Grupa Gubernatorów i Szefów Nadzoru (GHOS), najważniejszy organ Komitetu Bazylejskiego ds. Bankowości, przyjęła w niedzielę zmiany w sposobie liczenia wartości aktywów, które ułatwią bankom dostosowanie się do limitu zadłużenia.
Na mocy tzw. Bazylei III, czyli zbioru rekomendacji Komitetu Bazylejskiego przygotowanych w reakcji na kryzys finansowy, limit taki – tzw. stopa dźwigni finansowej (leverage ratio)- ma obowiązywać począwszy od 2018 r. Banki będą musiały wówczas utrzymywać kapitał odpowiadający 3 proc. wartości ich całkowitych aktywów. Ze względu na swoją prostotę, ograniczenie to miało pełnić rolę bezpiecznika, gwarantującego, że banki nie zadłużą się nadmiernie, nawet jeśli inne wymogi Bazylei III, bazujące na koncepcji aktywów ważonych ryzykiem, okażą się nieskutecznymi hamulcami. Ale banki ostrzegały, że w dotychczasowej formie ograniczenie dźwigni finansowej zmusi je do zmniejszenia akcji kredytowej.
Banki oszczędzą
Choć GHOS nie zmienił samej stopy dźwigni finansowej, przyjął rozwiązania, dzięki którym będzie ona dla banków mniej uciążliwa. Przy obliczaniu całkowitej wartości aktywów, będą one m.in. mogły bilansować niektóre znoszące się pozycje, odliczać od wartości derywatów wpłacone depozyty zabezpieczające oraz pomijać niektóre aktywa pozabilansowe. Te zmiany zmniejszą całkowitą wartość aktywów banków. W efekcie, jak ocenia Richard Reid, badacza z szkockiego Uniwersytetu w Dundee, docelowo wymagany od banków bufor kapitałowy zmniejszy się nawet o 200 mld dol.
Przewodniczący Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi, który stoi na czele GHOS, zapewniał w niedzielę, że pomimo zmian limit lewarowania nadal będzie pełnił rolę bezpiecznika. Innego zdania jest Greg Ford, rzecznik powołanej w 2011 r. organizacji Finance Watch, która walczy z lobbingiem banków. – Użyteczność stopy dźwigni finansowej wynika z jej prostoty i z tego, że uwzględnia wszystkie aktywa – tłumaczył przed niedzielnym posiedzeniem GHOS.
Komitet Bazylejski ma jeszcze możliwość zaostrzenia przepisów, zanim zaczną obowiązywać, np. podwyższając minimalną stopę dźwigni finansowej. Opowiadają się za tym szczególnie regulatorzy z USA i Wielkiej Brytanii. Ci pierwsi chcieliby, aby największe amerykańskie banki musiały utrzymywać kapitał równoważny 6 proc. wartości aktywów, ale jednocześnie nie chcą pogarszać ich międzynarodowej konkurencyjności.
Porażka Hoeniga
Jednym z głównych orędowników oparcia wymogów kapitałowych dla banków na koncepcji całkowitej wartości aktywów, zamiast wartości aktywów ważonych ryzykiem, jest Thomas Hoenig, wiceprzewodniczący amerykańskiej Federalnej Agencji Ubezpieczeń Depozytów (FDIC) i były gubernator oddziału Fedu w Kansas. W jego ocenie, banki notorycznie manipulują wartością aktywów ważonych ryzykiem i w ten sposób wielkością wymaganego dla nich zabezpieczenia kapitałowego. Stopień ryzyka dużej części aktywów kredytodawcy określają bowiem na podstawie własnych modeli. Aktywa, które uchodzą za bezpieczne, otrzymują w bilansie mniejszą wartość, niż nominalna, niekiedy nawet zerową (patrz wykres).
Hoenig w ostatnich latach wielokrotnie przypominał, że tuż przed ostatnim kryzysem większość banków, które popadły w tarapaty, spełniało wymogi kapitałowe wyrażone w kategoriach wartości aktywów ważonych ryzykiem, a mimo to okazało się, że brakuje im kapitału. Kredytodawcy jednak argumentują, że odwoływanie się w regulacjach do całkowitej wartości aktywów zniechęca do inwestowania w aktywa bezpieczne, takie jak obligacje skarbowe: wymagają one bowiem wówczas takiego samego zabezpieczenia kapitałowego, jak aktywa ryzykowne, choć narażają banki na znacznie mniejsze straty i z tego powodu są też mniej zyskowne.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora