Notowania ropy powyżej 62 dol. za baryłkę mogą z łatwością zachęcić do wyprzedaży, bo prognozy dla tego rynku są nie najlepsze.
Tak jak w ubiegłym roku o tej porze Goldman Sachs, pisząc, że ceny mogą wzrosnąć do 200 dol. za baryłkę, wywindował je ostatecznie do ponad 147 dol., tak i teraz nie brak rynkowych guru. Tyle że wyraźnie grają oni na spadek cen.
Pojawiają się nawet egzotyczne przewidywania, że ropa pod koniec roku może kosztować 20 dol. (sic!) i żadne cięcia produkcji przez OPEC nie będą w stanie powstrzymać spadku cen.
Dla inwestycji w ropę i inne surowce wyraźną konkurencją zaczynają być akcje, zwłaszcza banków. Dobre wyniki podały Goldman Sachs i JP Morgan. Nie rozczarował także Citi.
Słabszy dolar pod koniec dnia wyhamował w piątek spadek cen złota na poziomie 938 dol. za uncję. Jednak doskonale wiadomo, że każdy cent w górę oznacza taniejące złoto. Gdyby jednak okazało się, że nawet przy silniejszym dolarze ropa będzie drożeć, inwestorzy szybko zaczną szukać ubezpieczenia przed inflacją. A takim ubezpieczeniem mogą być złoto oraz metale przemysłowe.