Przez ponad dekadę na globalnych rynkach surowcowych uranem nie interesował się nawet pies z kulawą nogą. Ceny surowca spadały już wcześniej, ale w prawdziwą otchłań zapomnienia uran strąciła dopiero katastrofa w Fukushimie. Kiedy 13 lat temu trzęsienie ziemi i tsunami uszkodziły japońską elektrownię, co doprowadziło do emisji śmiercionośnego promieniowania i konieczności ewakuacji ponad 150 tys. osób, domino się posypało.
Przeprosiny z energią atomową. Co wywindowało ceny uranu na giełdzie?
Odwrót od energetyki atomowej zadeklarowała nie tylko Japonia, która na sprzątanie po katastrofie wydała 23 bln jenów. Wydarzenia z Fukushimy trafiły do wyobraźni setek milionów ludzi na całym świecie, zmuszając do zamykania podobnych programów kolejne rządy. W rezultacie od szczytu z lutego 2011 r. (do katastrofy doszło 11 marca 2011 r.) do przypadającego na 2016 r. dołka ceny uranu na światowych rynkach zanurkowały o 76 proc.
Czytaj więcej
Część zamkniętych w USA reaktorów atomowych zacznie znów działać. Zdaniem finansistów to pociągni...
To jednak już zamierzchła przeszłość, bo jeśli upadek uranu nazwać gwałtownym, to trzeba przyznać, że jego renesans przebiega w tempie iście zawrotnym. Uran, którego notowania mają za sobą trzy lata zwyżek po co najmniej 40 proc., jest znów na wagę złota, a to ze względu na przyspieszanie zmian klimatycznych i perturbacje na rynkach surowcowych związane z rosyjską inwazją na Ukrainę.
Obecnie na całym świecie w budowie jest 61 elektrowni atomowych, a to tylko wierzchołek góry lodowej, bo na etapie planowania znajduje się 90 kolejnych, a zaproponowano jeszcze 300. Oprócz budowy nowych mocy do ponownego uruchomienia szykuje się sprawne elektrownie, które wygaszono na fali atomowej paniki sprzed dekady.