Minister finansów Jacek Rostowski powiedział, że wysłał do Komisji Europejskiej oraz francuskiej prezydencji w Radzie Europejskiej list, w którym wzywa do poruszenia w rozmowach z Chinami i Indiami kwestii subsydiów paliw. Ich znaczące ograniczenie mogłoby pomóc zmniejszyć popyt na ropę i dzięki temu obniżyć jej ceny. Bowiem aż za 70 proc. wzrostu popytu na surowiec odpowiada Azja. Takie naciski na kraje azjatyckie już podejmują kraje grupy G8.

To był jeden z niewielu konstruktywnych pomysłów na zwalczanie inflacji, jaki padł podczas sejmowej debaty o rosnących cenach. Zarówno szef resortu finansów, jak i prezes NBP Sławomir Skrzypek twierdzili, że wzrost cen jest obecnie problemem globalnym. Każdy z nich przyznał, że Polska ma najniższą inflację w regionie i niewiele wyższą niż średnia dla strefy euro. Ale więcej wspólnych konkluzji nie było.

– Kto jest odpowiedzialny za inflację? – pytał minister z trybuny sejmowej. – Piiiis – odpowiedziało kilku roześmianych posłów. – Zgadliście. Cukierek dla pani – mówił Rostowski.

Jego zdaniem wysoka inflacja to głównie efekt czynników globalnych, ale również złej polityki banku centralnego (m.in. działań prezesa Skrzypka) w pierwszej połowie 2007 r. i zbyt luźnej polityki fiskalnej prowadzonej przez rząd PiS.

Skrzypek nie pozostał dłużny. Wszedł na trybunę z przygotowaną listą wypowiedzi Rostowskiego sprzed dwóch miesięcy, w których mówił on, że „NBP dobrze spełnia swoje zadanie”. – Skąd ta zmiana tonu? – pytał prezes. Dodał jednocześnie, że w obecnych warunkach bank centralny dopuszcza, iż inflacja będzie obniżała się przez dłuższy okres czasu, ponieważ jej szybkie duszenie odbywałoby się kosztem wzrostu PKB.

Posłowie skupili się na atakowaniu rządu. – Pan minister zarabia 10 tys. zł i nie interesuje go to, ile kosztuje masło – mówił Grzegorz Napieralski, szef SLD. Posłowie PiS wyliczali, ile zdrożały poszczególne artykuły, a jeszcze przed rozpoczęciem debaty nawoływali do obniżenia akcyzy na paliwo.