W ubiegłym roku zachodnich klientów przyciągały do polskich salonów programy wspomagania sprzedaży nowych aut dopłatami złomowymi. Choć już się skończyły, teraz magnesem mogą być niższe ceny, a przede wszystkim większa dostępność poszczególnych modeli. Jak podaje Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, tylko we wrześniu różnica w ilości sprzedanych a zarejestrowanych w Polsce samochodów zbliżyła się do 15 proc. (przeszło 4 tys. sztuk) na korzyść tych pierwszych. Częściowo to rezultat późniejszego rejestrowania pojazdów, ale także wciąż znacznego reeksportu.
– Takie zjawisko będzie istniało zawsze. Różnice w cenach i dostępności samochodów powodują bowiem, że bardzo dynamicznie rozwija się nowa specjalność – pośredniczący w zakupie brokerzy samochodowi – tłumaczy ekspert firmy analitycznej Jato Dynamics, Andrzej Halarewicz.
Zdaniem Kazimierza Żytkowicza, dyrektora zarządzającego firmy Wikar, taki równoległy rynek jest mocno rozwinięty w krajach zachodniej Europy: w Belgii i Holandii stanowi nawet blisko jedną trzecią sprzedaży nowych samochodów. W Niemczech – blisko kilkanaście procent. – To rynek bardzo czuły na wszelkie zmiany cen. I bardzo pilnie monitorowany – mówi Żytkowicz.
Nie tylko ceny przyciągają brokerów na polski rynek.
W Europie Zachodniej pojawiły się problemy z dostępnością niektórych modeli. Przykładem są poszukiwane przez klientów peugeot 308, hyundai ix 35 czy volkswagen golf. Co ciekawe, Niemcy przyjeżdżają do Polski zwykle po niemieckie marki. I to mimo systematycznie wzmacniającego się złotego.
– Tamtejsi dilerzy są w stanie zrezygnować z własnej marży, byleby tylko dostarczyć samochód klientowi. Takie postępowanie i tak się opłaca, bo zyskają, gdy auto zacznie się pojawiać w serwisie – twierdzi prezes Samaru Wojciech Drzewiecki.
Pod koniec roku polscy klienci salonów mogą mieć spory problem, bo niektórych modeli, najbardziej poszukiwanych, zabraknie. Rynek bowiem opróżnia także rosnący popyt ze strony wymieniających floty firm oraz pospieszne zakupy aut z kratką.