Za pięć lat w Polsce powinno funkcjonować ok. 2,2 tys. hoteli, oferujących w sumie ponad 130 tys. pokoi - prognozuje Instytut Hotelarstwa (IH). Oznaczałoby to, że baza hotelowa zwiększy się o ponad połowę w porównaniu z rokiem 2006. Tymczasem prognozy ruchu turystycznego wskazują, że w tym samym 2015 roku do Polski przyjedzie ok. 16 mln turystów, tyle samo co cztery lata temu. - Możemy się więc spodziewać, że za kilka lat w Polsce będzie za dużo hoteli, a za mało w nich gości - twierdzi ekspert IH oraz redaktor naczelny branżowego miesięcznika "Hotelarstwo" Andrzej Szafrański.
Według IH, od 2006 roku w Polsce przybywa średnio ponad 100 hoteli rocznie. Tymczasem zdaniem Instytutu, od 2007 roku wykorzystanie pokoi hotelowych coraz bardziej się zmniejsza. W 2009 roku było niższe o 8,7 proc. niż rok wcześniej. Ubiegły rok był zresztą najgorszy w historii branży. Według Cushman & Wakefield, od jego połowy wyraźnie zmniejszył się popyt na organizację konferencji, szkoleń i spotkań integracyjnych, będących ważnym źródłem przychodów hotelarzy. Firmy przycięły także wydatki delegacyjne. Deweloperzy wstrzymali inwestycje, zamarły także transakcje na rynku hotelarskim. Do jesieni zawarto tylko jedną: za 32 mln euro sprzedany został 5- gwiazdkowy Radisson w Krakowie. Posiadająca 63 obiekty grupa hotelowa Orbisu przez pierwsze trzy kwartały odnotowywała straty, a dopiero w czwartym kwartale zdołała poprawić wyniki i zarobić 3,34 mln zł. Od początku roku sytuacja zaczęła się powoli poprawiać. Według Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, w okresie od stycznia do ostatniego tygodnia kwietnia obłożenie dziesięciu warszawskich hoteli od trzech gwiazdek wzwyż wzrosło do 51,6 proc. z 43 proc. w okresie styczeń-koniec kwietnia 2009 roku. W samym kwietniu 2010 roku te same hotele mają 50-procentową frekwencję, podczas gdy rok temu lekko przekraczała ona 46 proc. Eksperci twierdzą jednak, że do końca kryzysu daleko, bo o szybkim wzroście frekwencji, zwłaszcza w hotelach droższych, można na razie zapomnieć. - Będziemy obserwować zjawisku przesunięcia wykorzystania hoteli z droższych na tańsze - tłumaczy prezes Instytutu Turystyki Krzysztof Łopaciński.
Jego zdaniem, takie zjawisko już teraz widoczne jest w Warszawie i Krakowie, które dysponują największą liczbą pokoi w hotelach 4- i 5- gwiazdkowych. należy się liczyć, że może wystąpić także we Wrocławiu i Trójmieście. Nieco inaczej będzie natomiast w Poznaniu, z uwagi na charakter miasta jako organizatora imprez targowych. - Należy się podziewać, że w niedalekiej przyszłości hotele niższych kategorii będą miały lepsze wykorzystanie niż obecnie - twierdzi Łopaciński. Nie będzie natomiast tak wysokie, jak w niektórych państwach europejskich.
Natomiast według Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego (IGHP), o wszystkim będzie decydować sytuacja gospodarcza kraju. - Na razie trudno jeszcze prognozować, co będzie za pięć lat. Jeśli nie będzie ekonomicznego zachwiania, hotelarstwo ma przed sobą duże możliwości - uważa prezes IGHP Aleksander Pietyra. Jego zdaniem, w samej Warszawie, jeśli dalej będzie rosnąć liczba inwestycji związanych z biznesem, wykorzystanie drogich hoteli może być w przyszłości bardzo dobre. - Rynek polski ma bardzo duże perspektywy rozwoju, zwłaszcza w dużych miastach. - podkreśla Daniel Bilak, partner i szef zespołu ds. hoteli i rekreacji w kijowskim biurze Cameron McKenna.
Według analiz KPMG, choć w Środkowo-Wschodniej Europie Polska dominuje pod względem liczby przyjeżdżających turystów, zaledwie 66 proc. z nich korzysta w naszym kraju z hoteli, co z kolei jest najsłabszym (poza Chorwacją) wynikiem w regionie. Mimo potężnego rynku jesteśmy dopiero trzecim pod względem ilości dostawcą miejsc hotelowych, a wyprzedzają nas Czechy i Bułgaria. Liczba miejsc w hotelach 4- i 5-gwiazdkowych w Pradze jest przeszło dwukrotnie wyższa niż w Warszawie, a liczba samych hoteli blisko dziesięciokrotnie wyższa. Stolicę Polski znacznie wyprzedza także Budapeszt i Wiedeń. Z drugiej strony, frekwencja w czasie kryzysu w Warszawie obniżyła się znacznie mniej niż w innych stolicach regionu.