O tym, że dojdzie do zmiany w zarządzie Polskiej Grupy Zbrojeniowej, mówiło się już od kilku tygodni. W „Rzeczpospolitej” już o tym pisaliśmy miesiąc temu. Dziś faktycznie do tego doszło, a informację jako pierwszy przekazał Onet. Pozycja Krzysztofa Trofiniaka była słaba, ponieważ po roku w państwowej zbrojeniówce niespecjalnie widać zmiany w jej funkcjonowaniu. Choć dymisję złożył z powodów osobistych, zarzutów do prezesa było wiele.
Dlaczego odszedł prezes PGZ?
Po pierwsze, nie udało mu się wynegocjować umowy na polonizację czołgów K2. PGZ nie potrafi się porozumieć z koreańskim producentem Hyundai Rotem, co przekłada się na to, że poza pierwszą umową na 180 czołgów „z półki” kolejnej nie udało się zawrzeć.
Po drugie, po roku Trofiniaka u sterów PGZ wciąż leży projekt zwiększania zdolności do produkcji amunicji 155 mm. Choć pieniądze na ten cel są zarezerwowane od co najmniej trzech miesięcy, to PGZ dopiero w ubiegłym tygodniu złożyła dokumenty, by je pozyskać. Generalnie prezes niespecjalnie wierzył w to, że PGZ powinna szybko zwiększać swoje moce produkcyjne.
Czytaj więcej
Choć premier może się słusznie chwalić tym, że na obronność wydajemy dużo, to rząd wciąż nie ma pomysłu na rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego...
Po trzecie, Trofiniak kontynuował wojnę z prywatnym przemysłem zbrojeniowym, która niejako jest tradycją PGZ.
Po czwarte, PGZ ma trudności w negocjacjach z Agencją Uzbrojenia. Zawieranie umowy na wozy bojowe Borsuk ciągnęło się przez długie miesiące, ponieważ państwowy podmiot zdaniem wojskowych radykalnie zawyżał cenę dorzucając m.in. miliony złotych do każdego egzemplarza za „zarządzanie projektem”. Dochodziło także do tak dziwnych rzeczy jak wieczorne wycofanie się z kontraktu wartego setki milionów złotych, tylko po to by kolejnego dnia uznawać sytuację za niebyłą.
Wreszcie po piąte, Krzysztof Trofiniak, były prezes Huty Stalowej Wola, będąc prezesem Polskiej Grupy Zbrojeniowej najwięcej czasu poświęcał... Hucie Stalowa Wola. Ta „hutocentryczność” odbijała się negatywnie na pozostałych spółkach grupy. Trofiniak próbował zarządzać PGZ jakby czas stanął w miejscu i wciąż bylibyśmy w 2015 r., a tymczasem od tego czasu przychody PGZ wzrosły kilkukrotnie, a polityczne ciśnienie na szybki rozwój zbrojeniówki jest olbrzymie.
utrzymał się Krzysztof Trofiniak na stanowisku prezesa PGZ
Kto będzie kolejnym prezesem PGZ?
Trudno powiedzieć, co przelało czarę goryczy, ale wiadomo, że w Ministerstwie Obrony Narodowej chęć dokonania zmian na tym stanowisku była już od dawna, a zarówno wicepremier, minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, jak i wiceminister Paweł Bejda publicznie dawali wyraz swemu zniecierpliwieniu, krytykując m.in. zbyt małe zdolności produkcyjne. Jednak ta dymisja nie jest niczym zaskakującym. W czasie ośmiu lat rządów PiS przez to stanowisku przewinęło się aż ośmiu prezesów. Wydaje się, że rząd koalicji 15 października chce tę tradycję podtrzymać.
Czytaj więcej
Polska Grupa Zbrojeniowa potwierdza, że złożyła w MAP dokumenty o dofinansowanie rozbudowy zdolności do produkcji amunicji. Ale ten proces zajmie l...
Co dalej? Najpewniej któryś z członków Rady Nadzorczej, ewentualnie zarządu PGZ, zostanie desygnowany na prezesa i zostanie rozpisany konkurs. Przy ostatnim konkursie z góry było wiadomo, że najpewniej wygra Krzysztof Trofiniak. Obecnie brak murowanych faworytów na to stanowisko, ale znając zwyczaje wokół PGZ, zwycięzca może być znany jeszcze zanim wszyscy kandydaci złożą papiery. PGZ to spółka państwowa, a o tym, kto zostanie prezesem, zdecydują politycy.