Kolejny termin posiedzenia w sprawie z powództwa zawodowego lektora filmowego Jarosława Łukomskiego przeciwko spółce JFC Polska wyznaczono na 21 sierpnia.

Sąd postanowił bowiem, że opinia biegłego musi zostać jeszcze uzupełniona, ponieważ ustalił on głównie to, że głos Łukomskiego został wygenerowany przez sztuczną inteligencję, choć ta okoliczność nie jest sporna. Tymczasem kluczowe pytanie, na które biegły ma odpowiedzieć z wykorzystaniem pełnej analizy dowodowej, dotyczy tego, czy głos wygenerowany przez AI jest na tyle podobny do głosu lektora, że mógł być z nim kojarzony przez odbiorców reklamy.

– Mamy opinię, która niby jest opinią, ale tak naprawdę nie odpowiada wprost na zapytania, które są istotne w zakresie rozstrzygnięcia sporu (...). Sądowi zależy na tym, żeby udało się zaopiniować to, czy przez przeciętnego odbiorcę ten głos (z reklamy – red.) jest odbierany jako głos powoda – zwróciła uwagę podczas poniedziałkowej rozprawy sędzia Sylwia Wit vel Wilk.

Czytaj więcej

Jarosław Łukomski: Ktoś sklonował mój głos i zrobił to po to, by zarobić pieniądze

Reklama oczyszczalni i głos lektora Jarosława Łukomskiego

Spór dotyczy internetowej reklamy przydomowych oczyszczalni ścieków, w której – według Łukomskiego – bez jego wiedzy i zgody użyto głosu łudząco podobnego do jego głosu. Lektor twierdzi, że nie nagrał tego materiału, nie zgodził się na udział w kampanii reklamowej i nie otrzymał wynagrodzenia za komercyjne wykorzystanie rozpoznawalnego głosu. W jego ocenie krzywda polegała nie tylko na utracie wynagrodzenia, ale także na utracie kontroli nad własnym głosem i ryzyku, że odbiorcy mogli uznać reklamowy przekaz za nagrany przez niego osobiście.

– Po pierwsze ten głos mówił coś, czego nigdy nie czytałem. Po drugie, mówił w sposób, w jaki ja nie odczytałbym takiego komunikatu. Było w tym coś sztucznego. Zdałem sobie sprawę, że zetknąłem się de facto ze swoim głosowym sobowtórem – mówił Łukomski w wywiadzie dla „Rz”.

Opinia biegłego z zakresu fonoskopii

Na wcześniejszym etapie postępowania sąd zdecydował o powołaniu biegłego z zakresu fonoskopii, który miał ocenić stopień podobieństwa głosu użytego w reklamie do głosu Łukomskiego. Ocena biegłego w tej sprawie jest istotna, ponieważ od ustalenia rozpoznawalności głosu zależy odpowiedź na pytanie, czy doszło do naruszenia dobra osobistego, jakim jest głos lektora. Miała też znaczenie dla obrony pozwanej spółki, która kwestionuje związek spornego głosu z reklamy z powodem. O powołanie biegłego wnioskowały obie strony ze względu na potrzebę uzyskania opinii metodami naukowymi.

Czytaj więcej

Gorący spór o trenowanie AI. Między prawem autorskim a rozwojem technologii

Z przedstawionej w poniedziałek wstępnej i wymagającej jeszcze uzupełnienia opinii specjalisty w dziedzinie fonoskopii, czyli analizy nagrań dźwiękowych, Tomasza Łacha, wynika, że głos z reklamy pozwanej spółki jest „łudząco podobny” do głosu lektora. Biegły pytany wprost na rozprawie, czy głos z reklamy jest głosem Jarosława Łukomskiego, odpowiedział, że jest on „łudząco podobny” do głosu Łukomskiego, ale jednocześnie zastrzegł, że nie jest to naturalny głos lektora.

– Podtrzymuję to (łudzące podobieństwo – red.), ale potem dowodzę badaniami, że jednak (...) wyraźnie rozjeżdżają się parametry sygnałowe, że to jest jednak nie ta osoba – powiedział ekspert, który tłumaczył też, że w związku z jego trudną sytuacją osobistą nie dysponował pełną dokumentacją w tej sprawie.

Pozwana spółka zaprzecza, by celowo naruszyła prawa lektora. Jej prezes Mirosław Majewski, który był przesłuchany w poniedziałek przez sąd, wskazywał już wcześniej, że w reklamie nie użyto imienia, nazwiska ani wizerunku Łukomskiego. Spółka podnosiła też, że proponowała polubowne rozwiązanie sporu.

Głos w internecie nie oznacza zgody na użycie w reklamie

Lektor, którego głos jest szeroko znany z wielu filmów, domaga się od JFC Polska m.in. przeprosin i 50 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę moralną. Jego pełnomocnicy prawni argumentują m.in., że publiczna dostępność nagrań w internecie nie oznacza zgody na wykorzystywanie głosu w reklamie ani na tworzenie jego cyfrowej imitacji. Wskazywali też, że brak szczegółowych krajowych przepisów o AI nie oznacza, iż z takich narzędzi można korzystać bez ograniczeń.

Sprawa ma szersze znaczenie dla lektorów, aktorów głosowych i twórców dubbingu, ponieważ dotyczy granic komercyjnego używania syntetycznych głosów. Środowiska twórcze, w tym Związek Artystów Scen Polskich, Związek Zawodowy Twórców Dubbingu oraz Związek Zawodowy Aktorów Polskich, domagają się ochrony głosu jako dobra osobistego oraz obowiązku uzyskiwania zgody na jego wykorzystanie z użyciem sztucznej inteligencji.

Sygnatura akt: XXII GW 724/2025