W tym sezonie leśnicy znów posadzą setki milionów sadzonek. Z samosiejkami, które dorzuci natura, na tereny 63 tys. ha leśnych nasadzeń i odnowień trafi ponad 0,5 mld drzewek.

Czytaj więcej

Drzewa są cenniejsze niż zapory

Tegoroczna jesień była łaskawa dla pracowników zakładów usług leśnych, którzy ręcznie lub przy pomocy mechanicznych sadzarek wprowadzali do lasu młode drzewka – wiosną przyszłego roku, zaraz po zejściu śniegów, nasadzenia będą kontynuowane. Lasy Państwowe szacują, że w tym sezonie przy odbudowie drzewostanów zarobi co najmniej 100 tys. pracowników i sezonowych robotników.

Kiedy rok temu sprzedaż drewna z Lasów Państwowych załamała się z powodu covidowego lockdownu i samofinasująca się firma ostro cięła wydatki, aby ratować płynność, zdecydowano, że tylko nakłady na sadzenie, pielęgnację i ochronę lasu pozostaną nienaruszone.

– Było oczywiste, że nawet w kryzysie związanym z pandemią trzeba bronić odnowień, od których zależy utrzymanie kondycji leśnych zasobów. Udało się – mówi Krzysztof Rostek, naczelnik Wydziału Hodowli Lasu w LP.

W obecnym sezonie sprawą priorytetową będzie dokończenie odbudowy spustoszonych w 2017 r. przez wichury lasów dolnośląskich, wielkopolskich i pomorskich.

Sosna królową

To m.in. do Borów Tucholskich trafią sadzonki sosen wyhodowane w miejscowych szkółkach. – Do uzupełnienia jest jeszcze 2 tys. ha młodego lasu, to niewiele w porównaniu z już wykonanymi odnowieniami. Po największym po wojnie kataklizmie w Lasach Państwowych zalesiono – w wielu miejscach zupełnie od podstaw – już 20 tys. ha terenów poklęskowych.

Czytaj więcej

Drony wystrzelą pociski z nasionami. Przełomowa technologia

Na uprawach znów znajdzie się przede wszystkim borowa sosna (od lat stanowi w Polsce ok. 50 proc. nasadzeń). Przyczyna, dla której od zawsze właśnie sosny królują w polskich lasach, jest prozaiczna. Aż 75 proc. leśnych zasobów Skarbu Państwa rośnie na glebach V–VI klasy i niewiele z tym da się zrobić. Dlatego na bielicowych, uboższych siedliskach przybędzie też mało wymagających brzóz. Żyźniejsze tereny leśnicy przeznaczyli przede wszystkim dla dębów, buków i jodeł.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

– Kontynuujemy rozpoczętą kilkadziesiąt lat temu przebudowę gatunkową drzewostanów. Celem jest zwiększenie zasobu drzew liściastych – tłumaczy naczelnik Rostek.

W zaplanowanym przekształcaniu drzewostanów w Lasach Państwowych obowiązuje zasada: żadnych gatunkowych eksperymentów.

Powracają dęby

– Sadzimy wyłącznie rodzime rośliny, dopasowane do naturalnych siedlisk. Oznacza to, że nawet wyhodowanych pod Szczecinem sadzonek buka nie przenosi się w Bieszczady – mówi naczelnik Rostek. Już od lat nasiona pozyskuje się wyłącznie z własnych wyselekcjonowanych drzewostanów nasiennych.

– Ponieważ dzięki badaniom wiemy znacznie więcej o środowisku, obowiązuje zasada biologicznej różnorodności, sprzyjająca rozproszeniu ryzyka – tłumaczy naczelnik Rostek.

Gdzie tylko pozwalają na to warunki, leśnicy rezygnują z sadzenia sosny. Na urodzajniejszych nizinach przybywa dębów – to dziś 30 proc. sadzonek. W górach oprócz świerków o miejscowym, sprawdzonym genotypie i buczyny wprowadzane są coraz powszechniej jodła i jawor. W podmokłych enklawach trwają nasadzenia olszyny, odpornej na okresowe podtopienia. Tam, gdzie jest to możliwe, wprowadza się zadomowione w polskiej tradycji, ale wymagające środowiskowo modrzewie.

Czy uda się zahamować globalne ocieplenie i zaradzić suszom, które dziś biją w drzewa, takie jak świerk, o płytkim systemie korzeniowym? Trudno powiedzieć. Niedostatek wody osłabia choinki i ściąga na świerki inne plagi: kornika i także kojarzoną ze świętami jemiołę. Przynosząca ludziom szczęście jemioła to w lesie bezwzględny pasożyt i zabójca drzew. – Gdy gęsto zasiedli koronę świerku czy sosny, pozbawia je wody. Leśnicy szacują, że porażone jemiołą drzewostany zajmują już blisko 200 tys. ha.

Czytaj więcej

Sztuczna choinka bardziej ekologiczna niż drzewko naturalne? Sprawa jest prosta