Reklama

Francja porzuca Zoom i Teams. Rachunek za wolność cyfrową może być astronomiczny

Europa mówi „dość” big techom, ale zerwanie z nimi może kosztować nawet 5 bln euro. W Polsce 45 proc. firm jest uzależnionych od ich systemów, a nasz deficyt w handlu cyfrowymi produktami sięga 45 mld zł.

Publikacja: 30.01.2026 05:02

Francja porzuca Zoom i Teams. Rachunek za wolność cyfrową może być astronomiczny

Foto: Bloomberg

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są koszty zerwania Europy z amerykańskimi big techami i dlaczego jest to obecnie tak istotne?
  • W jaki sposób Francja postanowiła uniezależnić się od amerykańskich platform cyfrowych?
  • Jakie wyzwania stoją przed Unią Europejską w kontekście budowy niezależnej infrastruktury cyfrowej?

Francja podjęła radykalny krok na drodze do cyfrowej niezależności, ogłaszając porzucenie w administracji rządowej amerykańskich platform, jak Microsoft Teams i Zoom. Do 2027 r. wszystkie departamenty mają zostać wyposażone w rodzimą platformę Visio. To jasny sygnał – Paryż nie zamierza dłużej polegać na rozwiązaniach spoza Europy w zakresie krytycznej infrastruktury komunikacyjnej.

„Polska nie jest gorsza, stać nas na to, by wdrażać podobne rozwiązania. Potrzeba tylko woli i decyzji” – skomentował te informacje w mediach społecznościowych Bartłomiej Pejo, poseł Konfederacji, przewodniczący Sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii.

Foto: Paweł Krupecki

Francuzi dają przykład. Porzucają Zoom i Teams

Visio ma zastąpić nie tylko komunikatory, ale docelowo także usługi pokroju Gmaila czy Slacka w codziennej pracy urzędników. System wykorzystuje technologie francuskiego start-upu Pyannote do transkrypcji spotkań i jest hostowany na suwerennej infrastrukturze chmurowej firmy Outscale, należącej do Dassault Systèmes. Francuzi szacują, iż rezygnacja z zagranicznych licencji pozwoli zaoszczędzić nawet 1 mln euro rocznie na każde 100 tys. użytkowników.

Reklama
Reklama

Zwrot to pokłosie narastających obaw o skutki przerw w dostawie usług przez amerykańskich dostawców oraz ryzyko zagranicznego nadzoru w dobie napięć geopolitycznych. Problem ten wybrzmiał szeroko podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego w Davos: udział lokalnych dostawców w europejskim rynku chmurowym spadł z 29 proc. w 2017 r. do ledwie 15 proc. w 2024 r. Obecnie trzy amerykańskie korporacje kontrolują około 70 proc. tego popytu w Europie. Podobny schemat widać w obszarze sztucznej inteligencji, gdzie kapitał koncentruje się w rękach kilku gigantów z USA i Chin, ale też na rynku oprogramowania czy chipów.

Czytaj więcej

Amerykańskie big techy mogą tracić w Europie. UE walczy o suwerenność

Europa zaczyna dostrzegać problem suwerenności technologicznej, czego efektem jest niedawna rezolucja Parlamentu Europejskiego, wzywająca do priorytetowego traktowania opcji spoza USA w zamówieniach publicznych. PE wspiera też tworzenie tzw. Eurostacku (inicjatywa mająca na celu budowę niezależnej infrastruktury cyfrowej, obejmującej m.in. chmurę, AI, półprzewodniki, sieci i platformy społecznościowe) w celu zmniejszenia zależności od big techów. Nie będzie to jednak proste – niemiecki think tank Bertelsmann Stiftung szacuje, że osiągnięcie celu Eurostack zajmie około dekady i pochłonie 300 mld euro. Jeszcze dalej w wyliczeniach idzie amerykańska organizacja Chamber of Progress – jej zdaniem ów proces pochłonie ponad 5 bln euro.

Giganci zza oceanu widząc zmianę podejścia na Starym Kontynencie (raport Microsoftu wskazuje, że suwerenność cyfrowa to już priorytet dla 67 proc. „najbardziej zaawansowanych” firm i instytucji) sami zaczęli akcentować kwestie suwerenności cyfrowej. I to właśnie oni mieliby ją zapewniać. Choćby IBM ogłosił właśnie wprowadzenie IBM Sovereign Core, pierwszego oprogramowania mającego umożliwić rządom i firmom budowę środowisk AI pod pełną, suwerenną kontrolą. Choć analitycy Gartnera przewidują, że do 2030 r. ponad 75 proc. przedsiębiorstw będzie posiadać strategię suwerenności cyfrowej, część analityków ostrzega: kluczowe jest nie tylko miejsce przechowywania danych, ale to, kto faktycznie kontroluje system. Pytanie o to, czy amerykański dostawca może realnie zagwarantować europejską suwerenność..

Pułapka cyfrowego importu

Problem suwerenności technologicznej w Polsce jest szczególnie istotny. Z raportu Sieci Badawczej Łukasiewicz, którego autorem jest dr Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, wynika, że nasz kraj jest silnie uzależniony od importu produktów cyfrowych. W 2016 r. wartość tego importu sięgała 9 mld zł, dziś to już blisko 50 mld zł.

– Przy eksporcie na poziomie około 3 mld zł deficyt Polski w handlu produktami cyfrowymi to blisko 45 mld zł – podkreśla dr Marcin Wroński, główny ekonomista w Łukasiewiczu.

Reklama
Reklama

Z raportu wynika, że do końca 2030 r. polski import produktów cyfrowych przekroczy już import wszystkich paliw kopalnych razem wziętych. Ale konsekwencje tej zależności od big techów są znacznie dalej idące. Oleszczuk-Zygmuntowski wylicza, że koszty braku suwerenności cyfrowej to nie tylko uzależnienie od dostawcy, ale także „wyciek danych, utrata kontroli nad krytycznymi procesami, hamowanie lokalnych innowacji, drenaż umysłów i zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”.

Podobne wnioski płyną z badań firmy Proton. Wynika z nich, że aż 74 proc. europejskich spółek giełdowych polega na amerykańskich usługach w zakresie kluczowych systemów. Najgorzej jest w Skandynawii, gdzie ten współczynnik przekracza 90 proc. Nad Wisłą jednak to „tylko” 45 proc.

Raphaël Auphan, dyrektor operacyjny Proton, wskazuje, że „lata samozadowolenia doprowadziły do powszechnego stosowania amerykańskich technologii w Europie, zagrażając naszej autonomii”. Jego zdaniem zbyt długo wybieraliśmy wygodę zamiast kontroli, „pozwalając zagranicznym podmiotom dyktować nasz krajobraz technologiczny”. – Ta zależność ogranicza naszą zdolność do ochrony naszych danych, naszych strategicznych interesów i napędzania lokalnych innowacji – alarmuje.

Czytaj więcej

Big techy zapłacą więcej? Rząd szykuje „podatek rekompensujący”

Teraz trwa boom na kolejną technologię, która odbiera tę suwerenność. Chodzi o AI. Andrzej Dulka, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji (PIIT), twierdzi, iż Polska ma kompetencje, potencjał intelektualny i zasoby, by kształtować rozwój sztucznej inteligencji w sposób odpowiedzialny i zgodny z naszym interesem publicznym.

– Suwerenność technologiczna nie oznacza dążenia do pełnej samowystarczalności, lecz budowanie zdolności do podejmowania decyzji na własnych warunkach. Aby ten potencjał wykorzystać, potrzebujemy stabilnych ram instytucjonalnych, inwestycji w kompetencje oraz infrastruktury umożliwiającej budowę i rozwój technologii. Współpraca z partnerami międzynarodowymi powinna opierać się na równowadze, a nasze zasoby technologiczne muszą stanowić realną wartość w tych relacjach – zaznacza prezes PIIT.

Biznes
Ukryta strona płatności w branży usługowej
Biznes
Odpady niebezpieczne znikną z Polski. Aż trzy nielegalne wysypiska są w Sosnowcu
Biznes
Tarcza antydronowa, UE i Wietnam, słaby dolar napędza polską giełdę
Biznes
To największy system obchodzenia sankcji w UE. Z polskim udziałem
Biznes
Zygmunt Solorz nie chce oddać władzy. W sporze z dziećmi o sukcesję idzie do Trybunału
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama