Tomasz Hońdo

Łączne przychody ze sprzedaży powiększyły się w minionym roku o 15,5 proc. (zmianę obliczyliśmy tylko w przypadku tych firm, które podały porównywalne dane za poprzedni rok). To osiągnięcie nawet nieco lepsze niż w 2010 r., kiedy sprzedaż podskoczyła o 12 proc. Dla porównania, w kryzysowym 2009 r. przychody udało się firmom powiększyć o symboliczny 1 proc.

Rok 2011 był przeciętny, jeśli chodzi o wzrost polskiej gospodarki. PKB powiększył się o 4,3 proc., co z jednej strony jest liczbą mniejszą niż w 2010 r. (+4,7 proc.), nie mówiąc już o wspominanym z rozrzewnieniem boomie zakończonym w 2007 r. (+6,6 proc.)., a z drugiej – nadal wyraźnie wyższą niż w kryzysowych latach 2008–2009, kiedy gospodarka rosła w tempie zaledwie 3,2 proc. Tak czy inaczej, ponieważ realna zmiana PKB utrzymała się w minionym roku nad kreską, to znalazło to odzwierciedlenie w wynikach finansowych polskich przedsiębiorstw.

O ile miniony rok podtrzymał więc osiągnięcia przedsiębiorstw, jeśli chodzi o dynamikę sprzedaży, to tego samego nie da się niestety powiedzieć o zarobkach. Zarówno zyski operacyjne (z podstawowej działalności), jak i netto (po potrąceniu kosztów finansowych i podatków) urosły po ok. 16 proc., co było, jak widać, w miarę spójne ze zwyżką przychodów.

Ogólnie trudno więc narzekać, ale w porównaniu z 2010 rokiem nawet taka przyzwoita dynamika wygląda blado. Przypomnijmy, że wówczas zyski operacyjne podskoczyły o 27 proc., a netto aż o 41 proc. Przy takich porównaniach trzeba jednak pamiętać, że ostatnie lata to okres wyjątkowej chwiejności w gospodarce. Firmy zmuszone są działać w mało stabilnych warunkach makroekonomicznych. Pamiętny wyskok z 2010 r. był po prostu odreagowaniem załamania w 2009 r.

Brak stabilności potwierdzają wydarzenia bieżącego roku. Polska gospodarka znów zaczęła wyraźnie słabnąć pod wpływem kryzysu zadłużenia w strefie euro i związanego z tym zaciskania pasa przez rządy eurolandu. W minionym roku, który analizujemy w obecnej Liście 2000, te niekorzystne zjawiska były widoczne jeszcze w niewielkim stopniu.

W każdym razie, przyglądając się zagregowanym osiągnięciom firm trzeba tradycyjnie brać pod uwagę silną koncentrację aktywów i zysków w dość wąskim gronie przedsiębiorstw. Jeśli zsumujemy zmiany zysku netto w przypadku prawie 1800 firm, które podały porównywalne dane, to okaże się, że łącznie zarobiły one prawie 10 mld zł więcej niż w 2010 r.

Dominacja KGHM

Problem w tym, że aż 6,4 mld zł z tej łącznej kwoty to zasługa jednego przedsiębiorstwa – miedziowego giganta KGHM. To rzuca zupełnie inne światło na nasze porównania.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

Surowcowy potentat to główny rozgrywający na Liście 2000. Jeśli dodać do tego zmiany zysków kilku innych wielkich firm bezpośrednio powiązanych z rynkami surowców (Jastrzębska Spółka Węglowa, Kompania Węglowa, Lasy Państwowe, Węglokoks), to okazuje się, że wspomniana kwota rośnie z 6,4 do prawie 8,4 mld zł. To już zdecydowana większość z 10 mld zł łącznego przyrostu zarobków wszystkich przedsiębiorstw.

Tak duże znaczenie sektorów surowcowych dowodzi, że polskiej gospodarce wciąż bliżej do modelowego obrazu gospodarek rozwijających się (wschodzących), niż krajów wysoko rozwiniętych, gdzie dominują firmy wytwarzające dobra wysoko przetworzone oraz działające w sektorze usług. Nic nie wskazuje, by szybko miało się to zmienić. Przejście z gospodarki surowcowej do gospodarki opartej na zaawansowanych technologiach zająć może długie lata. Uzależnienie od cen surowców na rynkach światowych to zaleta, kiedy te ceny są wysoko, ale co będzie w razie ich trwalszego obniżenia się?

Niezłe wyniki tej grupy firm łatwiej zrozumieć, patrząc na wykres indeksu CRB obrazującego ceny rozmaitych surowców notowanych na światowych giełdach. W pierwszej połowie 2011 r. indeks ten ustanowił 2,5-roczne maksimum. Co prawda później nieco spadł, ale i tak w skali całego roku średnio rzecz biorąc był wyżej niż w 2010 r., nie mówiąc już o 2009 r.

Surowcowe piętno zostało odciśnięte także w statystykach branżowych Listy 2000. Jak widać na jednym z wykresów, wśród pięciu branż, które najszybciej zwiększały przychody w minionym roku, znalazły się aż cztery sektory, które albo wydobywają rozmaite surowce, albo co najwyżej zajmują się ich podstawowym przerobem. W ślad za tym szły generalnie zyski. Owe cztery sektory średnio zwiększyły zarobki netto aż o 85 proc.

Przychody w górę, zyski nie zawsze

Ogółem praktycznie wszystkie zestawione przez nas branże zdołały powiększyć sprzedaż. Wyjątkiem okazał się szeroko pojęty sektor wytwórców elektroniki, komputerów i sprzętu optycznego, gdzie przychody skurczyły się o 8,5 proc. To pocieszające, bo poprawa dotyczyła zdecydowanej większości przedsiębiorstw.

Niestety wyższej sprzedaży nie zawsze towarzyszyły wyższe zyski. Przykładem jest budownictwo, gdzie mimo wzrostu przychodów o jedną czwartą, zarobki skurczyły się o 3 proc. Na rozczarowujące wyniki tej branży narzekaliśmy co ciekawe już przed rokiem, zastanawiając się, jak budownictwo poradzi sobie, kiedy wygaśnie boom inwestycyjny związany z organizacją mistrzostw Euro 2012.

Paradoksalnie okazało się, że pozytywne skutki tego boomu były dyskusyjne, jeśli chodzi o sektor budowlany. W tym roku przez branżę przechodzi fala bankructw, która znajdzie w pełni odzwierciedlenie dopiero w przyszłorocznej Liście 2000. To pewna ironia losu, bo jeszcze dwa lata temu, kiedy to cała gospodarka uginała się pod presją kryzysu na Zachodzie, to właśnie budownictwo miało się wyjątkowo dobrze. To kolejny dowód na to, jak mało stabilne stały się w ostatnich latach warunki do prowadzenia działalności biznesowej.

Lista branż, w których w ślad za wyższymi przychodami nie poszły większe zyski, jest tym razem wyjątkowo długa. Do budownictwa dołączyli m.in. producenci artykułów spożywczych, wyrobów tekstylnych, mebli, urządzeń elektrycznych, wyrobów tytoniowych, farmaceutyków, a nawet handel hurtowy.

W obecnych czasach trudniej o systematyczny wzrost zysków w porównaniu np. z latami 2006–2007, kiedy to zdecydowana większość biznesów radziła sobie świetnie. W minionym roku zdarzały się również przypadki, w których pogorszenie wyników polegało nie na spadku zarobku, lecz na zamianie zysków na straty.

Tu w oczy rzuca się przede wszystkim branża zakwalifikowana jako obsługa rynku nieruchomości. To wina głównie GTC, które wykazało gigantyczne straty związane z przeszacowaniem w dół posiadanych nieruchomości w krajach naszego regionu Europy. Na marginesie, to właśnie GTC było firmą, która zanotowała największe kwotowe pogorszenie wyniku netto.

Jaka rentowność

Liście 2000 warto także przyjrzeć się pod kątem rentowności. Czołówka branż o najbardziej zyskownej działalności jest dość urozmaicona. Co prawda liderem jest ponownie KGHM, reprezentujący branżę wydobycia metali, ale nie widać tu już wspomnianej wcześniej dominacji sektorów surowcowych.

Wysoką rentownością sprzedaży pochwalić się mogli w minionym roku także producenci pozostałego sprzętu transportowego, usługi finansowe, przedsiębiorstwa wodociągowe czy też producenci wyrobów tytoniowych.

Lista 2000 największych przedsiębiorstw to źródło wiedzy nie tylko o wynikach finansowych czy rentowności, ale także np. nakładach inwestycyjnych. Pod tym względem 2011 rok był znacznie lepszy niż poprzednie dwa lata.

Łączne inwestycje firm z naszego zestawienia powiększyły się o prawie 13 proc. Dla porównania w 2010 r. nakłady skurczyły się o 5 proc., a w 2009 r. spadek sięgnął aż 9 proc. Owa tendencja jest spójna z danymi GUS. Przez cały miniony rok inwestycje na środki trwałe w całej gospodarce rosły coraz szybciej. W IV kw. ub.r. roczna dynamika nakładów zbliżyła się do 10 proc., co było tempem najszybszym od ponad trzech lat.

W ujęciu procentowym największym skokiem (o 140 proc.) inwestycji pochwalić się mogą firmy wydobywające ropę i gaz. Branża to dość skromna, jeśli chodzi o liczebność (w jej skład weszły cztery firmy), ale mająca dość strategiczny charakter, choćby w kontekście poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego. Zupełnie inaczej porównania prezentują się w ujęciu kwotowym.

Największe pieniądze wchodzą w grę w przypadku energetyki i gazownictwa. Przedsiębiorstwa z tego szeroko pojętego sektora wydały na inwestycje 3,4 mld zł więcej niż rok wcześniej, co potwierdza panującą opinię, według której energetyka jest główną lokomotywą inwestycji w gospodarce.

Na kolejnych miejscach pod względem kwotowego przyrostu nakładów uplasowały się: transport (+2,1 mld zł), wydobycie węgla (+0,8 mld zł), rolnictwo i leśnictwo (+0,5 mld zł) oraz wydobycie metali (+0,45 mld zł). Na szarym końcu znaleźli się za to producenci koksu i rafinerie ropy naftowej. Ich nakłady malały także w 2010 r. Dwa notowane na warszawskiej giełdzie koncerny naftowe – PKN Orlen i Grupa Lotos – tym razem zmniejszyły inwestycje łącznie o 1,2 mld zł. Z drugiej strony, i tak ich nakłady robiły wrażenie – mimo redukcji łącznie wyniosły 2,9 mld zł.

Ogółem cieszyć się jednak można z tego, że inwestycje zwiększyła zdecydowana większość branż. To pozytywna odmiana w porównaniu z 2010 r., kiedy wzrost odnotowała mniej niż połowa sektorów. To zdawałoby się sugerować, że przedsiębiorcy i menedżerowie zaczęli bardziej optymistycznie patrzeć w przyszłość, za czym poszła większa gotowość do wykładania pieniędzy na nowe projekty. Niestety, w tym roku ta poprawa nastrojów znów stanęła pod dużym znakiem zapytania.

W I połowie br. dynamika inwestycji w gospodarce załamała się, co sugeruje, że obraz widoczny na aktualnej Liście 2000 znów zacznie się pogarszać. Ponownie na myśl przychodzi teza o coraz bardziej chwiejnych warunkach prowadzenia biznesu.

Na inwestycje warto też spojrzeć przez pryzmat struktury własnościowej. Największym, ponad 40-proc., przyrostem nakładów pochwalić się mogą kolejny rok z rzędu firmy komunalne, jednak ich znaczenie w całej gospodarce jest niewielkie.

Inwestycje w górę

Bardziej godny uwagi jest wzrost inwestycji firm kontrolowanych przez polski kapitał o 14,7 proc. To radykalne ożywienie w porównaniu z poprzednimi dwoma laty, kiedy nakłady w tym gronie zostały obcięte odpowiednio o 32 i 6 proc. Potwierdza się w każdym razie, że inwestycje firm z przewagą rodzimego kapitału należą do najbardziej chwiejnych.

W niezłym tempie 10,7 proc. urosły nakłady firm kontrolowanych przez kapitał zagraniczny, odrabiając tym samym ubytek z 2010 r. Biorąc pod uwagę ostatnie trzy lata można wysnuć wniosek, że „zagranica" nieco ostrożniej niż rodzimy kapitał decyduje o cięciu lub wzroście inwestycji. Najbardziej stabilne są jednak nakłady firm kontrolowanych bezpośrednio lub pośrednio przez państwo. Urosły one jedynie o 6,5 proc. po spadku o 5 proc. w 2010 r. i wzroście o 2 proc. w 2009 r.

Co ciekawe, mimo rachitycznego wzrostu, nakłady przedsiębiorstw z przewagą państwowego kapitału mają wciąż największy udział w wielkości inwestycji – przekracza on 33 proc. To nieproporcjonalnie dużo w stosunku do udziału tej grupy w łącznych przychodach (15 proc.). Można to tłumaczyć przede wszystkim silną pozycją państwa w kapitałochłonnej energetyce. Na drugim miejscu pod względem udziału w łącznych nakładach są firmy kontrolowane przez rodzimy kapitał (31 proc.), a trzecią pozycję zajmują przedsiębiorstwa z przewagą inwestorów zagranicznych (26 proc.).

Firmy kontrolowane przez rząd inwestują dużo, ale efektywność ich działalności wciąż pozostawia wiele do życzenia. Za miarę owej efektywności przyjmujemy wydajność pracy rozumianą jako wielkość przychodów ze sprzedaży przypadającą na jednego pracownika. Firmy państwowe należą pod tym względem do najmniej wydajnych, generując 531 tys. zł sprzedaży „na głowę". Co prawda to wynik nieco lepszy niż rok wcześniej (483 tys. zł), ale i tak pozostaje bardzo dużo do nadrobienia względem sektora prywatnego.

Najbardziej wydajne są tradycyjnie przedsiębiorstwa z przewagą kapitału zagranicznego (891 tys. zł). Niewiele ustępują im firmy kontrolowane przez polskich inwestorów (808 tys. zł). Tak drastyczne różnice można przynajmniej po części tłumaczyć presją polityczną związaną z poziomem zatrudnienia w sektorze państwowym, w tym względną siłą związków zawodowych. Na szarym końcu pod względem wydajności plasują się tak jak przed rokiem firmy komunalne.

Zwolennicy prywatyzacji jako sposobu na zwiększanie wydajności mogą się jednak cieszyć o tyle, że liczba firm kontrolowanych przez państwo zmniejsza się. Przed rokiem było ich na Liście 120, teraz jest 106. Różnica może niewielka, ale warto też zauważyć, że największy spadek pojawił się w pierwszej pięćsetce naszego zestawienia. Innymi słowy, najwięcej (13) państwowych firm ubyło w gronie największych podmiotów.

To o tyle istotne, że właśnie w pierwszej pięćsetce państwo miało (i nadal ma) największe znaczenie. Co ciekawe, dokładnie tyle samo (13) reprezentantów sektora państwowego ubyło z grona 500 gigantów także rok wcześniej. Gdyby takie tempo się utrzymało, to rząd w ciągu czterech lat całkowicie wycofałby się z tej części naszego rankingu. Jest to jednak mało prawdopodobne, bo rząd zapewne nie zrezygnuje z kontroli nad przedsiębiorstwami uznawanymi za strategiczne.

Większościowe lub nawet całościowe udziały Skarbu Państwa koncentrują się w branżach takich jak górnictwo węgla (m.in. Kompania Węglowa, Jastrzębska Spółka Węglowa, Katowicki Holding Węglowy), energetyka (m.in. Energa, Energa-Obrót, Enea, PSE-Operator), gazownictwo (PGNiG), koleje (Grupa PKP), leśnictwo (PGL Lasy Państwowe) czy też usługi pocztowe (Poczta Polska).

Państwo nadal dominuje w największych

Poza tym trzeba pamiętać, że nawet jeżeli państwo wycofało się z posiadania większościowych udziałów, to niekiedy zachowało pakiety mniejszościowe, mogąc nadal istotnie wpływać na decyzje firm. Innymi słowy, w takich przypadkach doszło jedynie do częściowej prywatyzacji.

Dobrym przykładem jest największe polskie przedsiębiorstwo – PKN Orlen. Formalnie koncern naftowy jest w przeważającym stopniu kontrolowany przez inwestorów prywatnych, ale Skarb Państwa ma ponad 27 proc., co stanowi największy pakiet akcji.

Podobnie jest w KGHM, gdzie państwo jest mniejszościowym, ale jedynym dużym akcjonariuszem (posiada prawie 32 proc. walorów), który w praktyce decyduje o sposobie zarządzania miedziowym gigantem i podziale zysków. Z tego względu wpływy urzędników i polityków w gospodarce są wciąż znacznie większe, niż wydawać by się mogło na podstawie liczby spółek, gdzie państwo ma większościowe udziały.

Generalnie im mniejsze firmy, tym jednak znaczenie państwa jest mniejsze. W ostatniej pięćsetce rankingu przedsiębiorstw kontrolowanych przez rząd jest jedynie 11.

W miarę przesuwania się w dół Listy maleje również liczba firm z przewagą kapitału zagranicznego. O ile dominują one w pierwszej pięćsetce, to już w drugiej pięćsetce liczebnie górą są firmy z przewagą polskiego kapitału prywatnego. W kolejnych pięćsetkach ich grono jeszcze się wyraźnie powiększa.

Największą firmą zagraniczną jest zajmujący czwartą pozycję (podobnie jak przed rokiem) portugalski koncern handlowy Jeronimo Martins (ma m.in. sieć sklepów Biedronka). Także inni zagraniczni potentaci, jak Grupa Metro, BP Europa, Tesco, Eurocash, Carrefour Polska, Lidl Polska, Makro Cash and Carry, upodobali sobie szeroko pojętą branżę handlową.

Zagraniczny kapitał bardzo widoczny jest jednak także choćby w przemyśle ciężkim (Fiat Auto Poland, ArcelorMittal Polska) i telekomunikacji (Telekomunikacja Polska, PTK Centertel, Polska Telefonia Cyfrowa).    —Tomasz Hońdo

Próg coraz wyższy

W tym roku, aby dostać się do zestawienia 2000 największych firm, trzeba było osiągnąć przychody ze sprzedaży na poziomie minimum 127,2 mln zł. To spory, 20-proc. wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem, kiedy próg wynosił 106,2 mln zł. Tradycyjnie największy udział (28 proc.) w łącznych przychodach ma szeroko pojęty handel, w tym handel hurtowy (18 proc.) i detaliczny (10 proc.). Poczesne miejsca zajmuje też energetyka i gazownictwo, wypracowujące 10 proc. łącznych przychodów, oraz przemysł paliwowy (rafinacja ropy naftowej i produkcja koksu) z prawie 9-proc. udziałem. Po 4–5 proc. sprzedaży wypracowują branże takie jak producenci pojazdów, budownictwo i przemysł spożywczy (podział branżowy z pewnymi modyfikacjami zaczerpnęliśmy z PKD). Na koniec jeszcze uwaga dotycząca metodologii. Kiedy w tekście mowa jest o zmianach łącznych przychodów, zysków lub inwestycji, odnoszą się one jedynie do tych przedsiębiorstw, które podały odpowiednie dane zarówno za rok 2011, jak i 2010. Gdyby pod uwagę brać także te firmy, które podały tylko część danych, obliczenia byłyby zniekształcone.     —t.h.