Na koniec 2020 r. zadłużenie finansów publicznych sięgnęło 56,6 proc. PKB, a deficyt – 8,8 proc. PKB – wynika z prognoz Komisji Europejskiej. Oznacza to, że pandemia wyrwała gigantyczną dziurę w kasie państwa na ok. 200 mld zł, a dług wzrósł o rekordowe 250 mld zł.

– Trudno się temu dziwić, przeszliśmy analogiczną ścieżkę jak większość krajów UE. W odpowiedzi na pandemię rząd podjął kosztowne działania, co wpłynęło na stan finansów publicznych – zaznacza Piotr Bielski, starszy ekonomista Santander Bank. – I dobrze, że tak się stało, bo bez tych działań mielibyśmy większą skalę zniszczeń w gospodarce – dodaje.

Ważne, że mimo pewnych obaw sprzed roku, tak gigantyczny wzrost zadłużenia nie doprowadził do katastrofy finansów publicznych dzięki pomocy banku centralnego, udawało się nam pożyczać pieniądze względnie tanio. – Ale trudno też uznać, o czym chce nas przekonać rząd, że nasze finanse są całkiem zdrowe – komentuje Sławomir Dudek, główny ekonomista Fundacji FOR. – Używając terminologii medycznej, pacjent może nie jest w stanie krytycznym, ale stan jest ciężki, stabilny w krótkim okresie – zaznacza Dudek.

Ekonomiści przyznają, że także w 2021 r. kondycja kasy państwa nie powinna być dramatycznie zła – nawet jeśli konieczne będzie uruchomienie kolejnych programów pomocowych (ze względu na zaostrzenie się sytuacji epidemicznej). – Pod koniec 2020 r. rząd dokonał dużych, na wcześniej niespotykaną skalę, przesunięć wydatków, które mają odciążyć budżet w 2021 r., co może przyczynić się do istotnej poprawy wyniku sektora w tym roku. Moim zdaniem deficyt może zmniejszyć się z ok. 9 proc. PKB w 2020 r. do 6 proc. PKB w 2021 r. – mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Niemniej ta wyrwa w kasie państwa będzie się za nami wlokła przez lata. W końcu rząd będzie musiał coś z tym zrobić – zaznacza Jankowiak.

Deficyt na poziomie 6 proc. to wciąż sporo, ale warto przypomnieć, że ostatnio Bruksela dała zielone światło do luźniejszej polityki fiskalnej w całej UE, nawet do 2022 r., a tolerancja rynków finansowych dla wyższych potrzeb pożyczkowych państwa wciąż istnieje. – Zobaczymy, co się będzie działo od 2023 r. – zastanawia się Piotr Bielski.

Minister finansów Tadeusz Kościński szacował w środę, że zadłużenie państwa nie przekroczyło w 2020 r. 60 proc. PKB wedle unijnej definicji i 50 proc. PKB wedle definicji krajowej. To znaczy, że jest wciąż stosunkowo niskie na tle krajów UE. – Za to można rządowi wytknąć, że w pewnej części wzrost długu wcale nie pokrywał potrzeb wynikających z pandemii, ale z konieczności realizacji wcześniejszych obietnic wyborczych PiS – podkreśla Dudek. – Wbrew temu, co mówią politycy, budżet państwa przed koronakryzysem wcale nie był zrównoważony i nie było tam pieniędzy na pokrycie takich wydatków jak 13. i 14. emerytura – mówi.

W tym kontekście bardzo problematyczna może być realizacja najnowszych propozycji PiS, dotyczących kompleksowej reformy systemu podatkowego w Polsce. Jeśli w kasie państwa nie ma pieniędzy na takie działania, oznacza to, że np. obniżkę podatków dla mniej zarabiających będą musieli sfinansować ci lepiej zarabiający.

Działania resortu finansów w pierwszym pandemicznym roku można też krytykować za kompletny brak przejrzystości, bo większość długu była zaciągana przez instytucje, które znajdują się poza kontrolą parlamentu. A także za zbyt małe wydatki na pobudzenie inwestycji.