Nierentowne placówki i konieczność świadczenia usług listowych, na których zapotrzebowanie topnieje z roku na rok, to potężne obciążenie dla Poczty Polskiej (PP). Spółka pełni funkcję operatora wyznaczonego do końca 2025 r. i – bez względu na koszty – musi utrzymywać ogólnopolską sieć oraz świadczyć określone zadania, choć te generują straty. Do tej pory – zgodnie z obowiązującymi przepisami – gdy świadczenie usług powszechnych w danym roku przyniosło stratę, PP mogła liczyć na rekompensatę z funduszu kompensacyjnego, na który mieli składać się wszyscy gracze na rynku pocztowym, zgodnie z wielkością ich udziałów w tej branży. W dużej mierze koszt ten spoczywał więc na rynkowym hegemonie – PP. Poza tym wyegzekwowanie opłat od innych firm sprawiało problemy. Teraz za sprawą zmian w przepisach cały ciężar nierentownej działalności operatora powszechnego ma wziąć na siebie Skarb Państwa. A Poczta Polska zyska finansowy oddech. I to niebagatelny. Jak wynika ze wstępnych analiz, strata netto PP na działalności operatora wyznaczonego w 2021 r. miała sięgnąć aż 192 mln zł.

Czytaj więcej

Poczta świetnie zarabia, ale pomogło państwo

Senat przyjął we wtorek nowelizację prawa pocztowego, przegłosowanego już wcześniej przez Sejm. Teraz ustawa, która zakłada wypłacanie rekompensat z budżetu państwa, trafi do podpisu prezydenta. A to już czysta formalność.

Wszystko wskazuje więc na to, że nierentowna działalność PP będzie finansowana przez państwo. Jak podkreśla Mateusz Wodejko, wiceprezes Poczty Polskiej, podobne rozwiązania przyjmowane są w całej Europie. – W krajach UE odchodzi się od modelu mieszanego pokrywania straty netto na korzyść finansowania z budżetu państwa – przekonywał Wodejko podczas posiedzenia senackiej komisji.

Zdjęcie tego obciążenia z PP to szansa na wzrost wynagrodzeń. O to walczą pracownicy państwowego operatora. A teraz sytuacja jest wyjątkowo gorąca. Wspólna Reprezentacja Związkowa, skupiająca 26 podmiotów zrzeszających pracowników Poczty, wystąpiła do władz spółki o informacje, czy zarząd i kadra menedżerska wypłaciła sobie dodatkowe świadczenia – w sierpniu PP miała bowiem przekazać swoim kierownikom ogromne premie (w wysokości 25 proc. rocznego wynagrodzenia). W centrali molocha argumentują, że dyrektorom i ich zastępcom przysługują takie świadczenia, jeśli zrealizują wyznaczone cele na poziomie 60 proc. W firmie zawrzało. Dyrektor Centrum Kadr i Szkoleń PP Marek Makuch w piśmie wysłanym związkowcom przyznał, że kwota wypłaconej premii rocznej sięgnęła niemal 3,8 mln zł, a świadczenia dla zarządu spółki wypłacane są zgodnie z postanowieniami kontraktów menedżerskich.

Czytaj więcej

Nowy zarząd Poczty musi powalczyć o paczki. Rynek listów dołuje