Coraz częściej mówimy o otyłości jako o chorobie przewlekłej. Wiele osób nadal uważa jednak, że jest ona konsekwencją złych wyborów i braku silnej woli. Jak zmienić takie podejście?
Myślę, że nadal potrzebujemy edukacji. Otyłość przez długi czas była stygmatyzowana. To, że nie uznawano jej za chorobę przewlekłą, sprawiało, że postrzegano ją przede wszystkim jako kwestię siły woli, niewłaściwego zachowania czy braku dyscypliny danej osoby. Jeżeli uda nam się zmniejszyć stygmatyzację otyłości i zwiększyć świadomość tego, że jej rozwój jest związany z czynnikami genetycznymi, biologicznymi i środowiskowymi, zupełnie inaczej będziemy do niej podchodzić. Wiedza pozwala podejmować świadome decyzje dotyczące m.in. diety i aktywności fizycznej.
Krytycy zarzucają firmom farmaceutycznym, że medykalizują problem, który wynika przede wszystkim ze stylu życia.
Otyłość prowadzi również do spadku produktywności i większej absencji w pracy. Każdego roku kosztuje gospodarki miliardy dolarów, a w Polsce dotyczy około 9 milionów osób i wiąże się z ogromnym obciążeniem dla wielu z nich. Zapytajmy te 9 milionów osób, czy otyłość jest problemem wymyślonym przez przemysł farmaceutyczny, czy też rzeczywiście każdego dnia mierzą się z tą chorobą, z jej powikłaniami i chorobami współistniejącymi.
Na co w takim razie w pierwszej kolejności powinny trafiać publiczne pieniądze – na profilaktykę otyłości czy jej leczenie?
Nie sądzę, żebyśmy mogli wybierać albo jedno, albo drugie. Powinniśmy wykorzystywać wszystkie możliwości w zakresie profilaktyki, ale kiedy choroba już się rozwinie, musimy mieć możliwość interwencji i pomóc pacjentowi wrócić do normalnego życia. W przypadku innych chorób przewlekłych nie dokonujemy przecież takiego wyboru. Jeśli spojrzymy na cukrzycę typu 2 czy reumatoidalne zapalenie stawów ich leczenie jest co do zasady finansowane. Ważne jest, aby działać jednocześnie w trzech obszarach: profilaktyki, wczesnego wykrywania oraz leczenia. Im wcześniej wykryjemy chorobę, tym większa jest szansa na dobre efekty leczenia, a jednocześnie jego koszty są niższe.
Otyłość często współwystępuje z cukrzycą typu 2 i chorobami sercowo-naczyniowymi. Czy wobec tego powinniśmy leczyć je w bardziej skoordynowany sposób?
Badania pokazują, że w przypadku leczenia osób z otyłością i stanem przedcukrzycowym ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2 może zostać zmniejszone o 94 proc. Jeżeli możemy opóźnić ten proces albo w ogóle do niego nie dopuścić, przede wszystkim oznacza to ogromną zmianę w życiu konkretnej osoby. Jednocześnie cukrzyca typu 2 jest chorobą przewlekłą, której leczenie generuje znaczne koszty, więc wiążą się z tym również istotne oszczędności dla systemu. Wiemy też, że choroby sercowo-naczyniowe są obecnie najważniejszą przyczyną zgonów wśród osób z otyłością i cukrzycą. Dlatego musimy patrzeć na te choroby całościowo i interweniować jak najwcześniej.
Polska pracuje nad narodową strategią walki z otyłością. Co powinna zawierać, żeby rzeczywiście zmienić sytuację pacjentów?
Przede wszystkim powinna uznawać otyłość za chorobę przewlekłą. Polska wykonała już w tym obszarze pewną pracę. Przykładem jest program KOS-BAR, czyli rozwiązanie skierowane do osób wymagających leczenia bariatrycznego, które mogłoby posłużyć jako rozwiązanie modelowe dla kolejnych grup pacjentów. Trzeba wykorzystać te doświadczenia na większą skalę i zadbać o dostęp do leczenia niezależnie od miejsca zamieszkania pacjenta. Z kolei uznanie otyłości za chorobę przewlekłą powinno znaleźć odzwierciedlenie również w wytycznych dotyczących leczenia. Należy refundować jej leczenie tak samo, jak refundujemy leczenie innych chorób przewlekłych.
Czy inwestowanie w profilaktykę i wcześniejsze leczenie może w dłuższej perspektywie przynieść oszczędności? Wiele europejskich systemów ochrony zdrowia, w tym polski, mierzy się obecnie z poważnymi problemami finansowymi.
Systemy ochrony zdrowia, które funkcjonują dziś w Europie, powstawały w zupełnie innych realiach – przede wszystkim w latach 70., 80. i 90. XX w. Były w dużej mierze skoncentrowane na leczeniu stanów ostrych: coś się dzieje, pacjent idzie do lekarza i otrzymuje pomoc. Dzisiaj potrzebujemy innej wizji ochrony zdrowia. Musimy przejść od systemu, który przede wszystkim reaguje na chorobę, do systemu, który koncentruje się na utrzymaniu ludzi w zdrowiu. To wymaga bardziej długoterminowego myślenia, czyli mniejszych wydatków na leczenie stanów ostrych, a większego skupienia na chorobach przewlekłych, takich jak otyłość, choroba Alzheimera czy choroby sercowo-naczyniowe. W Polsce sam koszt większości chorób współistniejących związanych z otyłością wynosi około 1 mld euro rocznie. Wyliczenia te nie uwzględniają wszystkich kosztów społecznych, takich jak utrata produktywności czy absencja w pracy związana ze zwolnieniami chorobowymi. Dlatego musimy zacząć patrzeć na ten problem z innej perspektywy.
Szerszy dostęp do leczenia otyłości oznacza większe wydatki na leki. Czy w dłuższej perspektywie takie leczenie może jednak przynieść systemowi oszczędności?
Przeprowadzono już wiele badań dotyczących efektywności kosztowej leczenia otyłości. Wynika z nich, że refundacja leków może być uzasadniona nie tylko z perspektywy pacjenta, ale również całego systemu ochrony zdrowia. Wymaga to jednak bardziej długoterminowego spojrzenia na wydatki. Wcześnie rozpoczęte leczenie może ograniczyć ryzyko rozwoju powikłań otyłości, a tym samym zmniejszyć koszty ponoszone przez system w kolejnych latach. Zgodnie z dostępnymi analizami oszczędności te mogą z czasem przewyższać wydatki na samo leczenie.
Nowe leki mogą być jednak kosztowne, a jednocześnie Europa chce przyciągać inwestycje w innowacje i badania kliniczne. Jak pogodzić te dwa cele?
W europejskich raportach przygotowanych przez Mario Draghiego i Enrico Lettę mocno podkreślano znaczenie sektora life science jako jednego z motorów przyszłego wzrostu gospodarczego Europy. To jednak oznacza, że poszczególne kraje muszą być otwarte na innowacje. Musimy zadbać o konkurencyjność m.in. pod względem czasu potrzebnego na uzyskanie zgód regulacyjnych, wprowadzenie nowych leków do systemu i zapewnienie pacjentom dostępu do nich, a także czasu potrzebnego na objęcie ich refundacją. Jeżeli tego nie zrobimy, prowadzenie w tych krajach kolejnych badań klinicznych będzie bardzo trudne. Spójrzmy na przykład na chorobę Alzheimera. Jeżeli pacjenci nie mają dostępu do obecnych terapii, trudno prowadzić badania kliniczne nad ich kolejną generacją. W efekcie kraj traci również inwestycje w badania i rozwój. Dlatego tak ważne jest, aby Europa znajdowała się wśród liderów we wdrażaniu nowych, innowacyjnych terapii. Polityka sprzyjająca innowacjom zwiększa atrakcyjność danego rynku dla badań klinicznych, ale może również przyciągać inwestycje w produkcję i inne elementy całego łańcucha wartości. Europa była kiedyś pod tym względem potęgą, ale straciła część swojej konkurencyjności. Dziś przypada na nią około 30–31 proc. wszystkich inwestycji w badania i rozwój, podczas gdy wcześniej ten udział był znacznie większy.
Jaką rolę w budowaniu takiego otoczenia dla innowacji mają firmy farmaceutyczne, takie jak Eli Lilly?
Prowadzimy bardzo dobry dialog z rządami na całym świecie. Przedstawiamy nasze dane dotyczące efektywności kosztowej i jesteśmy otwarci na dyskusję o tym, w jaki sposób można finansować leczenie otyłości, cukrzycy typu 2 czy innych chorób. Jednocześnie aktywnie podkreślamy potrzebę utrzymania konkurencyjności Europy. Jest to obszar, z którego europejska gospodarka mogłaby odnieść ogromne korzyści. Europa musi jednak dostrzec, że obecnie Chiny i Stany Zjednoczone rozwijają się w tym zakresie znacznie szybciej. Dlatego strategicznie ważne jest, aby Europa przyspieszyła i ponownie stała się regionem kojarzonym z innowacjami, tak jak miało to miejsce jeszcze kilkadziesiąt lat temu.
O utracie konkurencyjności Europy wobec USA i Azji mówi się od dłuższego czasu, ale mam wrażenie, że nadal podejmujemy niewystarczająco działań w tym zakresie.
Widzę pewne pozytywne sygnały. Przykładem jest Wielka Brytania, która zapowiedziała podwojenie nakładów na innowacyjne leki – z 0,3 proc. do 0,6 proc. PKB per capita. Zdecydowała również o podniesieniu progu stosowanego w ocenie efektywności kosztowej o 20–25 proc. To mocny sygnał, że Wielka Brytania chce być częścią innowacyjnego ekosystemu i skutecznie konkurować o inwestycje.
Innym przykładem jest Francja. W czerwcu tego roku zdecydowała o refundacji leczenia otyłości dla osób z BMI wynoszącym co najmniej 35 i jedną chorobą współistniejącą. W ostatnim czasie podobne decyzje podjęło również kilka innych państw europejskich. Myślę więc, że ta dyskusja już się toczy i świadomość problemu istnieje. Potrzebujemy jednak konkretnych działań, które jasno pokażą, że Europa rzeczywiście chce konkurować o inwestycje w badania i rozwój. Musimy też zrozumieć, że jeśli chcemy o nie konkurować, potrzebujemy odpowiedniego ekosystemu. Produkty wytwarzane w europejskich zakładach powinny być dostępne dla europejskich pacjentów. Dlatego wciąż wiele pozostaje do zrobienia.