Ogólne porozumienie o przyjęciu limitu 95 g dwutlenku węgla na kilometr musi teraz uzyskać oficjalne poparcie krajów Unii.
Starania Niemiec, aby zapewnić możliwość produkowania przez BMW i Daimlera luksusowych pojazdów emitujących więcej spalin, utrudniały rozmowy w końcowej fazie. Irlandia pełniąca obowiązki przewodniczącego unijnych gremiów w tym półroczu doprowadziła do osiągnięcia kompromisowego porozumienia, przewidującego właściwą równowagę między ambicjami o środowisko i względami gospodarczymi. Według ministra środowiska Phila Hogana, ta umowa jest wyraźną wygraną wszystkich - klimatu, konsumentów, innowacji, miejsc pracy, a ponadto jest kolejnym ważnym krokiem ku stworzeniu konkurencyjnej gospodarki o niskich emisjach spalin.
Zgodnie z przyjętymi regułami, każdy producent samochodów otrzyma indywidualny cel uwzględniający charakter jego floty i osiągnięte już redukcje.
Produkcja aut bardziej przyjaznych dla środowiska jest droższa i zmniejsza marżę zysku, dlatego Niemcy chcieli opóźnić wejście w życie nowych przepisów.
Kraje Unii odrzuciły w minionym tygodniu niemiecki plan, który pozwalał firmom samochodowym uzyskiwać specjalne zezwolenia, tzw superkredyty, na produkowanie kopcących samochodów zanim zaczną obowiązywać nowe normy, o ile w ich ofercie będą także pojazdy o niskiej emisji albo żadnej (hybrydy i elektryczne). Te ostatnie produkcji niemieckiej miały spełniać odrębne normy.
Niemcy zaproponowali też inny plan oparty na kolejnym rozwiązaniu technicznym, nazywany mnożnikiem. Teraz uzgodniono, ze firma samochodowa zyskuje na mnożniku czas, bo zwiększa on liczbę tych superkredytów za każdy nowy model o niskiej emisji spalin. Władze w Berlinie i firmy samochodowe ciągle broniły superkredytów, bo ich zdaniem zachęcały do innowacji.
Komisja Europejska, która początkowo proponowała ograniczenie superkredytów twierdzi, że jeśli będzie ich za duzo, to producenci będą nadal wytwarzać pojazdy o dużej emisji spalin i nie uda się osiągnąć założonych na 2020 r. 95 g CO2 na kilometr.
Niemcy jako całość plasują się w górnym przedziale unijnych emisji z liczbą 147 g/km w 2011 r. - według Międzynarodowej Rady Czystego Transportu (ICCT). Unijna przeciętna wynosi około 132 g/km, więc Unia powinna osiągnąć zakładane 130 g/km w latach 2012-15.
Ekolodzy przyjęli z ostrożnym optymizmem osiągnięte porozumienie jako posunięcie we właściwym kierunku. - Byłoby nawet jeszcze lepiej dla kierowców, miejsc pracy i unijnej gospodarki, gdyby decydenci skupili się na znaczących długofalowych korzyściach wynikających ze sprawniejszych energetycznie samochodów zamiast na wąskich, doraźnych interesach niektórych producentów - stwierdził Greg Archer z ugrupowania Transport & Environment.