Czy polski rynek startupów potrzebuje pomocy państwa? Czy dobry pomysł zawsze znajdzie dla siebie źródło finansowania?

- Mówi się, że rynek startupowy to taki rynek, który powinien sobie radzić sam – zauważa Maciej Sadowski.

-  Jak wracam jednak pamięcią do tego, jak Dolina Krzemowa się kształtowała albo rynek startupowy w Izraelu, to one były silnie wspierane przez państwo – podkreśla.

- Państwa dzisiaj rozumieją, że żeby stworzyć bardzo konkurencyjne technologie, które szybko uzyskają duże wyceny, potrzebna jest interwencja i wsparcie – mówi.

Jak powinno się zatem selekcjonować te startupy, które są warte dofinansowania przez państwo?

- Najlepsza metodyka, z którą się spotykamy, to jest zaangażowanie venture capital i inwestycji portfelowych, czyli szukamy nie jednego, ale na przykład w piętnastu w roku ciekawych prospektów inwestycyjnych, inwestujemy w nie i liczyły, że dwa wielkie sukcesy i trzy umiarkowane zrekompensują nam cały portfel – wyjaśnia Maciej Sadowski.

Czy polskie startupy mają obecnie duży problem ze znalezieniem źródeł finansowania?

- To zależy na jakim etapie – odpowiada Sadowski.

– Wydaje mi się, że na poziomie zalążkowego finansowania do miliona dolarów, czyli seed capital, w Polsce jest nawet o oczko lepiej niż w Stanach Zjednoczonych – mówi.

- Natomiast rzeczywiście mamy deficyt w Polsce jeżeli chodzi o duże inwestycje rzędu 4-10 mln euro – dodaje.

Mamy również problem z przekształceniem pomysłu w skuteczny biznes, ponieważ polski rynek startupów dopiero się rozwija i nie mamy zbyt wielu wzorców. Powstaje jednak coraz więcej instytucji, które wspierają młodych przedsiębiorców, takie jak Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości. Jak zaznacza Sadowski, budujemy coraz lepszy grunt do rozwoju tego rynku.

- Mamy bardzo dobrą kadrę naukową, której oczekiwania finansowe nie są spektakularnie wysokie. Mamy dostęp do finansowania publicznego, na przykład Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, oraz do bardzo dużego rynku wewnętrznego i wspólnotowego – wymienia Sadowski.