Obniżki po kilkanaście tysięcy złotych, promocyjna sprzedaż bez VAT, nieoprocentowane kredyty – producenci samochodów za wszelką cenę chcą przyciągnąć klientów. Na wsparcie sprzedaży koncerny przeznaczają coraz większe kwoty. Rekordzistką jest Toyota, która chce wydać aż miliard dolarów.
Hojne są także inne firmy – Opel, Fiat, Peugeot, Citroen czy Ford proponują w europejskich salonach po kilka tysięcy euro rabatu, nawet jeśli klient nie odda wcześniej auta na złom i nie korzysta ze specjalnej, finansowanej przez państwo premii.
Branża stara się w ten sposób ratować przed drastycznym spadkiem sprzedaży. A ten jest nieunikniony, bo fabryki aut na naszym kontynencie mają aż 35 proc. nadwyżek mocy produkcyjnych. Tymczasem tegoroczna sprzedaż w Europie może wynieść jedynie 14 mln sztuk, wobec 15,9 mln w roku 2009.
Sprzedaż leci na łeb, na szyję także w Polsce. Od stycznia do końca maja tego roku spadła ona w porównaniu z 2009 rokiem o 8,4 proc. W salony uderza nie tylko bessa, ale i nieprzewidziane wydarzenia: w kwietniu na ponad tydzień popyt wyhamowała żałoba po katastrofie w Smoleńsku, później salony odczuły skutki powodzi. W rezultacie w maju spadliśmy w europejskim rankingu sprzedaży samochodów z ósmego miejsca na dziewiąte.
Nic dziwnego, że i w Polsce sypnęło obniżkami. Citroen wprowadził 5 tys. zł premii na model C1, o 7 tys. zł mniej kosztuje renault megane, do 21 tys. zł wynoszą rabaty na chevrolety captiva.