Narodowy Bank Polski ma za zadanie utrzymywać inflację na poziomie 2,5 proc. rocznie, tolerując odchylenia o 1 pkt proc. w każdą stronę. We wrześniu wzrost CPI już szósty miesiąc z rzędu przekraczał górną granicę pasma dopuszczalnych odchyleń od celu. Większość członków Rady Polityki Pieniężnej argumentowała do niedawna, że podwyższona inflacja to zjawisko przejściowe i spowodowane czynnikami, na które krajowa polityka pieniężna nie ma wpływu. W październiku jednak, ku zaskoczeniu ekonomistów i inwestorów, RPP zdecydowała się podwyższyć stopę referencyjną NBP z 0,1 do 0,5 proc.
Prezes NBP Adam Glapiński zapewniał, że nie należy tego ruchu traktować jako początku cyklu zaostrzania polityki pieniężnej. Ekonomiści nie mają jednak wątpliwości, że na jednej podwyżce stóp się nie skończy, chociaż są podzieleni w ocenach, kiedy przyjdzie czas na kolejne. Część prognozuje, że do końca 2022 r. stopa referencyjna dojdzie do 2 a nawet 2,5 proc., a część, że wróci do 1,5 proc., czyli poziomu sprzed pandemii.
Zaostrzanie polityki pieniężnej nie przyczyni się jednak w najbliższym czasie do spadku inflacji. Co do tego wątpliwości nie ma nawet NBP. Prezes Glapiński tłumaczył, że październikowa podwyżka stóp ma jedynie zapobiec utrwaleniu się inflacji na podwyższonym poziomie, gdy wygasną szoki podażowe.
Stąd ekonomiści, niezależnie od swoich przewidywań pod adresem RPP, są zgodni, że w kolejnych miesiącach inflacja będzie jeszcze wyższa. Już w październiku przebije zapewne 6 proc., a na przełomie 2021 i 2022 r. może nawet przebić 7 proc. W całym przyszłym roku będzie zaś prawdopodobnie nawet wyższa niż w tym roku. Skrajna prognoza, autorstwa ekonomistów z PKO BP, sugeruje, że średnio w 2022 r. inflacja wyniesie 5,5 proc., po około 4,8 proc. w br.