– Zleciłam służbom Komisji przeprowadzenie dogłębnej i szybkiej analizy. Na tej podstawie podejmiemy decyzję o dalszych krokach – oświadczyła Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej. Jej rzecznik prasowy nie chciał spekulować, co wyrok TK oznacza dla przyszłości Krajowego Planu Odbudowy. Przypomniał tylko, że dla jego akceptacji potrzebne jest spełnienie „znaczącej części" zaleceń z tzw. semestru europejskiego. A w przypadku Polski zawierają one m.in. konieczność przywrócenia niezawisłego sądownictwa.

Czytaj więcej

Wojna z KE szkodzi polskiej gospodarce

Równolegle o sytuacji w Polsce wypowiadają się europejscy politycy. We wspólnym oświadczeniu zaniepokojenie wyrazili Clement Beaune, francuski minister ds. europejskich, i Heiko Maas, szef dyplomacji niemieckiej. Ponadto krytycznie wypowiedziało się wielu znaczących eurodeputowanych, którzy przede wszystkich nawoływali do szybkiego uruchomienia tzw. mechanizmu warunkowości, czyli do zawieszenia wypłat funduszy dla Polski.

Taktyka i negocjacje

Co może teraz wydarzyć się w praktyce? Komisja Europejska musi poczekać na pisemną wersję wyroku TK, być może będzie chciała także poczekać na publikację w Monitorze. Bo dopiero wtedy wyrok TK staje się prawem. Jeśli premier będzie z tym zwlekać, to KE żadnych formalnych kroków nie może w tej sprawie podjąć. Teoretycznie mogłaby to być dla niego wygodna taktyka, ale tylko pozornie. Bo cały czas trwają negocjacje w sprawie Krajowego Planu Odbudowy, który przewiduje dla Polski 36 mld euro (24 mld w dotacjach i 12 mld w pożyczkach) z unijnego funduszu odbudowy gospodarki po pandemii. KE nieoficjalnie daje do zrozumienia, że może go zatwierdzić, jeśli polski rząd da w nim szczegółowe gwarancje wykonania wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE o konieczności likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i anulowaniu wszystkich jej orzeczeń. Tych samych wyroków, które TK swoim orzeczeniem uznał za niezgodne z polską konstytucją.

Czytaj więcej

Redakcja "Rzeczpospolitej": Nie dla polexitu

Rząd może obiecać likwidację Izby, udając, że nie ma to nic wspólnego z wyrokami TSUE. Ale musi to zrobić w sposób przekonujący i szybko. Bo potrzebuje pieniędzy teraz, a akceptacja KPO zwolniłaby 13-procentową zaliczkę, czyli 4,7 mld euro. Od momentu pozytywnej oceny przez KE do wydania prawnej decyzji akceptującej plan przez unijną Radę mija co najmniej miesiąc. Czyli jeśli Polska chce decyzji w tym roku, to najpóźniej do połowy listopada musi przekonać KE, żeby ta zdążyła przesłać wniosek do Rady i żeby Rada zdążyła podjąć decyzję przed świąteczną przerwą.

Dlaczego to takie ważne? Otóż jeśli nie będzie decyzji Rady do końca roku, to nie będzie zaliczki. Bo unijne rozporządzenie przewiduje taką możliwość dla planów zaakceptowanych do końca 2021 roku. Pozostali będą musieli poczekać na normalne płatności, wykonywane dopiero kilka miesięcy po rozpoczęciu inwestycji i na podstawie przedstawienia konkretnych wykonanych tzw. kamieni milowych. Czyli jeśli Polska byłaby teraz szybka i przekonująca, to mogłaby dostać na przełomie roku 4,7 mld euro zaliczki na podstawie uznanej za wiarygodną obietnicy likwidacji izby i wykonania wyroków TSUE. Jeśli natomiast jej się to nie uda, to dostanie pieniądze najwcześniej w połowie 2022 roku i to tylko, jeśli izba zostanie już wtedy faktycznie zlikwidowana, a jej wyroki uznane za niebyłe. I jeśli nie będzie już wtedy uruchomiony mechanizm warunkowości, o czym poniżej.

Drugą ścieżką możliwych sankcji dla Polski jest tzw. mechanizm warunkowości, czyli rozporządzenie wiążące wypłatę unijnych funduszy z przestrzeganiem praworządności.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Bez KPO i budżetu?

Konkretnie ta praworządność może być nawet łamana, pod warunkiem że nie stwarza to zagrożenia dla interesów finansowych UE. O ile funkcjonowanie izby takie interesy naruszało raczej w sposób bardzo odległy i trudny do udowodnienia, o tyle już ostatnie orzeczenie TK sugerujące wyższość prawa krajowego nad unijnym może być uznane przez brukselskich prawników za poważny argument na rzecz uruchomienia mechanizmu warunkowości. Co ważne, mechanizm ten dotyczy nie tylko wieloletniego budżetu UE na lata 2021–2027 (dla Polski ok. 105 mld euro), ale także wspomnianego już KPO. Komisja już zapowiedziała, że pierwsze listy w sprawie mechanizmu warunkowości wyśle do wybranych państw członkowskich przed końcem października. Biorąc pod uwagę ustawowe terminy, oznacza to, że decyzja o sankcjach finansowych dla Polski mogłaby zapaść w ciągu pół roku, czyli do końca kwietnia, ewentualnie do końca czerwca. To dokładnie w tym samym czasie, kiedy miałyby być wypłacane pieniądze z KPO. Jeśli zarówno KE, jak i większość państw członkowskich uznałyby, że w Polsce zagrożone są interesy finansowe UE, to można byłoby zawiesić i wypłaty z budżetu UE, i przypadające wtedy wypłaty z KPO.

Czytaj więcej

Premier Mateusz Morawiecki
Krzysztof Adam Kowalczyk: Morawiecki jak David Cameron

Warto też pamiętać, że KE już zawnioskowała o kary finansowe dla Polski za niewykonywanie wyroków TSUE. Nawet jak Polska nie będzie ich chciała płacić, to KE może je ściągać z przysługujących nam unijnych funduszy.

Ewentualne sankcje finansowe dla Polski nie zwalniają nas z płacenia comiesięcznych składek do budżetu UE. One nie mają nic wspólnego z przyznanymi funduszami, a liczone są głównie w odniesieniu do poziomu dochodu narodowego brutto. W 2019 roku Polska zapłaciła 4,2 mld euro. Te składki finansują budżet UE.

Z kolei na unijny fundusz odbudowy gospodarki, z którego finansowane są krajowe plany odbudowy, UE zaciąga na bieżąco pożyczki na międzynarodowym rynku finansowym. Ich spłata będzie rozłożona na 30 lat i rozpocznie się w 2028 roku. Część przeznaczona na pożyczki dla chętnych państw członkowskich będzie spłacana tylko przez nie. Część przeznaczona na dotacje będzie spłacana z unijnego budżetu, czyli każde państwo będzie w tym kontrybuować na normalnych zasadach: nie według tego, ile dostało pieniędzy, ale jak jest zamożne.