Ivan Glasenberg dyrektor generalny szwajcarskiego giganta w handlu surowcami Glencore twierdzi, że jeżeli nie zostaną odkryte nowe złoża kobaltu, to pod znakiem zapytania stanie rozwój branży samochodów elektrycznych. Dlaczego? Bez kobaltu nie jest możliwe wykorzystanie akumulatorów do pojazdów elektrycznych. Ale też baterii do smartfonów.
To właśnie ogromny w ostatnich dwóch latach popyt na zawierające kobalt baterie, doprowadził do gwałtownego wzrostu ceny metalu. Od 2016 r na londyńskiej giełdzie metali kobalt podrożał o 270 proc. do 80 tys dol. za tonę, podała agencja TASS.
Jeszcze bardziej zyskały firmy zajmujące się handlem i wydobyciem tego metalu. Kanadyjski Cobalt 27 Capital handluje i magazynuje kobalt. W magazynach w Antwerpii, Rotterdamie i Baltimore ma jedne z największych na świecie zgromadzonych zapasów tego metalu (3000 ton). Firma w czerwcu 2017 r przeprowadziła IPO na giełdzie w Toronto i od tego czasu jej wartość rynkowa zwiększyła się 4-krotnie do ok. 370 mln dol.
Popyt na kobalt napędzają przede wszystkim koncerny motoryzacyjne tworzące jego zapasy, by zapewnić sobie wystarczającą ilość do produkcji pojazdów elektrycznych, którego serce stanowi akumulator chroniony przez kobalt. Metal ten może bowiem wytrzymywać bardzo silne nagrzewnie baterii jonowo-litowych napędzających auta elektryczne.
Kobalt został odkryty w 1735 r przez szwedzkiego chemika Georga Brandta. Nazwa nawiązuje do kobolda - złego ducha, który miał podrzucać bezwartościowy kobalt w miejsce potrzebnych ruch żelaza. Do XIX w był używany jako barwnik ceramiki oraz produkcji niebieskiego szkła.