Za spadkami kursu akcji TP mogła stać dziś depesza PAP, który podał, że na mocy ustaleń zarządu z pracownikami w latach 2014-2015 z firmy odejdzie 2,25 tys. osób. Źródłem tej informacji był Robert Materna, przewodniczący związku zawodowego "Błękitna Linia".

Po tym doniesieniu, podawała agencja, kurs spółki na GPW tracił nawet ponad 6 proc. Podana skala redukcji zatrudnienia była bowiem niższa od oczekiwanej.

Według wcześniejszych informacji mediów i komentarzy zarządy TP, w kolejnych latach tempo ograniczenia zatrudnienia w grupie miało zostać utrzymane w tym i w kolejnych latach na poziomie około 1700 osób rocznie, tak, aby w 2016 r. liczba zatrudnionych wynosiła 15-16 tys. osób. Informacja PAP wskazywała, że co roku z firmy odejdzie około 1,1 tys. osób.

Agencja poinformowała też, że uzgodniono 2,5-proc. podwyżki wynagrodzeń.  - To dobra informacja dla związkowców, zarówno pod kątem liczby pracowników objętych programem, jak również podwyżek wynagrodzeń. O ile rynek spodziewał się podwyżek wynagrodzeń, to liczba odejść jest niższa niż cel spółki, który był zbliżony do 3 tys. Oczekiwania inwestorów co do oszczędności były jak widać większe, chociaż być może ogólna liczba odejść dla całej grupy ulegnie jeszcze zmianie, jeżeli na stole faktycznie są jeszcze propozycje dotyczące spółki Orange Costumer Service - przewidywał Przemysław Sawala-Uryasz, analityk UniCredit CA IB.

Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP (Orange Polska) poinformował nas, że telekom nie będzie komentował opublikowanej informacji, a o wyniku rozmów z pracownikami poinformuje zgodnie z procedurami.

Oprócz informacji o redukcji zatrudnienia dziś światło dzienne ujrzały też nowe ceny usług hurtowych TP. Urząd Komunikacji Elektronicznej rozpoczął konsultacje tzw. oferty ramowej (SOR), proponując obniżki cen pobieranych przez operatora od 30 do 81 proc.

Bilans reakcji inwestorów na prawdziwe dane z TP i zamierzenia UKE może ukształtować notowania akcji spółki na wtorkowej sesji.