Rozmawiamy tuż po 5. Kongresie Edukacji Prawnej i Obywatelskiej. Jakie najważniejsze wnioski płyną z tych rozmów?
Z całą pewnością najważniejszym przesłaniem jest potrzeba stałej współpracy różnych środowisk: nauczycieli, prawników, psychologów i organizacji społecznych. Bo często jest tak, że nauczyciele spotykają się osobno, prawnicy mają swoje wydarzenia, a na kongresie spotykają się wszystkie te środowiska.
Chcę jednak podkreślić, że samorząd radcowski prowadzi całoroczne działania w zakresie edukacji prawnej we wszystkich 19 okręgowych izbach, mamy programy lokalne i centralne. Nie tylko chodzimy do szkół z konkretnymi tematami, ale też spotykamy się z nauczycielami, żeby wiedzieli, jak reagować i z czym trzeba się mierzyć, zwłaszcza w świecie cyfrowym. Chcemy, żeby wiedza o prawie trafiała do szkoły, zanim pojawi się poważny problem. Dlatego rozmawiamy o konkretnych sytuacjach: zdjęciu opublikowanym bez zgody, przemocy na klasowej grupie czy konflikcie między uczniem a nauczycielem. Kongres jest unikatowym forum wymiany tych doświadczeń i nawiązywania kontaktów. Zależy mi, żeby przekładały się one na stałą współpracę szkół z prawnikami, a nie kończyły na jednym spotkaniu.
Czytaj więcej
Jak skutecznie chronić dzieci, budować ich sprawczość, uczyć korzystania z prawa i jednocześnie przygotować szkołę na wyzwania związane ze sztuczną...
A propos konkretnych tematów i świata cyfrowego – co należy robić, gdy dziecko pokazuje rodzicowi ośmieszające zdjęcie albo obraźliwe wpisy w internecie?
Problem w tym obszarze rzeczywiście zaczyna się czasem od niewinnego zdjęcia, a czasem ma znamiona cyfrowego nękania. Najpierw dziecko powinno usłyszeć, że dobrze zrobiło, mówiąc o sprawie, i że otrzyma pomoc. Następnie trzeba zabezpieczyć dowody. Krzywdząca treść może zostać szybko skopiowana i rozpowszechniona, ale pierwotny wpis lub konto sprawcy mogą zniknąć. Dlatego warto od razu udokumentować to, co widzimy. Jeżeli coś się dzieje w sieci, powinniśmy zrobić zrzut ekranu z widoczną datą, godziną, nazwą profilu i adresem strony, gdzie coś się pojawiło, a także zapisać linki.
A jeżeli w sieci krąży intymne zdjęcie lub nagranie dziecka, to czy też je należy kopiować jako dowód?
Tutaj trzeba pamiętać o bardzo ważnym wyjątku – takich zdjęć czy nagrań nie wolno kopiować ani przesyłać dalej, nawet jako dowodu w sprawie. Można zgłosić taką sprawę policji czy zespołowi Dyżurnet.pl (www.dyzurnet.pl), który działa przy NASK i przyjmuje zgłoszenia nielegalnych treści w internecie, bo chodzi też o to, żeby te treści jak najszybciej zniknęły z sieci.
Komu w szkole zgłosić przemoc i czego rodzic może wymagać?
Sprawę musimy zgłosić wychowawcy lub pedagogowi czy dyrektorowi, bo to są osoby, które powinny zareagować jako pierwsze. I ważna sprawa – najlepiej zrobić to e-mailem albo pismem, żeby nikt nie powiedział nam później, że o niczym nie wiedział, ponieważ zamiatanie sprawy pod dywan niestety czasem ma miejsce. W sytuacji zagrożenia nie czekamy jednak na odpowiedź szkoły, tylko od razu kontaktujemy się z policją.
Każda szkoła ma obowiązek posiadania standardów ochrony małoletnich, w których są zapisane procedury interwencji, a rodzic ma prawo wymagać, żeby szkoła tę procedurę uruchomiła i przygotowała plan wsparcia dziecka. Ważna jest też konkretna reakcja wobec sprawców, ponieważ na każdą przemoc w szkole należy reagować.
Czytaj więcej
W kodeksie karnym ma pojawić się nowe przestępstwo dotyczące cyberprzemocy wobec dzieci i młodzieży. Propozycja powstała w Ministerstwie Sprawiedli...
Kiedy sprawa powinna wyjść poza szkołę?
Jeżeli zachowanie wyczerpuje znamiona czynu zabronionego, mamy współpracę na linii szkoła – sąd rodzinny czy policja. W takiej sytuacji nasza reakcja jest konieczna i trzeba zawiadomić właściwe organy, mimo że czasem rodzice czy nauczyciel nie chcą tego robić, bo obawiają się, że wyjdzie na jaw, co złego dzieje się w szkole. Taka obawa nie może jednak być powodem, żeby bagatelizować przemoc i nie reagować. Szkoła powinna dalej chronić dziecko i sprawdzać, czy przemoc ustała.
Czy nauczyciel, który zabiera uczniowi telefon, może zatrzymać go aż do przyjścia rodzica?
To budzi obawy uczniów, a do naszego działu legislacyjnego trafiło nawet ich zapytanie w sprawie przepisów, które weszły od września 2026 r. w szkołach podstawowych – teraz na ich terenie uczniowie co do zasady nie mogą korzystać z telefonów. Nie oznacza to jednak prawa do zawłaszczenia takiego telefonu. Szkoła może zorganizować miejsce przechowywania telefonów zgodnie z ustawową procedurą. Nauczyciel może nakazać uczniowi odłożenie tam urządzenia. Możemy mieć do czynienia z zatrzymaniem urządzenia do przyjścia rodzica, ale to już jest rozwiązanie, że tak powiem, na granicy, bo im dłużej to trwa, tym bardziej przypomina zajęcie cudzej rzeczy, a szkoła do tego uprawnień już nie ma.
A czy może żądać odblokowania telefonu i przeglądać wiadomości, na przykład szukając dowodów przemocy?
Nauczyciel bezwzględnie nie może żądać odblokowania telefonu ani przeglądać wiadomości, które się w nim znajdują, bo chroni je konstytucyjna zasada tajemnicy korespondencji, a nieuprawniony dostęp do cudzych informacji jest przestępstwem. Jeżeli w telefonie mogą być dowody przestępstwa, to jest sprawa dla policji, a nie dla wychowawcy czy nauczyciela. Szkoła może zabrać telefon z ławki, ale nie może wejść, że użyję takiego określenia, do prywatnego życia ucznia, które jest w środku tego telefonu.
Czytaj więcej
Mam wątpliwości, czy dodatkowe, doraźne straszenie dzieci to dobre rozwiązanie. Zdecydowanie wolałabym zmiany systemowe. Powinniśmy także przemyśle...
Czy uczeń może nagrać nauczyciela, który go poniża, mimo zakazu korzystania z telefonu? I co potem zrobić z nagraniem?
Co do zasady nagrywanie rozmowy, w której samemu się uczestniczy, w Polsce nie jest przestępstwem, a sądy dopuszczają takie nagrania jako dowód, zwłaszcza że czasem to jedyny sposób udokumentowania krzywdy. Jeżeli nagranie dokumentuje poniżanie dziecka, szkoła musi wyjaśnić jego treść. Nie może sprowadzić sprawy wyłącznie do tego, że uczeń użył telefonu. Materiał może służyć ochronie jego praw i zostać wykorzystany jako dowód.
Znowu, panie redaktorze, jest pewna granica – takie nagranie należy przekazać rodzicom, dyrektorowi, kuratorowi oświaty, rzecznikowi praw dziecka albo policji, a nie w pierwszej kolejności publikować je w internecie. To są dwie różne sytuacje, ponieważ publikacja dotyka wizerunku, a nauczyciel podczas zajęć korzysta też z ochrony przewidzianej dla funkcjonariusza publicznego. Nagranie jest dowodem, a nie materiałem do udostępniania, publikowania i eskalowania sytuacji.
Jak szkoła powinna ustalić, kiedy uczeń może korzystać z AI przy odrabianiu zadań?
Stoję na stanowisku, że szkoła powinna ustalić zasady korzystania z AI, zanim pierwszy uczeń z niej skorzysta. Przy każdym zadaniu uczeń powinien wiedzieć, czy taka pomoc jest dopuszczalna. Nie da się sprawiedliwie karać za złamanie reguł, których nikt nie ogłosił, nikt nie wprowadził. Najlepiej zapisać ogólne zasady w statucie, w zasadach oceniania, a przy każdym zadaniu jasno powiedzieć, czy pomoc sztucznej inteligencji jest dozwolona i w jakim zakresie.
A nauczyciel może wkleić pracę ucznia do popularnego narzędzia AI, żeby pomogło mu ją ocenić?
Nauczyciel, który sam korzysta z AI przy ocenianiu, musi pamiętać, że podpisana praca ucznia to dane osobowe: imię i nazwisko, klasa. Jest też sfera praw autorskich, ponieważ bardzo często to, co uczeń wytworzył, można traktować jako utwór, do którego ma prawa autorskie. Wklejanie pracy do publicznego, bardzo często darmowego narzędzia oznacza przekazywanie danych firmie, z którą szkoła najczęściej nie ma żadnej umowy.
Za dane odpowiada szkoła, a nie nauczyciel prywatnie, więc bezpiecznie jest usuwać dane identyfikujące ucznia albo korzystać z narzędzi zatwierdzonych przez szkołę i z odpowiednią umową, które w jakimś zakresie gwarantują bezpieczeństwo danych osobowych. Oczywiście ostateczna ocena zawsze musi być decyzją nauczyciela, bo choć algorytmy mogą zwrócić uwagę na przecinki czy pewne błędy w pracy, nie możemy polegać w stu proc. na sztucznej inteligencji – ocenę wystawia nauczyciel, wystawia człowiek.
Czytaj więcej
W szkole przenikają się dobrze znane problemy wychowawcze, organizacyjne czy związane z relacjami, wraz z wyzwaniami związanymi z kwestiami prawnym...
Jak dostosować edukację prawną do potrzeb szkoły i zadbać o to, żeby uczniowie mieli większy wpływ na jej codzienne życie?
W ramach edukacji prawnej radcowie prawni dostosowują tematykę do tego, czego szkoła w danym momencie potrzebuje, tak jak w moim macierzystym liceum, gdzie szkoła poprosiła, żebyśmy w ramach profilaktyki porozmawiali o hejcie i reagowaniu na przemoc.
Z całą pewnością ważne jest budowanie sprawczości młodych ludzi. Bo samo zapewnianie ucznia, że jego głos jest ważny, nie wystarczy. Uczniowie muszą wiedzieć, że dorośli słuchają, poważnie traktują ich pomysły, ale też dają im wpływ na podejmowane decyzje.
Do tego potrzebna jest szkoła dialogu. Rozmowa uczniów, rodziców i nauczycieli powinna opierać się na szacunku, uważnym słuchaniu i jasnych zasadach. Każdy powinien móc przedstawić swoje racje bez obawy przed ośmieszeniem. Nie zawsze osiągniemy zgodę, ale powinniśmy wiedzieć, dlaczego zapadła dana decyzja i co możemy zrobić dalej. Dialog nie zwalnia przy tym z obowiązku zdecydowanego reagowania na krzywdzenie.
Po kongresie szczególnie zależy mi na tym, żeby standardy ochrony małoletnich działały w praktyce, a nauczyciele i uczniowie potrafili rozsądnie korzystać z AI. Wszystko to wymaga edukacji – systematycznej, praktycznej i bliskiej codziennym doświadczeniom.
Krajowa Izba Radców Prawnych współorganizowała 5. Kongres Edukacji Prawnej i Obywatelskiej, który odbył się 2 października odbył się w Gdańsku. Uczestnicy rozmawiali m.in. o ochronie dzieci przed przemocą w sieci, zasadach korzystania z telefonów i sztucznej inteligencji oraz prawach uczniów, rodziców i nauczycieli. „Rzeczpospolita” sprawowała patronat medialny nad wydarzeniem.