– Banki wstrzymują decyzje dotyczące kredytów na zakup i budowę domów na tzw. nieruchomościach rolnych, które nie są objęte planami zagospodarowania - alarmuje Adam Buczel, doradca zarządu Związku Firm Doradztwa Finansowego. Na takich nieruchomościach buduje się domy na podstawie decyzji o warunkach zabudowy.

– Klientowi, który chce postawić dom na takiej ziemi, nie możemy pożyczyć pieniędzy. Nie jesteśmy w stanie ustanowić odpowiedniego zabezpieczenia – przyznaje jeden z bankowców.

Skala problemu jest bardzo duża. W praktyce jako nieruchomości rolne są traktowane wszystkie działki na obszarach nieobjętych planami zagospodarowania. A to ponad 70 proc. powierzchni kraju. Z kolei kredyty na budowę domu to aż 10–20 proc. wszystkich kredytów hipotecznych. Na forach internetowych roi się od historii osób, którym banki odmówiły przyznania kredytu bądź wstrzymały jego udzielenie. Zdarzają się przypadki wypowiadania już podpisanych umów czy wezwania na rozmowy, podczas których klienci dostają oferty nie do odrzucenia (np. kredyt trzy razy niższy albo przedstawienie dodatkowych zabezpieczeń). Problem dotyka szczególnie peryferyjnych dzielnic wielkich miast i podmiejskich gmin.

Zamieszanie to wynik nieprzemyślanych zapisów w tzw. ustawie o obrocie ziemią rolną, która weszła w życie 30 kwietnia. Ustawodawca chciał ochronić rolników przed nadmiernym zadłużaniem się i ustalił, że suma hipoteki na nieruchomości rolnej nie może przekroczyć aktualnej wartości rynkowej tej nieruchomości. Nie przewidział jednak, że taki przepis de facto wstrzyma możliwość kredytowania budowy domów na takich nieruchomościach.

Dlaczego tak się dzieje? Dotychczas klienci nie mieli problemu z uzyskaniem kredytu na budowę, którego kwota przewyższała rynkową wartość działki, ponieważ banki jako zabezpieczenie przyjmowały przyszłą wartość nieruchomości, już po wybudowaniu domu. Dziś mogą ustanowić hipotekę tylko do aktualnej wartości samej ziemi. – Wyobraźmy sobie, że ktoś chce pożyczyć 200 tys. zł, a wartość działki to 100 tys. zł – opisuje Michał Szponarowicz, doradca kredytowy z Open Direct. – Docelowa wartość tej nieruchomości wynosi ok. 300 tys. zł i taka kwota była wyznacznikiem dla banku. Obecnie kredyt może wynieść nawet mniej niż wartość samej działki – wyjaśnia.

Resort rolnictwa, autor ustawy, dostrzegł już problem i nie wyklucza zmiany prawa. Na razie jednak na stole nie leżą żadne rządowe propozycje.