Reklama

Pocztowcy chcą podwyżek. Grożą strajkiem

Pracownicy Poczty Polskiej (PP) żądają podniesienia płacy zasadniczej o 400–500 zł. Negocjacje z zarządem nie przyniosły efektów, więc w tym tygodniu będą pracować w żółtych kamizelkach.

Aktualizacja: 07.05.2019 14:44 Publikacja: 06.05.2019 21:00

500 zł podwyżki dla pracowników to dla Poczty koszt 660 mln zł

500 zł podwyżki dla pracowników to dla Poczty koszt 660 mln zł

Foto: Fotorzepa, Michał Walczak

Ubiór nawiązujący do francuskich protestów ma być formą ostrzeżenia, które – w odróżnieniu od strajku – nie przyniesie firmie strat. Ale, jak wskazują związkowcy pocztowej Solidarności, akcja wkładania żółtych kamizelek pozwoli w prosty sposób zbadać, jak duże jest niezadowolenie wśród pracowników. „Wymiar tej akcji pokaże nam, jak duża jest determinacja zatrudnionych w Poczcie Polskiej do walki o lepsze wynagrodzenie i warunki pracy" – czytamy w oświadczeniu Solidarności.

Związki zawodowe stawiają sprawę jasno: albo dostaną to, czego żądają, albo będzie strajk. Solidarność domaga się podwyżki o 500 zł brutto na etat. Z kolei Związek Zawodowy Pracowników Poczty postuluje 400 zł. Żądania podwyżek popiera kilkanaście innych organizacji pracowników PP, wchodzących w skład tzw. wspólnej reprezentacji związkowej. Przedstawiciele Solidarności, choć zastrzegają, że strajk jest drastyczną i ostateczną formą walki o lepszą płacę, to mówią wprost: jeżeli będzie taka potrzeba, sięgniemy po to narzędzie. Spełnienie oczekiwań pracowników oznaczałoby, że koszty Poczty wzrosną w tym roku aż o 660 mln zł. To dla firmy, która generuje straty, kwota abstrakcyjna, ponadtrzykrotnie wyższa, niż wynoszą jej zaplanowane na br. nakłady inwestycyjne.

– Strata w 2018 r. wprost wynika z podwyżek wynagrodzeń, jakie przeprowadziliśmy w ubiegłych latach – mówił nam niedawno Przemysław Sypniewski, prezes PP. Wówczas było to 160 mln zł dodatkowych kosztów. Ale związkowcy widzą to inaczej. Twierdzą, że do przeprowadzenia protestu skłaniają ich „pełne zachwytu i entuzjazmu wypowiedzi przedstawicieli zarządu, ukazujące się w mediach, dotyczące kondycji i rozwoju PP, które w żaden sposób nie przekładają się na poprawę wynagrodzeń i warunków pracy".

Sam moment protestu nie jest przypadkowy. Upływa bowiem kadencja Sypniewskiego oraz jego współpracowników. Jeszcze w tym tygodniu ma dojść do wyboru nowego zarządu państwowej spółki. Już przed długim weekendem majowym związkowcy spotkali się z nim na wielogodzinnych negocjacjach, które nie przyniosły rozstrzygnięcia. – Partnerzy społeczni nie zgłosili żadnych wniosków dotyczących innego podziału środków funduszu wynagrodzeń na 2019 r. niż zaproponowany przez pracodawcę. Strona społeczna wystosowała ponownie postulat podniesienia wynagrodzenia – mówi „Rzeczpospolitej" Justyna Siwek, rzeczniczka PP.

Państwowy operator wskazuje, że w br. fundusz wynagrodzeń będzie o prawie 6 proc. wyższy niż w 2018 r., ale jednocześnie podkreśla wolę do dalszych rokowań z pracownikami. Jak ustaliliśmy, negocjacje będą kontynuowane w przyszłym tygodniu.

Reklama
Reklama

Minimalna pensja w PP to 2,5 tys. zł brutto. Wynagrodzenia u pocztowego operatora od 2016 r. wzrosły średnio o 1200 zł brutto na etat. Justyna Siwek wskazuje, że płace rosną mimo topniejącego rynku listów. – Największy spadek nastąpił w obszarze usług powszechnych, o ponad 2 proc. od 2016 r. – podkreśla. I dodaje, że oczekiwany jest dalszy spadek w segmencie tradycyjnej korespondencji, co ma związek z wdrożeniem rozwiązań e-administracji i planowanymi zmianami w przepisach, zrównującymi status tradycyjnego listu poleconego z tzw. listem cyfrowym.

Biznes
Polscy konsumenci chcą więcej lokalnej produkcji
Biznes
Koniec dopłat do elektryków, Trump grozi Francji, NBP stawia na złoto
Biznes
Totalizator to firma technologiczna
Biznes
UE stawia na dyplomację, boom medtechów i wzrost nierówności
Biznes
Grenlandia i cła Trumpa, plany rozwoju polskiej armii i blackout Kijowa
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama