Unia Europejska ma nowe reguły dyscypliny budżetowej. „Bardziej realistyczne”

Negocjacje trwały wiele miesięcy, ale w końcu udało się pogodzić zwolenników dyscypliny budżetowej z tym postulującymi reformy. Nowe reguły w teorii są łagodniejsze, ale praktyce mają przywrócić dyscyplinę budżetową.

Publikacja: 21.12.2023 17:06

Unia Europejska ma nowe reguły dyscypliny budżetowej. „Bardziej realistyczne”

Foto: Bloomberg

Koronnym argumentem za zmianami był fakt, że choć na papierze obecne reguły wydaję się surowe, to nie są przestrzegane. Więc lepiej zmienić je na takie, które uwzględnią wydarzenia ostatnich lat i wyzwania przed którymi stoi UE. I pod tymi nowymi regułami wszyscy się podpiszą i wszyscy będą ich przestrzegać.

— Zasady staną się bardziej realistyczne. Odpowiadają na rzeczywistość po pandemii i uwzględniają również wnioski wyciągnięte z wielkiego kryzysu finansowego. Myślę, że z tego punktu widzenia zwiększy się poczucie odpowiedzialności (państw członkowskich — red.) — powiedziała Nadia Calviño, minister finansów Hiszpanii, która do końca roku sprawuje rotacyjną prezydencję w UE. 

Procedura nadmiernego deficytu. Czy Polsce grożą kary?

Pakt Stabilności i Wzrostu zawiera dwa główne limity: maksimum 3 proc. PKB dla deficytu budżetowego i maksimum 60 proc. PKB dla długu publicznego. Przy czym o ile do tego pierwszego maksimum dołączona jest szczegółowo rozpisana procedura nadmiernego deficytu, której finałem może być nawet konieczność płacenia kar finansowych (choć nigdy takiej decyzji nie podjęto), to w przypadku drugiego limitu sankcji właściwie nie ma.

Teraz zresztą te reguły i tak są zawieszone do końca roku, co najpierw było spowodowane pandemią i koniecznością wielkich wydatków publicznych na podtrzymanie przy życiu zablokowanej gospodarki, a potem jeszcze reakcją na szok cenowy na rynku energii. Ale już od przyszłego roku Komisja będzie rozpoczynać takie procedury i pierwsze decyzje zapadną na wiosnę 2024 roku. Na liście będzie wiele krajów, w tym również Polska.

W myśl zatwierdzonej reformy wszystkie te państwa będą miały jednak więcej czasu na obniżenie deficytu, a także długu, jeśli przekracza 60 proc. PKB. A recepta na uzdrawianie finansów publicznych będzie bardziej elastyczna niż według dotychczasowych reguł. Państwa członkowskie będą musiały przygotować rozłożone na 4 lata (w wyjątkowych sytuacjach nawet na 7 lat) plany ograniczania deficytu, przy czym postęp będzie mierzony nie tempem obniżania deficytu, ale poprawą stabilności zadłużenia.

To oznacza, że wydatki nie będą cięte automatycznie. To nauka z kryzysu finansowego z 2008 roku, gdy automatycznie stosowana gilotyna doprowadziła do wielkich kryzysów społecznych w takich krajach, jak Grecja, Hiszpania, Portugalia, czy Irlandia. Dodatkowo uzgodniono także, że przez trzy pierwsze lata, od 2025 do 2027 roku, Komisja oceniając sytuację kraju nie będzie wliczała do deficytu kosztów odsetek. To ma być chwilowa ulga dla wszystkich zadłużonych krajów, w sytuacji wysokich stóp procentowych.

Celem średnioterminowym deficyt na poziomie 1,5 proc. PKB

Wreszcie analiza planów ma być bardziej elastyczna niż w przeszłości. Jeśli chwilowo większe zadłużenie, czy deficyt, spowodowane są ważnymi reformami strukturalnymi, to będą one działały na korzyść państwa. Takie reformy to wszystko co wiąże się z transformacją cyfrową oraz energetyczną, zwiększaniem bezpieczeństwa energetycznego, zwiększaniem odporności gospodarki na kryzysy, a także wydatkami na obronę.

Przy czym tylko ta ostatnia kategoria została wprost wymieniona w przepisach jako możliwa do zastosowania ulga przy ocenianiu, czy w kraju jest nadmierny deficyt budżetowy. Nie będą odliczone wszystkie wydatki na ten cel, ale np. wydatki powyżej średnioterminowego trendu, czy powyżej średniej unijnej. Polska była jednym z krajów lobbujących za takim rozwiązaniem. Minister finansów Andrzej Domański we wpisie na platformie X uznał to za sukces i zaznaczył, że “Polska aktywnie pracowała nad tą reformą”. 

Ale wszystkie te zmiany nie oznaczają, że UE zachęca do zadłużania się. W teorii co prawda procedury obniżania deficytu i długu mają być bardziej elastyczne. Ale po pierwsze, mają być stosowane w praktyce, czego nie można powiedzieć o dotychczasowych regułach. Po drugie, celem nie ma być wcale 3 proc. PKB. To pozostanie jako niebezpieczne maksimum, za którym zaczynają się procedury i sankcje. Celem planów średnioterminowych ma być osiągnięcie deficytu na poziomie 1,5 proc. PKB — to zwycięstwo niemieckiego ministra finansów Christiana Lindnera z partii liberalnej. Wreszcie po raz pierwszy KE realnie bierze się za kraje z wysokim długiem publicznym.

Koronnym argumentem za zmianami był fakt, że choć na papierze obecne reguły wydaję się surowe, to nie są przestrzegane. Więc lepiej zmienić je na takie, które uwzględnią wydarzenia ostatnich lat i wyzwania przed którymi stoi UE. I pod tymi nowymi regułami wszyscy się podpiszą i wszyscy będą ich przestrzegać.

— Zasady staną się bardziej realistyczne. Odpowiadają na rzeczywistość po pandemii i uwzględniają również wnioski wyciągnięte z wielkiego kryzysu finansowego. Myślę, że z tego punktu widzenia zwiększy się poczucie odpowiedzialności (państw członkowskich — red.) — powiedziała Nadia Calviño, minister finansów Hiszpanii, która do końca roku sprawuje rotacyjną prezydencję w UE. 

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Budżet i podatki
Polska w piątce krajów UE o najwyższym deficycie. Będzie reakcja Brukseli
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Budżet i podatki
Ponad 24 mld zł dziury w budżecie po I kwartale. VAT w górę, PIT dołuje
Budżet i podatki
Francja wydaje ciągle za dużo z budżetu
Budżet i podatki
Minister finansów: Budżet wygląda całkiem dobrze
Budżet i podatki
Polacy zmienili nastawienie do podatków. Zawinił Polski Ład