Z akt sądowych w Nowym Jorku wypłynęły informacje o zarzutach, jakie stawiane są jednemu największych banków inwestycyjnych na świecie. Zarzuty są wymienione w pozwie zbiorowym, w którym gigant finansów oskarżany jest o dyskryminację kobiet w zakresie płac i awansu. Sprawa trwa od 2010 roku, a do procesu ma dojść w czerwcu 2023 roku.

Obok zarzutów o dyskryminację w zakresie płac i awansu Goldman Sachs będzie musiał się zmierzyć z poważnymi oskarżeniami o napaści na tle seksualnym. To właśnie ten wątek ujawniony został w nowo upublicznionych aktach sądowych. Bank oskarżany jest o tolerowanie menedżerów, którzy molestowali pracownice, a robili to na różne sposoby.

Czytaj więcej

Były szef McDonald’s zapłacił 105 mln dolarów za ekscesy

Jeden z menedżerów miał być znany z dzwonienia dzwonkiem za każdym razem, gdy kobieta pojawiała się na piętrze. Z dokumentów w pozwie wynika, że awansowano go na dyrektora zarządzającego, pomimo zgłaszanych skarg.

Wśród incydentów, które są wymienione w pozwie i które miały być zgłaszane wewnętrznymi kanałami są – zgłoszenie pracownicy, która twierdziła, że odurzono ją i zgwałcono po firmowym meczu baseballowym oraz zgłoszenie innej kobiety, którą menedżer miał zabrać na opuszczone piętro i proponować seks, następnie dzwonił do niej i mówił, że „masturbował się do jej głosu”. Byłą wiceprezeskę Cristinę Chen-Oster, która jest wśród powodów, żonaty kolega z pracy miał przyprzeć do ścian „całując i obmacując” po firmowej kolacji. Chen-Oster pracowała w Goldman Sachs w latach 1997-2005.

Z dokumentów sądowych wynika, że wobec pracownic zgłaszających przypadki molestowania Goldman Sachs stosował odwet, np. przesuwając na niższe stanowiska. Reperkusje dotykały także kobiet biorących urlop macierzyński (w USA przepisy pozwalają na do 12 tygodni bezpłatnego urlopu rodzicielskiego).

Pozew skupia się jednak na dyskryminacji ze względu na płeć. Powódki stwierdzają w nim, że kobiety w Goldman Sachs były gorzej opłacane i miały utrudniony dostęp do awansów w wyniku obowiązującej kultury korporacyjnej „męskiego klubu”.

Czytaj więcej

Prawie 1000 napaści seksualnych. Uber publikuje dane o bezpieczeństwie

- Mam nadzieję, ze ta sprawa pomoże w końcu rozbić szklany sufit dla kobiet na Wall Street i ustanowi precedens dla innych branż, w których dyskryminacja ze względów na płeć jest wszechobecna. Musimy wprowadzić przejrzystość do praktyk, które wcześniej wydawały się nienaruszalne – stwierdziła, cytowana przez BBC, Chen Oster.

Pozew dotyczy incydentów i praktyk z lat 2000-2011. Goldman Sachs walczy z tymi zarzutami od 2010 roku i zaprzecza twierdzeniom o praktykach dyskryminacyjnych czy przyzwoleniu na molestowanie.

- Przedstawiane przez powodów skargi nie odzwierciedlają rzeczywistości w Goldman Sachs. Dyskryminacja, molestowanie i złe traktowanie w jakiejkolwiek formie są nie do zaakceptowania w Goldman Sachs, a gdy zostaną zidentyfikowane, podejmowane są szybkie działania, w tym rozwiązanie umowy. Z szacunku dla osób zaangażowanych, nie będziemy komentować poszczególnych skarg – przekazał rzecznik banku.

- Dowody wskazują w przytłaczający sposób, że rok po roku Goldman nadal traktuje kobiety jako pracowników drugiej kategorii pozwalając kwitnąć kulturze strach i odwetu, zamiast naprawić system – czytamy w pozwie.

Z pozwu wynika, że kobiety otrzymywały o 20 procent mniejszą płacę na najwyższych szczeblach oraz o 8 procent mniejsze na niższych. Prawnicy powódek domagają się przywrócenia do pracy lub wypłacenia im odszkodowań.

Czytaj więcej

Pracownica oskarża Teslę. „Kultura molestowania seksualnego”