[b]Rz: Mija właśnie dziesięć lat od zakończenia produkcji fiata 126p w Polsce. Nie żal panu maluchów?[/b]
Krzysztof Stankiewicz: Nie ma czego żałować. Skończyła się pewna epoka w polskiej motoryzacji. Część dawnych właścicieli maluchów przesiadła się na droższe samochody, a ci, którym było żal, wciąż pielęgnują i konserwują swoje auta.
[b]Niektórzy je ulepszają, czyli poddają tuningowi. Co można przerobić w maluchu?[/b]
Zazwyczaj przeróbka silnika oznacza zwiększenie jego mocy, przy jednoczesnym zmniejszeniu zużycia paliwa. Najtaniej się to osiąga, remontując silnik, przerabiając głowicę i dodając szybki wałek rozrządu. Ja na życzenie klientów także usuwałem klamki, montowałem centralne zamki czy wbudowywałem sprzęt grający. W maluchach swego czasu popularny był tuning optyczny – montowano na aucie spojler i lotki. Niestety, w przypadku małych fiatów nie wyglądało to dobrze.
[b]Dlaczego?[/b]
Maluch jest kanciasty. Ze spojlerem wygląda groteskowo, ale kierowcy często się tym nie przejmują, bo bardziej chodzi im o popisanie się.
[b]Nie lepiej kupić nowe auto, niż poddawać stare kosztownemu tuningowi? [/b]
Teraz, gdy samochody są tańsze, może i tak. W latach 90. przeróbki były opłacalne. Można było nawet kupić zestaw tuningowy, rozebrać samemu malucha na trawniku i złożyć ponownie z nowymi częściami. Nie potrzeba było do tego nawet specjalnych narzędzi.
[b]Pan nie tylko przerabiał fiaty 126, ale też sam był kierowcą w wyścigach maluchów sportowych. Jak prowadzi się takie auto?[/b]
Czułem się, jakbym prowadził samochód wyższej klasy. Maluch po tuningu sportowym miał dwa razy większą moc silnika, co z rajdową skrzynią biegów, zmienionym układem napędowym i wyczynowymi oponami oznaczało przyspieszenie w 10 sekund do setki. Pamiętam też, jak podczas wyścigów górskich ktoś przyjechał maluchem z silnikiem motocyklowym Hondy. Fiat 126p osiągał wtedy wyniki takie jak poważne samochody wyczynowe.