Z dokumentów wynika, że Berlin jest zaniepokojony wpływem ewentualnych sankcji na dostawy surowców energetycznych.

Sankcje bez sektora energetycznego?

Według Bloomberga stanowisko Niemiec popierają niektóre inne duże kraje Europy zachodniej. Jeden z rozmówców agencji podaje, że rozmowy toczące się odkąd Niemcy przedstawiły swoją propozycję wskazują na to, że wyłączenie rosyjskiego sektora energetycznego z sankcji prawdopodobnie znajdzie się w ostatecznej wersji pakietu sankcji, uzgodnionych z USA, którymi Zachód będzie groził Rosji w przypadku inwazji na Ukrainę.

Niemcy obawiają się, że bez takiego wyłączenia dostawy surowców energetycznych do Europy może być zagrożone. Jednakże - jak podkreśla jeden z rozmówców agencji, wyłączenie proponowane przez Niemcy nie oznacza, że nie będzie możliwe nałożenie sankcji na gazociąg Nord Stream 2.

MSZ Niemiec nie skomentowało doniesień Bloomberga.

Z dokumentu przekazanego innym państwom UE wynika, że Niemcy, w przypadku agresji militarnej Rosji przeciw Ukrainie i "poważnego naruszenia prawa międzynarodowego", które "zagraża pokojowi i bezpieczeństwu w Europie", są gotowe poprzeć sankcje obejmujące m.in. zamrożenie aktywów i zakazanie prowadzenia operacji niektórym rosyjskim bankom, embargo na eksport do Rosji określonych dóbr luksusowych oraz towarów high-tech oraz ograniczenia dotyczące inwestycji w Rosji.

100 tys. rosyjskich żołnierzy u granic Ukrainy

W ostatnich tygodniach Rosja zgromadziła w pobliżu granic Ukrainy ponad 100 tysięcy żołnierzy. USA, NATO i Ukraina alarmują, że może to być przygotowanie do rosyjskiej inwazji, czemu Moskwa zaprzecza, ale zastrzega, że może być zmuszona do interwencji, gdyby Ukraina chciała siłowo rozwiązać konflikt na wschodzie kraju.

14 stycznia USA ostrzegały, że z informacji przekazanych przez amerykański wywiad wynika, że Rosja może dokonać prowokacji na Ukrainie, której celem będzie uzasadnienie zbrojnej inwazji na sąsiada w sytuacji, w której nie osiągnie stawianych sobie celów metodami dyplomatycznymi.

Tymczasem Rosja przekonuje, że Zachód grożąc Rosji sankcjami w przypadku agresji i dostarczając broń Ukrainie (robią to m.in. USA i Wielka Brytania) zachęca ukraińskich przywódców do agresywnych działań na wschodzie kraju, gdzie od siedmiu lat trwa konflikt z prorosyjskimi separatystami.

18 stycznia Amerykanie poinformowali, że Rosja może w każdym momencie rozpocząć inwazję na terytorium sąsiada, również z terytorium Białorusi, na którą dotarły rosyjskie wojska, by wziąć udział w organizowanych tam ćwiczeniach.

19 stycznia prezydent USA, Joe Biden mówił, że - jego zdaniem - Władimir Putin podjął już decyzję ws. działań przeciw Ukrainie, ponieważ "musi wykonać jakiś ruch". Biden ostrzegał też, że pełnowymiarowa rosyjska inwazja na Ukrainę skończy się nałożeniem na Rosję bardzo poważnych sankcji gospodarczych (mówił m.in. że rosyjskie banki nie mogłyby wówczas wykonywać transakcji w dolarach), ale stwierdził jednocześnie, że jakiś rodzaj "mniejszej inwazji" mógłby nie wiązać się z aż tak poważnymi sankcjami. USA szybko zaczęły jednak prostować tę wypowiedź prezydenta wskazując, że każde przekroczenie granicy Ukrainy przez rosyjskich żołnierzy będzie traktowane jako "poważna inwazja".

21 stycznia w Genewie doszło do spotkania sekretarza stanu USA, Antony'ego Blinkena i szefa MSZ Rosji, Siergieja Ławrowa. Blinken powtórzył w czasie spotkania stanowisko USA wobec gwarancji bezpieczeństwa, których domaga się Rosja - USA i ich sojusznicy z NATO uważają, że kwestia polityki otwartych drzwi Sojuszu i zasada, że każdy kraj sam decyduje o tym, czy chce być członkiem NATO, czy nie, jest nienegocjowalna. Blinken podkreślił też, że nic co dotyczy Ukrainy nie może rozstrzygać się bez Ukrainy, a podobnie jest w przypadku NATO i Europy.

Siergiej Ławrow stwierdził natomiast, że USA zapowiedziały przekazanie Rosji pisemnej odpowiedzi w kwestii gwarancji bezpieczeństwa, których domaga się Rosja. Najważniejsze żądania Rosji to zobowiązanie, że NATO przestanie rozszerzać się na wschód, a siły NATO cofną się do granic Sojuszu z 1997 roku - co oznaczałoby, że opuszczą m.in. Polskę.

W 2014 roku Rosja dokonała nieuznanej przez społeczność międzynarodową aneksji Krymu. W tym samym roku na wschodzie Ukrainy rozpoczął się konflikt między prorosyjskimi separatystami, wspieranymi nieformalnie przez Moskwę (choć Rosja oficjalnie temu zaprzecza) a ukraińską armią.