PiS nawarzył piwa, rząd Tuska musi posprzątać

Już wiosną Polska może zostać objęta procedurą nadmiernego deficytu. I choć to nie wina nowej ekipy rządzącej, będzie ona musiała dokonać zacieśnienia fiskalnego.

Aktualizacja: 27.12.2023 06:24 Publikacja: 27.12.2023 03:00

Premier Donald Tusk oraz minister finansów Andrzej Domański podczas konferencji prasowej po posiedze

Premier Donald Tusk oraz minister finansów Andrzej Domański podczas konferencji prasowej po posiedzeniu rządu

Foto: PAP/Leszek Szymański

Rok 2024 będzie niewątpliwie dużym sprawdzianem dla rządu Donalda Tuska pod względem umiejętności zarządzania publiczną kasą. Ekonomiści wskazują na szereg wyzwań, z którymi musi się zmierzyć nowa administracja, począwszy od uplasowania na rynku rekordowo dużych emisji obligacji, po głęboką reformę systemu finansów publicznych.

Kto kupi dług

– W krótkim okresie najważniejszym zadaniem jest bezpieczne sfinansowanie potrzeb pożyczkowych – zaznacza Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Te potrzeby mogą być najwyższe w historii, w projekcie budżetu na 2024 r., już po korektach wprowadzonych przez nowego ministra finansów Andrzeja Domańskiego, na finansowanie bieżących potrzeb potrzeba ok. 252 mld zł, a potrzeby brutto (suma potrzeb netto oraz przypadającego do wykupu długu) to ok. 450 mld zł, czyli niemal 12 proc. PKB.

Czy znajdą się chętni, by pożyczyć nam tak wielkie kwoty po rozsądnych cenach? – Na razie wygląda to dobrze, sprzyja nam sytuacja na globalnych rynkach. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, 2024 r. może być na świecie rokiem inwestowania w rządowe obligacje, co bardzo pomoże także również nam – uważa Benecki.

Minister Domański podkreśla, że zainteresowanie polskim długiem ze strony inwestorów zagranicznych wzrosło, a jeśli do tego dodać wciąż spory potencjał polskich banków do zwiększania portfela obligacji skarbowych, to możliwe i realizacja tych rekordowych potrzeb pożyczkowych może się udać.

Czytaj więcej

Polska gospodarka może w 2024 roku błyszczeć na tle strefy euro

Procedura już wiosną?

– Wszystko jednak zależy od wiarygodności polskiego rządu. A to wiąże się chyba z największym wyzwaniem dla nowego rządu w średnim okresie, czyli zrównoważania finansów publicznych, w tym znalezienia finansowania dla trwale wyższy wydatków publicznych – zaznacza Karol Pogorzelski, ekonomista Banku Pekao.

– Wszyscy mają świadomość, że tak wysokiego deficytu jak obecnie nie da się utrzymać na dłuższą metę – dodaje Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Rząd, chcąc nie chcąc, musi wejść na ścieżkę jego redukcji, tym bardziej że na 99 proc. wiosną tego roku Komisja Europejska nałoży na nas procedurę nadmiernego deficytu, co niejako będzie wymuszać dostosowania w polityce fiskalnej – zaznacza Jankowiak.

Czytaj więcej

Unia Europejska ma nowe reguły dyscypliny budżetowej. „Bardziej realistyczne”

Podatki czy cięcia

Procedura to swoistego rodzaju nakaz ze strony unijnego nadzoru podejmowania działań, które skutkować będą reedukacją deficytu o odpowiedni poziom. Może to być 0,5 pkt proc. PKB, jak wskazuje minister Domański, albo nawet 1 proc. PKB.

Co to oznacza dla finansów państwa, czy też może szerzej – dla Polaków? – Moim zdaniem ryzyko nałożenia procedury na Polskę nie jest tak wysokie, wynosi 30–50 proc. Niemniej nie zmienia to faktu, że rząd musi się zmierzyć z wyzwaniem odbudowy dochodów podatkowych, które zostały w ostatnich latach mocno uszczuplone w postaci reform Polskiego Ładu czy tarczy antyinflacyjnych i obniżek stawek VAT. Za to znacząco wzrosły trwałe wydatki, choćby na zbrojenia – zaznacza Pogorzelski.

Konieczne dostosowania fiskalne mają też wpływ na tempo realizacji obietnic wyborczych koalicji rządzącej. Takich jak choćby podwojenie kwoty wolnej w PIT do 60 tys. zł czy znaczące ulgi w składkach ZUS dla mikrofirm.

Czytaj więcej

Sejm o budżecie. "Domański zrobił więcej w 4 dni niż premier Morawiecki w 6 lat"

Wpływ wojny

Ekonomiści sugerują, że nowy rząd może powinien pomyśleć o tzw. podatku wojennym albo o racjonalizacji wydatków pod względem ich efektywności i osiągania celów. Przykład? Program 500+ miał zwiększyć dzietność, ale skoro nic z tego nie wyszło, to może nie ma sensu realizacji programu 800+ dla wszystkich, w tym dla zamożniejszych rodzin?

Warto przy tym zwrócić uwagę, że odium za zacieśnienie fiskalne, czyli pewne niezadowolenie społecznie, spadnie na gabinet Donalda Tuska, choć winę za to w całości ponosi rząd PiS. Deficyt w finansach publicznych spuchł do 5,6 proc. PKB już w 2023 r. z 3,7 proc. PKB w 2022 (a w 2024 ma wynosić 5,1 proc. PKB). Skąd ten wzrost?

– Po części to efekt kryzysu energetycznego jako skutek agresji Rosji na Ukrainę, mrożenie cen energii w 2023 r. kosztowało kilkadziesiąt miliardów złotych – przyznaje Sławomir Dudek, szef Instytutu Finansów Publicznych. – A także związaną z wojną koniecznością wzmocnienia polskich sił zbrojnych. Ale jednocześnie rząd PiS, znając te wyzwania dla finansów publicznych, nie potrafił się powstrzymać przed rozdawnictwem i szastaniem publicznym groszem w ramach kampanii wyborczej i w myśl fałszywego przesłania, że przecież stać nas na wszystko – uważa Dudek.

Czytaj więcej

Rząd Tuska zwiększa deficyt zaplanowany przez PiS. Wystarczy na obietnice?

Zgaszone światło

Za niepotrzebne, dyktowane interesem politycznym PiS, można uznać zdaniem Dudka takie działania rządu, jak korekta Polskiego Ładu (w tym obniżka stawek PIT z 17 do 12 proc.), podwyżka dodatków na dzieci z 500 zł do 800 zł na miesiąc czy podwyższenie i wpisanie na trwałe do ustaw 14. emerytury. Tylko te trzy pozycje mogą kosztować 35–60 mld zł, czyli 1–2 pkt proc. PKB.

– Bruksela w czasie pandemii wyłączyła światło, jeśli chodzi o pilnowanie dyscypliny fiskalnej. Niestety, rząd PiS wykorzystał to zgaszone światło do ponadmiarowego rozdawnictwa, a co gorsza, ukrywania tego przed opinią publiczną poprzez wypychanie długu i deficytu do tzw. funduszy pozabudżetowych. Mam nadzieję, że ten ciemny okres w finansach państwa już się kończy – podsumowuje Dudek.

Opinia dla „Rz”
Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton

Największym bieżącym wyzwaniem na 2024 r. jest skala deficytu w budżecie państwa i powiązana z nim skala potrzeb pożyczkowych. A największym wyzwaniem, powiedzmy systemowym, jest pytanie, czy nowa koalicja rządząca powróci do zasady ostrożnego, konserwatywnego zarządzania finansami państwa, czy też da się ponieść prądowi finansowania obietnic z deficytu i długu? Czy nadal obowiązywać będzie myślenie narzucone przez PiS, że pieniądze znajdą się na wszystko, bo można je pożyczyć, czy też wróci poważna dyskusja na ten temat? Nominalny dług publiczny podwoił się w ostatnich latach, nie możemy pozwolić sobie na jego dalszy duży wzrost, bo koszty jego obsługi mogą okazać się nie do udźwignięcia.

Rok 2024 będzie niewątpliwie dużym sprawdzianem dla rządu Donalda Tuska pod względem umiejętności zarządzania publiczną kasą. Ekonomiści wskazują na szereg wyzwań, z którymi musi się zmierzyć nowa administracja, począwszy od uplasowania na rynku rekordowo dużych emisji obligacji, po głęboką reformę systemu finansów publicznych.

Kto kupi dług

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Budżet i podatki
Polska w piątce krajów UE o najwyższym deficycie. Będzie reakcja Brukseli
Budżet i podatki
Ponad 24 mld zł dziury w budżecie po I kwartale. VAT w górę, PIT dołuje
Budżet i podatki
Francja wydaje ciągle za dużo z budżetu
Budżet i podatki
Minister finansów: Budżet wygląda całkiem dobrze
Budżet i podatki
Polacy zmienili nastawienie do podatków. Zawinił Polski Ład