Kiedy sukces naukowy przeradza się w biznesowy w biotechnologii?
Andrzej Dybczyński: W obszarze tzw. biotechnologii czerwonej, czyli dotyczącej zdrowia, sukces naukowy może stać się sukcesem biznesowym wówczas, gdy jednocześnie spełnionych będzie kilka warunków. Po pierwsze, tym sukcesem naukowym musi być rozwiązanie innowacyjne w skali międzynarodowej. W dzisiejszej biotechnologii nie istnieje coś takiego, jak pomysł nowatorski czy wartościowy w skali lokalnej, krajowej. Po drugie, ów naukowy wynik musi służyć rozwiązaniu konkretnego, nawet stosunkowo drobnego problemu, związanego z realnymi potrzebami odbiorców pacjentów czy firm farmaceutycznych. Po trzecie, to rozwiązanie musi być właściwie chronione w sensie praw własności intelektualnej, czyli prawnie zabezpieczone przed ewentualnym powieleniem. To najważniejsze, choć nie jedyne warunki takiego sukcesu.
Co decyduje o sukcesie lub jego braku w przypadku zrealizowanego projektu badawczo-naukowego?
To zależy, co będzie dla nas miarą sukcesu – czy oczekujemy jedynie sukcesu naukowego, czy mierzymy sukces szansami na realną komercjalizację, opracowanie nowej technologii czy produktu. Takich warunków sukcesu w każdym przypadku będzie bardzo wiele, dlatego o prawdziwy sukces w nauce jest tak trudno. Zawsze warunkiem wstępnym takiego sukcesu będzie twórczy pomysł, ta iskra talentu, niekiedy może nawet geniuszu, która sprawia, że naukowiec zadaje sobie pytania i formułuje hipotezy, których nie postawił przed nim nikt inny. Istotna będzie także żmudna, cierpliwa, niekiedy wieloletnia praca w laboratorium. Upór i doskonały warsztat, zapewniające uzyskiwanie powtarzalnych, weryfikowalnych, rzetelnie dokumentowanych wyników. Warunkiem tego sukcesu będzie też odpowiednie, wielowymiarowe wsparcie instytucji, w której naukowiec realizuje swoje prace. W mojej ocenie zbyt często jednak kontynuujemy w Polsce realizację projektów, które nie rokują już szans na sukces – jeśli kiedykolwiek rokowały – i powinny zostać przerwane.
Jeśli dany projekt zostaje zrealizowany, pojawia się produkt. Czy naukowiec już na etapie tworzenia go potrafi ocenić jego zastosowanie i oszacować zapotrzebowanie oraz potencjalne zyski czy też potrzebuje wsparcia?
Między zakończeniem realizacji projektu naukowego a uzyskaniem produktu droga w biotechnologii jest bardzo długa, niekiedy znacznie dłuższa i bardziej kosztowna niż sam koszt i czas realizacji projektu naukowego. Tej drogi naukowiec nie jest w stanie i nie powinien pokonywać sam. Powinien być otoczony wsparciem m.in. w zakresie komercjalizacji, ochrony własności intelektualnej, badań translacyjnych. To właśnie brak takiego wsparcia będącego efektem działania systemu instytucjonalnego często decyduje o tym, czy pomysł będzie wykorzystany czy nie.
Czy polski przemysł biotechnologiczny ma szansę na globalny sukces?
Myślę, że powinniśmy oceniać te szanse możliwie realistycznie. Wbrew
niekiedy chyba przerośniętym ambicjom i czczym deklaracjom nie sądzę, by
polski przemysł biotechnologiczny odniósł tzw. globalny sukces,
ponieważ nie mamy zasobów i środków, które pozwoliłyby nam skutecznie
rywalizować ze światowymi potęgami. Podobnie nie odniesiemy globalnego
sukcesu w eksploracji kosmosu czy budowie atomowych łodzi podwodnych,
choć możemy to oczywiście deklarować z bezrefleksyjną lub cyniczną
tromtadracją. Ale to nie znaczy, że nie możemy osiągać sukcesów w
biotechnologii w ogóle, w realistycznej z perspektywy naszych zasobów
skali możliwości. Zacząć powinniśmy jednak od opracowania przemyślanej,
kompleksowej, długoterminowej strategii rozwoju biotechnologii w Polsce,
strategii służącej naszym realnym potrzebom. Niestety, wykonane w tym
kierunku wstępne prace nie są kontynuowane z konieczną energią i w
koniecznej skali.