Shell liczy na znalezienie w tym regionie zasobnych złóż ropy i gazu. Jeśli jednak okaże się, że nie znajdzie tego czego szuka to koncern zapowiedział zupełne wycofanie się z regionu.
Na razie koncern czeka na resztę pozwoleń od władz USA na komercyjną eksploatację regionu. Dwa odwierty będą umiejscowione na dość płytkich wodach u wybrzeży Alaski i będą miały głębokość od 40 do 50 metrów. Koncern poinformował, że będą wiercone metodami tradycyjnymi. Do końca 2016 roku będzie wiadomo jak zasobne są te złoża. Koncern zamierza do tego czasu zainwestować kolejne 1,4 mld dol. w ten projekt.
Według ekspertów pod Arktyka znajduje się ponad 20 proc. światowych złóż gazu i ropy. Jednak zdaniem ekologów złoża te powinny pozostać nieruszone, ponieważ ryzyko naruszenia równowagi biologicznej w razie ewentualnej katastrofy ekologicznej jest ogromne.
Shell zapewnia, że jest w stanie bezpiecznie wydobywać ropę i gaz spod Arktyki.A rosnące światowe zapotrzebowanie na surowce energetyczne całkowicie usprawiedliwia ich eksploatację. Amerykański Departament Spraw Wewnętrznych zapewnia, że działalność poszukiwawcza koncernu będzie szczegółowo monitorowana.
Pierwsze wiercenia poszukiwawcze Shell przeprowadził w 1989 roku, znajdując spore pokłady gazu ziemnego. W 2013 roku koncern zmuszony był przerwać prace poszukiwawcze w Arktyce po serii awarii testowanego tam sprzętu wydobywczego. Już wcześniej koncern miał problemy: połowie 2012 r. okazało się, że wymogów technicznych nie spełnia jednostka odpowiedzialna za szybkie reagowanie na wypadek wycieków. Pod koniec tego samego roku doszło do silnego sztormu, który zerwał liny holownicze platformy wiertniczej Kulluk. Platforma osiadła na płyciźnie u wybrzeży wyspy Sitkalidak. Nie doszło jednak do żadnego wycieku. Amerykańskie władze postanowiły wtedy wstrzymać wszelkie pozwolenia Shell na eksplorację i dopiero w tym roku w maju wydały niezbędne pozwolenia na poszukiwanie ropy i gazu.