Przez dekady bezpośrednie inwestycje zagraniczne (FDI/BIZ) były jednym z najbardziej wymownych symboli sukcesu globalizacji. Napływający kapitał tworzył miejsca pracy, przyspieszał transfer technologii i know-how, a państwa rywalizowały o jak najwyższe pozycje w rankingach atrakcyjności inwestycyjnej. W centrum uwagi pozostawała przede wszystkim skala: wartość przepływów kapitału, ich udział w PKB czy miejsce zajmowane w międzynarodowych zestawieniach.
Dane za 2025 r. wyraźnie pokazują, że tradycyjna interpretacja BIZ jako prostego miernika atrakcyjności gospodarki przestaje wystarczać. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne coraz rzadziej są jedynie wskaźnikiem otwartości gospodarki na kapitał. Coraz częściej stają się miernikiem pozycji państw w nowym porządku gospodarczym, kształtowanym przez bezpieczeństwo energetyczne, transformację cyfrową oraz zdolności technologiczne i obronne. O sile gospodarki nie decyduje już wyłącznie wielkość pozyskanego kapitału, lecz przede wszystkim jego jakość, kierunek i strategiczne znaczenie.
Jest wzrost, ale...
Rok 2025 nie przyniósł prostego powrotu BIZ do realiów sprzed pandemii, wojny i narastającej fragmentacji geopolitycznej. Ukształtował raczej bardziej złożony obraz – przy częściowym odbiciu nominalnych przepływów kapitału wyraźnie zmieniły się ich struktura i mechanizmy alokacji.
Jak pokazuje raport OECD FDI in Figures, April 2026, globalne przepływy BIZ wzrosły o ok. 15 proc., osiągając poziom około 1,66 bln dol. Szacunki UNCTAD z początku 2026 r. wskazują na zbliżoną dynamikę — wzrost o 14 proc. do ok. 1,6 bln dol. Na poziomie agregatów wygląda to jak wyraźne odbicie po okresie osłabienia. Same wskaźniki przepływów mogą jednak prowadzić do zbyt optymistycznych wniosków.
Warto jednak od razu rozróżnić trzy poziomy obserwacji. Oficjalne przepływy BIZ pokazują zaksięgowane transakcje kapitałowe, w tym reinwestowane zyski, kapitał własny oraz pożyczki wewnątrzgrupowe. Dane o projektach greenfield pokazują natomiast zapowiedzi tworzenia nowych zdolności produkcyjnych, technologicznych lub infrastrukturalnych. Z kolei transgraniczne project finance lepiej oddają kondycję dużych inwestycji infrastrukturalnych, często związanych z energetyką, transportem i projektami rozwojowymi. Dopiero łączne odczytanie tych miar pozwala zobaczyć, czy mamy do czynienia z realną ekspansją inwestycyjną, czy raczej ze statystycznym odbiciem przepływów finansowych.
Zgodnie z raportem UNCTAD World Investment Report 2025 ponad 140 mld dol. wzrostu można przypisać tzw. conduit flows, czyli przepływom przechodzącym przez globalne centra finansowe i jurysdykcje pośredniczące. Podobny sygnał daje OECD: po wyłączeniu dużych wahań w wybranych gospodarkach europejskich wzrost globalnych przepływów FDI był znacznie skromniejszy i często wynikał z pożyczek wewnątrzgrupowych oraz reinwestowanych zysków, a nie z jednoznacznego przyspieszenia nowych inwestycji produkcyjnych. Po ich wyłączeniu dynamika globalnych inwestycji obniża się do ok. 5 proc., co wskazuje na ograniczoną poprawę aktywności w gospodarce realnej.
Nawet relatywnie niskie koszty nie kompensują dziś ryzyka regulacyjnego, energetycznego czy politycznego
Nowa geografia kapitału
Równocześnie widać wyraźne przesunięcie geograficzne strumieni kapitału. W 2025 r. napływ BIZ do gospodarek rozwiniętych wzrósł o 43 proc., do ok. 728 mld dol., podczas gdy w wielu gospodarkach rozwijających się utrzymywał się na tym samym poziomie lub spadał. Oznacza to dalszą koncentrację inwestycji w krajach rdzenia światowej gospodarki oraz pogłębianie asymetrii w dostępie do kapitału.
W tej perspektywie obserwowane odbicie trudno uznać za powrót do wcześniejszego modelu globalizacji, opartego na szerokiej i względnie równomiernej ekspansji inwestycji. Jest ono raczej sygnałem kształtowania się nowego ładu, w którym przepływy BIZ są coraz silniej determinowane przez czynniki strategiczne, regulacyjne i geopolityczne. Koszty nadal mają znaczenie, zwłaszcza przy rosnących cenach energii i napięciach w łańcuchach dostaw, ale są już warunkiem koniecznym, a nie wystarczającym. Nawet relatywnie niskie koszty nie kompensują dziś ryzyka regulacyjnego, energetycznego czy politycznego.
Aktualną sytuację dobrze ilustrują dane projektowe dla Europy. EY Europe Attractiveness Survey 2026 pokazuje, że Europa przyciągnęła ponad 5 tys. projektów, ale ich liczba spadła do najniższego poziomu od dziewięciu lat. Francja, Wielka Brytania i Niemcy odnotowały wyraźne obniżenie liczby projektów – odpowiednio o 17 proc., 14 proc. i 10 proc. W tym samym czasie część gospodarek średniej wielkości i peryferyjnych zanotowała wzrost aktywności inwestycyjnej: Polska o 10 proc., Hiszpania o 7 proc., a Turcja o 20 proc.
Nie jest to jeszcze dowód na trwałe odwrócenie hierarchii inwestycyjnej w Europie. Widać jednak stopniową erozję dotychczasowego modelu atrakcyjności, opartego na skali rynku, reputacji przemysłowej oraz pozycji w globalnych łańcuchach wartości. Europa nadal ma duży rynek, rozwiniętą infrastrukturę, dobre uczelnie i wysokie kompetencje przemysłowe, ale mierzy się z wysokimi kosztami energii, złożonością regulacyjną, wolniejszym tempem decyzji inwestycyjnych i fragmentacją instrumentów wsparcia. W świecie, w którym inwestor wybiera nie tylko lokalizację fabryki, lecz i warunki funkcjonowania całego przedsięwzięcia, te ograniczenia stają się coraz bardziej kosztowne.
W pierwszej kolejności widać wycofywanie się inwestorów z obszarów, które jeszcze niedawno stanowiły fundament globalizacji i rozwoju gospodarczego krajów wschodzących
Kapitał nie znika, tylko zmienia funkcję
Zmiana struktury globalnych inwestycji najlepiej widoczna jest nie w ich skali, lecz w kierunku przepływów. Kapitał nie znika - kapitał zmienia miejsce i funkcję. W pierwszej kolejności widać wycofywanie się inwestorów z obszarów, które jeszcze niedawno stanowiły fundament globalizacji i rozwoju gospodarczego krajów wschodzących: tradycyjnego przemysłu opartego na rozciągniętych łańcuchach dostaw oraz części dużych projektów infrastrukturalnych.
Dane UNCTAD i OECD są w tym zakresie spójne. W 2025 r. liczba nowych projektów greenfield spadła o 14-16 proc., a nakłady kapitałowe w gospodarkach wschodzących i rozwijających się zmniejszyły się aż o 24 proc. W sektorach intensywnie powiązanych z globalnymi łańcuchami wartości, takich jak elektronika, przemysł maszynowy, tekstylia czy motoryzacja, liczba nowych inwestycji spadła o ok. 25 proc. W krajach dotąd korzystających z tej logiki, takich jak Meksyk czy Wietnam, wartość projektów obniżyła się odpowiednio o 50 proc. i 15 proc. To właśnie te sektory przez ostatnie dekady stanowiły rdzeń globalnych łańcuchów wartości. Jak pokazuje klasyczna literatura – od Global Value Chains in a Postcrisis World: A Development Perspective po Global Value Chains and Development – bezpośrednie inwestycje zagraniczne w przemyśle przetwórczym były ściśle związane z logiką offshoringu i fragmentacji produkcji. Z perspektywy krajów rozwijających się osłabienie tego modelu utrudnia „wspinanie się po drabinie wartości”, czyli przechodzenie od prostych etapów produkcji do bardziej zaawansowanych i dochodowych segmentów gospodarki.
Nie oznacza to końca globalizacji, lecz raczej jej przekształcenie: globalizacja nie zanika, ale się zmienia. Firmy nie rezygnują z międzynarodowej ekspansji, lecz ograniczają ekspozycję na lokalizacje uznawane za ryzykowne politycznie, regulacyjnie lub logistycznie. W praktyce oznacza to przejście od globalizacji kosztowej do globalizacji selektywnej: bliższej geograficznie, bardziej odpornej, bardziej blokowej i mocniej powiązanej z interesami państw.
Podobne przesunięcie widać w finansowaniu infrastruktury. Transgraniczne project finance, przez lata ważne źródło kapitału dla projektów infrastrukturalnych, słabnie czwarty rok z rzędu. W 2025 r. liczba takich transakcji spadła o 12 proc., a ich wartość o 16 proc. Wyhamował także sektor odnawialnych źródeł energii – inwestycje greenfield w OZE spadły o 28 proc., a w sektorze surowców krytycznych aż o 63 proc. Dla gospodarek rozwijających się jest to szczególnie niepokojące, bo jak wskazuje UNCTAD, napływ kapitału do sektorów kluczowych dla Celów Zrównoważonego Rozwoju, takich jak infrastruktura, energia i technologie, zmniejsza się.
BIZ nie wracają do wcześniejszej trajektorii, lecz przesuwają się w stronę sektorów łączących technologię, bezpieczeństwo energetyczne i cele polityki publicznej
Nowy rdzeń: dane, półprzewodniki, obronność
Skoro kapitał wycofuje się z części tradycyjnego przemysłu i infrastruktury, trzeba zapytać, gdzie znajduje dziś nowe miejsce. Odpowiedź prowadzi do sektorów związanych z transformacją technologiczną i bezpieczeństwem: infrastruktury cyfrowej, centrów danych, sztucznej inteligencji, półprzewodników oraz obronności.
Dane EY dla Europy dobrze ilustrują ten zwrot. W 2025 r. liczba projektów związanych z AI wzrosła o 96 proc., projekty obronne o 84 proc., a inwestycje w niskoemisyjną energię o 25 proc. Jednocześnie tradycyjne sektory przemysłowe znalazły się pod presją: projekty w produkcji wyrobów medycznych spadły o 28 proc., chemiczne o 19 proc., a motoryzacyjne o 11 proc. Istotny nie jest sam bilans liczby projektów, lecz ich układ. BIZ nie wracają do wcześniejszej trajektorii, lecz przesuwają się w stronę sektorów łączących technologię, bezpieczeństwo energetyczne i cele polityki publicznej.
To przesunięcie ma charakter systemowy. W klasycznym modelu globalizacji inwestor wybierał lokalizację, kierując się kosztami pracy, podatkami, logistyką czy wielkością rynku. W nowym układzie te czynniki pozostają istotne, ale przestają być decydujące. Coraz większą rolę odgrywają pytania o stabilność geopolityczną, dostęp do energii, bezpieczeństwo infrastruktury cyfrowej, możliwość przetwarzania danych i trwałość polityk publicznych.
Coraz wyraźniej widać też, że bezpośrednie inwestycje zagraniczne stają się częścią szerszej logiki, którą Henry Farrell i Abraham Newman w artykule „Weaponized Interdependence: How Global Economic Networks Shape State Coercion” (2019) opisali jako możliwość wykorzystywania globalnych sieci gospodarczych do budowania przewagi strategicznej. Państwa kontrolujące kluczowe węzły finansowe, technologiczne i infrastrukturalne mogą nie tylko przyciągać kapitał, lecz także kształtować zależności. Lokalizacja inwestycji w półprzewodnikach, centrach danych czy obronności jest więc świadomą decyzją biznesową.
Najbardziej materialny wymiar tego przesunięcia widać w sektorze sztucznej inteligencji. Choć AI bywa postrzegana jako technologia niematerialna, jej rozwój wymaga bardzo konkretnych, jak najbardziej materialnych, zasobów: centrów danych, półprzewodników, systemów chłodzenia, infrastruktury sieciowej i ogromnych ilości energii. W konsekwencji inwestycje w AI generują popyt nie tylko na kompetencje programistyczne, lecz także na infrastrukturę przemysłową, energetyczną i logistyczną.
Centra danych stają się symbolem nowej fazy BIZ. W 2025 r. inwestycje typu greenfield w centra danych wzrosły o ok. 125 mld dol., a projekty realizowane w formule project finance o kolejne 30 mld dol. Łącznie infrastruktura cyfrowa odpowiada dziś za około jedną piątą wartości wszystkich globalnych projektów greenfield, przekraczając poziom 270 mld dol. Równolegle wartość ogłaszanych inwestycji w fabryki półprzewodników zwiększyła się o 35 proc. Wyłania się więc nowy rdzeń globalnych przepływów kapitału, skoncentrowany wokół infrastruktury obliczeniowej i jej zaplecza przemysłowego. W tym wyścigu szczególnie dobrze radzą sobie państwa, które potrafią stworzyć duży i strategicznie ukierunkowany popyt inwestycyjny. Dobrym przykładem są Stany Zjednoczone, które w 2025 r. przyciągnęły około 360 mld dol. inwestycji greenfield. Znaczna część tej kwoty trafiła do sektorów kluczowych dla transformacji technologicznej: około 137 mld dol. ulokowano w półprzewodnikach, w tym w projektach TSMC w Arizonie, a około 38 mld dol. w inwestycjach w centra danych.
Podobny mechanizm widoczny jest w sektorze obronnym. Głównym źródłem popytu nie jest tu rynek konsumencki, lecz decyzje publiczne, wieloletnie programy modernizacyjne i czynniki geopolityczne. Po agresji Rosji na Ukrainę wydatki obronne powróciły do centrum polityki gospodarczej. W 2025 r. wszyscy członkowie NATO osiągnęli lub przekroczyli poziom 2 proc. PKB, a europejscy sojusznicy wraz z Kanadą zwiększyli wydatki o 20 proc. rok do roku, przeznaczając na obronność ponad 574 mld dol., według danych NATO liczonych w ujęciu realnym.
Z perspektywy inwestorów wzrost wydatków obronnych oznacza powstanie rynku o wysokiej przewidywalności: długoterminowego, finansowanego publicznie i zakorzenionego w strategicznych priorytetach państwa. Obronna modernizacja nie jest więc wyłącznie kategorią budżetową, lecz także sygnałem dla kapitału, że określone kompetencje przemysłowe i technologiczne będą konsekwentnie rozwijane oraz finansowane. Dla BIZ tworzy to szczególny typ atrakcyjności inwestycyjnej. Coraz większe znaczenie mają nie tylko koszty, infrastruktura i wielkość rynku, lecz także wiarygodność państwa, stabilność programów modernizacyjnych, zakotwiczenie sojusznicze, ochrona własności intelektualnej oraz dostęp do wyspecjalizowanych kadr. W rezultacie polityka bezpieczeństwa i polityka przemysłowa coraz silniej współkształtują geografię inwestycji.
FDI jako miara strategicznej pozycji państwa
Bezpośrednie inwestycje zagraniczne przestają być wyłącznie miernikiem otwartości gospodarki, a stają się wskaźnikiem jej miejsca w globalnym układzie sił. W świecie rosnącej niepewności kapitał szuka już nie tylko efektywności, lecz także bezpieczeństwa, kontroli i przewidywalności. Dlatego przewaga inwestycyjna coraz rzadziej wynika z samych kosztów, a coraz częściej z jakości krajowego ekosystemu: stabilnej energii, infrastruktury cyfrowej, przewidywalnych regulacji i sprawnej administracji. Rywalizacja o FDI staje się więc rywalizacją o zdolność państwa do przyciągania i utrzymywania inwestycji strategicznych.
Kapitał nie znika z globalnej gospodarki, lecz zmienia kierunek. Coraz silniej koncentruje się tam, gdzie technologia łączy się z bezpieczeństwem i polityką państwa – w infrastrukturze cyfrowej, półprzewodnikach, energii i obronności. Przyszła mapa FDI będzie więc w coraz mniejszym stopniu odzwierciedlać różnice kosztowe, a w coraz większym zaufanie do państwa, przewidywalność regulacji, sprawność administracji i strategiczne ambicje gospodarek.