Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o katastrofie ekologicznej na Odrze: Najnowsze informacje i komentarze

26 i 27 lipca pracownicy Wód Polskich dostali pierwsze informacje o martwych rybach w Odrze, w rejonie śluzy w Oławie. Prezes Wód Polskich Przemysław Daca poinformował, że już 27 lipca pracownicy zlokalizowali miejsce śnięcia ryb, a następnie zgłosili sprawę do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i na policję.

Mimo, że oczyszczający Odrę ze śniętych ryb wędkarze alarmowali o możliwym skażeniu Odry od końca lipca, premier Mateusz Morawiecki zabrał w tej sprawie głos dopiero 11 sierpnia. W pierwszych wypowiedziach przedstawiciele rządu wskazywali, że odpowiedzialność za skażenie mogą ponosić samorządy, na terenie których dochodzi do zrzucania ścieków do Odry.

Czytaj więcej

Moskwa: Złote algi w Odrze. Rzadki gatunek, sprawdzamy jak się pojawił

Jak dotąd jedynymi urzędnikami, którzy ponieśli konsekwencje polityczne katastrofy, są wspomniany wcześniej Daca i główny inspektor ochrony środowiska Michał Mistrzak.

Ponad 60 proc. uczestników sondażu SW Research dla „Rzeczpospolitej” oceniło krytycznie oceniło działania rządu podejmowane w związku z katastrofą ekologiczną na Odrze.

Czytaj więcej

Sondaż: 60,5 proc. Polaków źle ocenia działania rządu ws. katastrofy na Odrze

- Ja nie mam talentów literackich, ale mogę powiedzieć w ten sposób: byłem kilka dni temu popatrzeć, co się dzieje w Odrze. Ta smutna, zupełnie jałowa (rzeka) - pojedyncze kaczki pływają, w ogóle ryby nie rzucają się itd., a tu (ich) było pełno; Wrocław żyje na wyspach i kanałach - krzyczy po prostu tą czarną swoją masą, atakuje - tak mówię teatralnie - oczodołami: „Coś ty mi zrobił, suwerenie?”. Bo chyba tak to trzeba ocenić. Tam nie ma życia - komentował w czwartek w rozmowie ze stacją News24 prof. Krzysztof Simon.

- Przecież zatrucia w Odrze się pojawiły i masowo były zgłaszane pod koniec lipca. Myśmy we Wrocławiu wiedzieli, o tym informowano. Nikt nic przez dziesięć dni nie zrobił. To jest zbrodnia tych ludzi. Wszystkich należałoby wywalić z pracy, z zakazem pracy w instytucjach państwowych przez najbliższe dziesięć lat - dodał wrocławski lekarz. 

- Wojewody też nie było na miejscu, bo nasz wojewoda był na urlopie. Ale to kilku województw dotyczyło. A potem się piętrzyło. Nie ma cudu. Jakieś opowieści o jakichś tam sinicach (w istocie minister Anna Moskwa mówiła - złotych algach red.). No sinice może gdzieś tam już w szczecińskim - tak, ale nie tutaj. Tu ewidentnie szła jakaś toksyna. Tu są gigantyczne zagłębia przemysłowe, (...) masa fabryk tu jest różnych pobudowanych. Nie wiem, czy (ktoś) kontroluje - wygląda, że nie kontroluje - zrzutów tego wszystkiego i 26-28 lipca, co myśmy widzieli we Wrocławiu, ławica śniętych ryb się pojawiła. I nikt nic z tym nie zrobił! I nikt nie siedzi za to wszystko - to jest ciekawe!- kontynuował dolnośląski zakaźnik.

Pytany, na ile korzystanie z rzeki może być niebezpieczne, prof. Simon zwrócił uwagę, że „na razie w tej rzece prawie nic nie żyje”. - Czasem takie wielkie ryby się jeszcze pojawiają, one żyją. Ja nie widziałem żadnych w tej chwili, nic się nie rzuca. Ta rzeka krzyczy swoją ciszą, tą czarną masą. Nic tam nie żyje po prostu. To jest zupełna katastrofa, za którą nikt jeszcze w tej chwili nie odpowiedział. A powinien ciężko odpowiedzieć - ocenił.

Lekarz z Wrocławia skrytykował też wiceministra infrastruktury Grzegorza Witkowskiego, który 12 sierpnia bagatelizował zagrożenie związane z masowym śnięciem ryb. Witkowski w rozmowie z Radiem Zachód przekonywał, że wędkarze mogą łowić ryby, a „mieszkańcy mogą wejść do wody”. Jeszcze tego samego dnia wojewodowie wprowadzili zakaz wchodzenia do Odry. Prof. Simon nazwał go „żartownisiem”. - Drugi (polityk) coś mówił o opozycji. No przecież to są kpiny ze zdrowego rozsądku. Ostatni pijak przy budce z piwem przecież nie uwierzy w takie brednie i tego rodzaju komentarze. Co ma opozycja z zatruciem Odry? A jaki normalny człowiek wejdzie do Odry, czy będzie spożywał te ryby, które nie wiadomo na co padły? - pytał.

To jest zupełna katastrofa, za którą nikt jeszcze w tej chwili nie odpowiedział

prof. Krzysztof Simon

- Prawdopodobnie to są jakieś toksyny, dalej to być może te całe sinice czy coś takiego. Ja się na tym nie znam. Wiem tylko jedno, że ryb nie ma i nikt za to nie siedzi - podsumował prof. Krzysztof Simon.

W piątek wojewoda dolnośląski Jarosław Obremski odwołał zakaz połowu ryb w Odrze. Na dolnośląskim odcinku rzeki można już wędkować, ale złowione ryby należy wypuści do rzeki. Dzień wcześniej Olgierd Geblewicz, marszałek Zachodniopomorskiego, poinformował, że tylko w tym województwie z Odry wyłowiono dotąd 170 ton śniętych ryb.