– Szacujemy, że lotniczy kryzys może kosztować europejską gospodarkę 1 – 2 proc. PKB – powiedziała "Rz" Vanessa Rossi z brytyjskiego instytutu Chatham House. Ekonomistom wyliczenia utrudnia to, że tak naprawdę nie wiadomo, kiedy islandzką chmurę rozpędzi wiatr.
Straty przewoźników przekroczyły wczoraj miliard dolarów. Helene Becker z firmy analitycznej Jesup & Lamont Securities powiedziała Agencji Reutera, że ta kwota ostatecznie może sięgnąć nawet 3 mld dolarów.
Wiadomo, że najbardziej poszkodowani: British Airways, Air France-KLM i czeska CSA, chcą wystąpić o pomoc do Brukseli. Takiego kroku nie wyklucza też prezes PLL LOT Sebastian Mikosz. Publiczne pieniądze mogą być wypłacone tylko na pokrycie szkód poniesionych w wyniku tej nadzwyczajnej sytuacji. Joaquin Almunia, komisarz UE do spraw konkurencji, już zapowiedział, że zgodzi się na wsparcie europejskich przewoźników.
Skutki kryzysu w europejskim transporcie lotniczym odczują nie tylko przewoźnicy i lotniska, ale i firmy, które na czas nie otrzymują komponentów do produkcji, oraz eksporterzy łatwo psujących się towarów.
Najbardziej zdesperowani są afrykańscy hodowcy kwiatów – Kenijczycy, Etiopczycy – oraz ogrodnicy z RPA. Kenijczycy swoje straty wyceniają już na 12 mln dolarów i zamiast sprzedawać – kompostują najbardziej szlachetne gatunki róż. Kenijski eksport kwiatów do Europy ma wartość prawie mld dolarów rocznie.