemyślana i trzeba się tego podejścia trzymać – mówił prezes Tauronu.

Ireneusz Fąfara potwierdził, że europejska strategia stawiająca w centrum zmian bezpieczeństwo, konkurencyjność i dekarbonizację jest właściwa. Otwarta pozostaje natomiast kwestia tempa dojścia do założonych celów. – Niektóre z tych celów są zbyt ambitne. Czas, jaki sobie daliśmy na ich realizację, jest zbyt krótki – zaznaczał. Na szczęście – jak mówił – urzędnicy europejscy potrafią wsłuchiwać się w głos płynący ze strony biznesu czy polityków konkretnych państw i gotowi są zmieniać podejście w wielu sprawach. – Warto pamiętać o tym, by filozofię dostosowywać do wymogów i do możliwości wszystkich uczestników rynku – podsumował.

Podobne stanowisko przedstawił Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki. – Polityka klimatyczna nie może być ciężarem dla wzrostu gospodarczego. Ja absolutnie nie neguję kryzysu klimatycznego i to, że mieliśmy chłodną zimę, w żaden sposób tego obrazu nie zmienia. Natomiast nie widzę żadnych korzyści dla klimatu z tego, że przenosimy fabrykę z Polski, Niemiec czy Francji do państw azjatyckich. A niestety przeregulowanie i niektóre zbyt restrykcyjne normy sprawiają, że tracimy miejsca pracy w Europie, tracimy kluczowe segmenty i sektory gospodarki. (…) I to jest coś, co w końcu zaczęło docierać do urzędników w Brukseli – mówił minister.

Wyzwań jest więcej

Krzysztof Pawiński, prezes i współwłaściciel grupy Maspex, podkreślał, że kluczowe w budowaniu siły gospodarczej jest też samo podejście uczestników rynku. – Uważam, że dobrobyt, postęp społeczny wykuwa się tysiącami, milionami decyzji biznesowych, małymi ulepszeniami, wprowadzanymi na rynek poprzez tysiące firm, które zyskują dobrą odpowiedź rynku, znajdując klientów. I to jest ten właśnie mały postęp – mówił.

Co zrobić, by biznes w Polsce miał się lepiej? Dostępność energii i jej cena są faktycznie kluczowe. – To podstawa gospodarki, bo każda działalność gospodarcza to w istocie transformacja energii z jednej formy w inną formę – mówił Pawiński. Ale na tym wyzwania się nie kończą. Kolejnym obszarem, który stanowi wyzwanie, są regulacje. – Musimy skończyć z tą biegunką legislacyjną, która nas dręczy, z produkowaniem prawa na dziesiątki tysięcy stron A4 każdego roku, co stanowi udrękę dla każdego realnego biznesu w tym kraju. Tego się nie da przeczytać, a co dopiero odpowiedzialnie z tym postępować. Tacyt powiedział kiedyś: im słabsze państwo, tym więcej praw. I, niestety, tą drogą zmierzamy – mówił prezes Maspeksu.

Dodał, że sami chętnie tłumaczymy to unijną biurokracją i nakazami płynącymi z Brukseli. Znaleźliśmy sobie w dyskursie społecznym łatwe uzasadnienie: wszystko, co złe, pochodzi z Unii. Tymczasem – jak zaznaczał – patrząc na większość regulacji unijnych, mamy do czynienia z rozsądnymi wskazaniami. – Gros tej udręki administracyjnej to jest nasz domorosły wytwór. Z tym trzeba się zmierzyć, na tym trzeba się skupić. Wiele przeszkód leży w naszym obszarze sprawczości – podkreślał. – Dużo zależy od nas. Usprawiedliwianie się Unią jest płytkie i słabe. Powinniśmy zerwać z tego typu narracją i zabrać się za naprawę tego, co sami sobie robimy – poinformował.

Zmiana miksu to nie fanaberia

Michał Sołowow, właściciel firmy Synthos, podkreślał potrzebę fundamentalnej zmiany polskiego miksu energetycznego. Jeżeli tego nie zrobimy, jeżeli nie będziemy mieć racjonalnie wytworzonej zielonej energii, to przegramy rozgrywkę o konkurencyjną gospodarkę z innymi regionami świata.

Z kolei Grzegorz Lot zwracał uwagę na potrzebę niezależności i budowania bezpieczeństwa energetycznego, co oznacza bazowanie w coraz większym stopniu na własnych zasobach. Wskazał na odnawiane źródła energii oparte na wietrze czy słońcu, ale też na wodór, magazyny energii czy atom. Podkreślał jednak, że zanim jednak uda się zbudować docelowy kształt systemu, konieczne jest utrzymanie źródeł konwencjonalnych. W podstawie mają więc przez jeszcze jakiś czas pracować elektrownie węglowe, dodatkowo powstają bloki gazowe, których zadaniem będzie stabilizowanie pogodozależnych OZE.

– Czas funkcjonowania energetyki węglowej ma swój deadline. Im szybciej będziemy inwestowali w OZE i w atom, w magazyny energii, systemy elastyczności, chociażby oparte na gazie – czy to lokalnym biometanie, czy gazie dostarczonym przez Gaz-System – tym lepiej. Im większy kryzys na świecie, im więcej pojawia się czynników ryzyka, tym sprawniej powinniśmy realizować transformację. Najlepszą obroną jest ucieczka do przodu – mówił prezes Tauronu.

Minister finansów Andrzej Domański zaznaczał, że wysokie ceny energii są w tej chwili słabością Polski, ale podejmowane są działania na szeroką skalę, by to zmienić. – Dziś Polska jest największym placem budowy w obszarze transformacji energetycznej w Europie. Inwestujemy w OZE, offshore, magazyny. Dziesiątki miliardów złotych wydadzą także Polskie Sieci Elektroenergetyczne, by energia była transportowana w sposób efektywny. I tutaj nikt nam nie może zarzucić bezczynności – mówił.

Zaznaczał, że energetyka jądrowa stanowić będzie kluczowy element przyszłego miksu energetycznego kraju, bo jest stabilna i bezpieczna. Do tego dojdą różne źródła OZE i gaz jako stabilizator systemu. Podkreślał potrzebę stworzenia przemyślanego, opartego na ekonomii systemu. – Nie możemy pozwolić sobie, by w kolejne dekady wejść z nieoptymalnym miksem wywołanym nietrafionymi inwestycjami realizowanymi obecnie. Mówię to m.in. w kontekście niektórych projektów morskiej energetyki wiatrowej. Chciałbym powiedzieć bardzo wyraźnie: te projekty również muszą być oceniane pod kątem efektywności kosztowej. I nie chodzi o cenę energii w tym czy w przyszłym roku, tylko w kolejnych dekadach – mówił.

Zwracał też uwagę na aspekt bezpieczeństwa. Wiatraki stawiane są na Bałtyku, który jest ostatnio akwenem – jak to określił – bardzo niestabilnym. – Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby do każdej nowej inwestycji wiatrowej na polskim morzu kupować jedną łódź podwodną, która chroniłaby infrastrukturę przed ewentualnym rosyjskim zagrożeniem. Tym niemniej, oczywiście, morska energetyka wiatrowa również stanowi istotny element naszego myślenia o miksie energetycznym. Ale cena jest absolutnie kluczowa – zastrzegał.

Którą drogę wybrać?

Michał Sołowow podkreśla, że plan rozwoju energetyki kładzie bardzo duży nacisk na rozwój OZE. – Planujemy około 110 GW zainstalowanych mocy w OZE. Dlaczego 110 GW, skoro mamy potrzebę tylko i wyłącznie 40 GW? Ano dlatego, że my instalujemy moce pikowe. Każdy megawat zainstalowany w fotowoltaice w Polsce oznacza 11 proc. efektywnego czasu pracy w roku, a zainstalowany w wietrze na lądzie – pomiędzy 20 a 28 proc. W wiatrowej energetyce morskiej jest najlepszy współczynnik: 42 proc. – mówił. Podkreślał też, że jednostki takie pracują tylko wtedy, kiedy są sprzyjające warunki. – A to oznacza, że w Warszawie w grudniu nie pracowałyby praktycznie w ogóle. Były trzy dni z niewielkim słońcem, wiatru nie było wcale – zaznaczał. Można argumentować, że docelowo system zasilać będzie energia produkowana w farmach wiatrowych na morzu, jednak – jak podkreślał Sołowow – aby dostarczyć tę energię do Warszawy, trzeba założyć straty rzędu 12 proc., a na Śląsk – około 15 proc.

Jednocześnie, żeby system przy takim miksie był bezpieczny, trzeba inwestować w jednostki zasilane gazem. Zwiększanie zużycia gazu oznacza coraz większe uzależnianie się od zewnętrznych dostawców, bo Orlen zaspokaja ze swoich źródeł jedynie część popytu. Rozwiązaniem w tej sytuacji miałaby być flota SMR-ów, czyli małych reaktorów jądrowych. Ma je stawiać Synthos wraz z Orlenem. Biznesmen argumentował, że tego typu projekty przyniosą Polsce 310 mld euro oszczędności w przeciągu 60 lat.

Porównał też zużycie materiałów w przypadku morskich wiatraków i SMR-ów. W przypadku offshore na 1 MW mocy zainstalowanej trzeba zużyć 818 ton betonu. Tymczasem w przypadku SMR-u będzie to 166 ton. Jeśli chodzi o stal, zapotrzebowanie w przypadku morskich wiatraków wyniesie 206 ton na 1 MW, przy SMR-ach będzie to 25 ton. – Pomysł na zmianę miksu energetycznego de facto jest bezbolesny. To jest również pomysł na to, żeby zapewnić Polsce bezpieczeństwo. Rozproszona energetyka atomowa, dopasowana do sieci, jest bardzo dobrym rozwiązaniem – tłumaczył. Dotychczas nie było dostępnych technologii, tego typu inwestycje były więc niemożliwe. Ale dziś sytuacja się zmieniła i warto wykorzystać nadarzającą się okazję, by zbudować bezpieczny system na przyszłość.

Banki mają środki na kredytowanie projektów, ale…

Michał Bolesławski, prezes ING Banku Śląskiego, zapewniał, że z finansowaniem inwestycji w sektorze energetycznym nie będzie problemu, banki mają dużo dostępnych środków. W obecnej sytuacji problem jest raczej po stronie popytowej, która nie wykazuje zbyt dużego zainteresowania pozyskaniem środków na inwestycje. – Obsługujemy w tym momencie 600 tys. polskich przedsiębiorstw. (…) Z przyjemnością udzielalibyśmy dużo więcej kredytów, zamiast kupować obligacje Skarbu Państwa – tłumaczył.

Jednak rozmowy z przedsiębiorcami wskazują wyraźnie na ich bardzo ostrożne podejście do inwestowania. Jak wynika z przeprowadzonego przez bank badania, większość z nich bardziej jest skłonna zatrudnić tanią siłę roboczą, niż brać kredyt na zakup maszyn czy nowej technologii. To pokazuje, że biznes nie wierzy, iż projekty „się zepną”. Bolesławski zaznacza, że z pewnością jednym z czynników niekorzystnych dla biznesu są obecne ceny energii. Ich obniżenie w Polsce jest kluczowe. I o ile duże przedsiębiorstwa są w stanie planować znaczące inwestycje w perspektywie wieloletniej, o tyle już mniejszym podmiotom trudno jest operować w obecnych warunkach.

– Tymczasem, byśmy byli w stanie się dalej rozwijać, musimy wykorzystywać nowe technologie. Musimy inwestować w automatyzację procesów, bo problem depopulacji, spadku ludności w Polsce, starzenia się społeczeństw jest coraz dotkliwszy, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie – mówił.

Energetyka wykorzystuje obecną sytuację do przeprowadzania dużych projektów inwestycyjnych, tym bardziej że są na to również środki z programów europejskich. – Pieniądze na rynku są, parametry finansowe w energetyce są dzisiaj na tyle atrakcyjne, że sektor ma odpowiednią wyporność finansową i może te wielkoskalowe inwestycje prowadzić. Jesteśmy na tyle odważni, żeby je realizować, nie czekając na przyszłość, nie zrzucając tych zadań na kolejne zarządy – podkreślał Grzegorz Lot z Tauronu. Tylko ten koncern w ciągu dekady zainwestuje 100 mld zł, z czego 60 mld zł w dystrybucję i około 30 mld zł w budowę odnawialnych źródeł energii. Nie mniej ambitne plany realizują kolejne grupy energetyczne. Jak zapowiadał premier Donald Tusk, w ciągu najbliższej dekady inwestycje w polskiej energetyce osiągną wartość 1 bln zł.