Firmy, które nie dostosują się do oszczędzających na bezpieczeństwie klientów, przepadną na rynku – takie przekonanie panuje w mniejszych i średnich spółkach. Działa ich w kraju ponad 3,5 tysiąca. Wartość rynku security, który daje zatrudnienie ponad 200 tysiącom Polaków, szacowana jest w 2009 roku na ok. 5 mld zł.
– Coraz więcej firm, które startowały w okresie koniunktury i zatrudniły setki ludzi, teraz, gdy klienci zaczęli cięcie wydatków na ochronę, znalazło się w tarapatach – mówi Dorota Godlewska, prezes Polskiego Związku Pracodawców Ochrona.
– Rynek psują instytucje publiczne, których obiekty muszą być pilnowane. To one zaniżają ceny – wtóruje Sławomir Wagner, szef Polskiej Izby Ochrony Osób i Mienia.
Nawet giełdowy Impel przystosowuje się do kapryśnego rynku. – Musimy być elastyczniejsi w dysponowaniu pracownikami – mówi Wojciech Rembikowski, wiceprezes spółki. W całej wrocławskiej firmie zmniejszono liczbę etatów do 11 tysięcy, a prawie 40 tysięcy osób pracuje na zlecenia i w spółkach podwykonawczych. – Ratujemy kontrakty, proponując oszczędniejszy wariant z mniejszą obsadą i dozorem elektronicznym – mówi Rembikowski.
– Zawsze ostrzegamy klientów, że tańsza ochrona musi oznaczać mniejszą odpowiedzialność – podkreśla Krzysztof Lenard, rzecznik Solidu, największej spółki w sektorze ochrony.