Pandemia COVID-19 jeszcze się nie skończyła, a świat naukowy już ostrzega przed kolejnymi zarazami. Historia pokazuje, że w ciągu mniej więcej stu lat wybuchło ponad sześć różnych pandemii i epidemii grypy. Wirusy Ebola przenosiły się ze zwierząt około 25 razy w ciągu ostatnich pięciu dekad, a co najmniej siedem koronawirusów, w tym SARS-CoV-2, przyniosło choroby i śmierć. Kolejna pandemia jest tylko kwestią czasu. Według specjalistów wypowiadających się dla Nature: „Oczekiwanie, że unikniemy kolejnego rozlania się wirusa jest tak realistyczne, jak powstrzymanie pioruna przed wywołaniem pożaru lasu”. Wszystko wskazuje jednak na to, że obecna pandemia niewiele nas nauczyła.

Epidemiolodzy i naukowcy specjalizujący się w bezpieczeństwie biologicznym i zdrowiu publicznym opracowują plany gotowości od co najmniej 20 lat. Podstawowe elementy składają się z nadzoru w celu wykrycia patogenów, zbierania danych i modelowania w celu sprawdzenia, jak się one rozprzestrzeniają, ulepszenia poradnictwa i komunikacji w zakresie zdrowia publicznego oraz opracowania terapii i szczepionek. W przypadku COVID-19 ta metoda się nie sprawdziła, a prawie nikt nie zastanawia się gdzie w systemie tkwią błędy.

Wszystko zaczyna się od nadzoru. Jednym z pierwszych posunięć powstającej Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) było utworzenie w 1952 r. Globalnego Systemu Nadzoru i Reagowania na Grypę (Global Influenza Surveillance and Response System). Pozwala on na wczesne wykrycie ognisk choroby i alarmuje o odporności na terapię. Nieznane lub nieoczekiwane patogeny są jednak trudniejsze do monitorowania. Tymczasem w takich krajach, jak na przykład Liberia, gdzie istnieje poważne zagrożenie endemiczną odmianą odry, czy gorączką Lassa potrafi brakować probówek co uniemożliwia pobieranie krwi i skuteczne monitorowanie zagrożenia. W efekcie ludzie przestają poszukiwać pomocy, bo ich choroby i tak nie zostaną zdiagnozowane w konsekwencji potencjalne epidemie mogą rozwijać się tam w najlepsze. Według Globalnego Indeksu Bezpieczeństwa Zdrowotnego 2019, Liberia była wśród ponad 70 krajów, którym brakowało zdolności do wykrywania pojawiających się epidemii. Bez pomocy międzynarodowej, w tych krajach ludzie będą umierali i nikt nie będzie wiedział na co. To one mogą stać się źródłem kolejnej pandemii.

Epidemiolodzy zdobywają wiedzę o pojawiających się chorobach za pomocą rachunków. Jednak aby wynik pył prawidłowy potrzebne są wiarygodne surowe dane. Lepsze dane pomogłyby epidemiologom szybciej ustalić, na przykład, że SARS-CoV-2 rozprzestrzenia się drogą powietrzną i że może być przenoszony przez osoby bez objawów. To skutkowałoby szybszym wprowadzeniem środków ochrony osobistej takich jak maseczki. Jednak jak twierdzi w Nature Jennifer Nuzzo, epidemiolożka z Centrum Bezpieczeństwa Zdrowotnego Johnsa Hopkinsa: „Robiliśmy elegancką matematykę na gównianych danych”. Powód jest prosty. Nie wszyscy chcieli się nimi dzielić. Na przykład, kilka hrabstw w Stanach Zjednoczonych odmówiło podzielenia się z amerykańskim Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom szczegółowymi informacjami na temat ognisk choroby w przedsiębiorstwach i więzieniach, a takich przypadków jest mnóstwo, także w skali międzynarodowej.

Trzeba przyznać, że firmy farmaceutyczne opracowały szczepionki na COVID-19 w rekordowym tempie. Jednak, jak twierdzą naukowcy, mogły zrobić to jeszcze szybciej gdyby miały więcej funduszy. Obecnie Coalition for Epidemic Preparedness Innovations (CEPI) zbiera pieniądze na 5-letnią strategię o wartości 3,5 miliarda dolarów, zakładającą opracowanie szczepionek na nowe choroby w ciągu 100 dni. Pojawiły się także propozycje opracowania „prototypowych” szczepionek przeciwko kilkudziesięciu rodzinom wirusów, aby przyspieszyć ich produkcje w przypadku zagrożenia.

Naukowcy stanęli na wysokości zadania, ale rządy już nie. W krajach o niskich dochodach nadal nie przekroczono granicy 2% zaszczepionej populacji. Na świecie dwoma dawkami zaszczepiono zaledwie 23,8%, a w Polsce 48%. To dalece za mało aby uzyskać odporność stada. W sytuacji pandemii rządy mogłyby kupić prawa do szczepionek i udostępnić je innym podmiotom. Wówczas każda firma posiadająca możliwości technologiczne mogłaby wyprodukować lek. To pozwoliłoby na zaspokojenie popytu i obniżenie cen.

Problematyczna pozostaje tez kwestia komunikacji i fakenewsów. Urzędnicy zajmujący się zdrowiem publicznym na Tajwanie i w Korei Południowej od początku byli zaniepokojeni wirusem COVID-19. Natychmiast nakazali noszenie maseczek, zwiększyli ich produkcję i przekazywali spójne informacje dla społeczeństwa, podkreślając, że zalecenia dotyczące ograniczenia rozprzestrzeniania wirusa miały na celu utrzymanie otwartych firm i szkół. Zostały także powołane specjalne zespoły, których zadaniem było dementowanie plotek i dezinformacji. Dzięki temu te społeczeństwa czuły się bezpieczne, miały wrażenie, ze ktoś kontroluje sytuację i stosowały się do zaleceń. W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych urzędnicy służby zdrowia nie zalecali stosowania masek (do kwietnia 2020 r.), a ówczesny prezydent Donald Trump odmawiał noszenia maski. W Brazylii prezydent Jair Bolsonaro sprzeciwił się naukowcom w kraju, bagatelizując COVID-19, nazywając ją „małą grypą”. Zwolnił również dwóch ministrów zdrowia, którzy opowiadali się za środkami kontroli, takimi jak dystans społeczny. Premier Mateusz Morawiecki mówił, że wirus jest w odwrocie, a prezydent Andrzej Duda pisał na Twitterze: „Uważam, że ewentualne szczepienie przeciw koronawirusowi nie powinno być obowiązkowe”. Na co natychmiast zareagowali lekarze stwierdzając, że „Pan Prezydent podważył sens obowiązkowych szczepień ochronnych, a także sens szczepienia na grypę”, ale przekaz już poszedł i dostarczył argumentów przeciwnikom szczepień. Zachęcić do szczepień w Polsce miała loteria, ale nagrody w niej, np. hulajnoga, bardziej bawią niż zachęcają.