To nie tylko przejęcia najbardziej znane i będące w toku, jak fuzja Deutsche Boerse z symbolem kapitalizmu amerykańskiego – nowojorską NYSE Euronext. To także szereg mniejszych fuzji, często o lokalnym znaczeniu. Na przykład pierwsze połączenie w Ameryce Łacińskiej – giełd kolumbijskiej i peruwiańskiej – łączenie się dwóch głównych giełd rosyjskich, Micex i RTS, nie mówiąc już o przejmowaniu parkietu australijskiego przez giełdę w Singapurze czy kanadyjskiej grupy TMX posiadającej giełdę w Toronto przez giełdę londyńską.
Niewątpliwie przejmowanie i łączenie giełd, które stały się w zdecydowanej większości organizacjami for profit, sprzyja poprawianiu wyników finansowych organizacji posiadających giełdy. Ułatwia to także konkurencję z niegiełdowymi platformami obrotu, które w ostatnim roku pozbawiły niektóre giełdy znacznej części obrotów.
Można jednak na tą sprawę spojrzeć też z innej strony – na ile łączenie giełd ma znaczenie dla spółek, których instrumenty są przedmiotem obrotu. Tu zdaje się nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
Na pierwszy rzut oka połączenie niesie ze sobą dotarcie szerszego kręgu inwestorów do papierów spółek notowanych na łączących się giełdach. A tym samym powinno mieć wpływ na obrót akcjami spółek, które w wyniku połączenia giełd zaczynają być notowane na nowych rynkach.
W praktyce zdaje się to mieć znaczenie przede wszystkim dla spółek dużych, znanych ze swojej działalności w skali międzynarodowej. Dla spółek o znaczeniu lokalnym, jak pokazały badania, łączenie giełd ma znikome znaczenie, ich produkty finansowe cieszą się bowiem przede wszystkim zainteresowaniem lokalnych inwestorów.