fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Zomowcy z „Wujka” już wolni

W niedzielę 16 grudnia przypada 31. rocznica pacyfikacji kopalni „Wujek”. Większość ze skazanych zomowców zakończyła kary przed terminem. Na zdjęciu z 1993 roku podczas procesu. W drugim rzędzie stoi Romuald Cieślak, były dowódca plutonu
PAP, Stanisław Jakubowski Stanisław Jakubowski
Praca poza więzieniem, nagrody i przepustki. Przed terminem zakończyli kary. Wszyscy skazani za udział w pacyfikacji „Wujka” są już na wolności.
Trzynastu byłych milicjantów ze specjalnego plutonu ZOMO – poza dwoma – wyszli przed terminem dzięki uczestnictwu w specjalnych programach readaptacji społecznej oraz wzorowemu sprawowaniu.

Zrozumieli, co zrobili?

Część kary, którą obniżono im na mocy przepisów amnestyjnych „przesiedzieli” w ramach nagród na przepustkach. – Nie zależało nam, by dostali dożywocie, nigdy wyroków sądów nie komentowaliśmy. Chcieliśmy, by sąd uznał ich winę, i tak się stało. Czy siedząc w więzieniu, zrozumieli, co zrobili? To wiedzą tylko oni sami – mówi Krzysztof Pluszczyk, jeden z górników, którzy strajkowali w 1981 r. na „Wujku”.
53-letni Grzegorz Włodarczyk zakład karny w Wojkowicach opuścił jako ostatni z grupy specplutonu, kilka dni temu – cztery miesiące przed terminem. Skazani zomowcy mogli się ubiegać o przedterminowe zwolnienie po odbyciu połowy zasądzonej kary.
Pierwsi skorzystali z tego Antoni Nycz i Marek Majdak – obaj na wolności są od czerwca 2010 r. Nycz decyzją sądu penitencjarnego był już na wolności tydzień po nabyciu uprawnień. Zdecydowała pozytywna prognoza społeczna i kryminologiczna wystawiona mu przez Zakład Karny w Uherce Mineralne na Podkarpaciu, gdzie siedział Nycz. Pracował m.in. na rzecz parafii Hoczew w gminie Solina i w ośrodku wojskowym Jawor. Majdak w Areszcie Śledczym w Dzierżoniowie wykazywał wzorową postawę. Pracował w magazynie żywności.
Romuald Cieślak, były dowódca plutonu specjalnego ZOMO, pacyfikującego kopalnie „Wujek” i „Manifest Lipcowy” w 1981 r., wyszedł na wolność 4 grudnia. Jakby na złość losowi, w Barbórkę, święto górników.
Był skazany za pobicie i podżeganie do pobicia górników z użyciem niebezpiecznego narzędzia (broni palnej) na łączną karę 11 lat więzienia. Na mocy przepisów amnestyjnych karę zmniejszono mu do sześciu, ale na poczet kary policzono mu również okres, kiedy siedział w areszcie od maja 2007 r. Trzynastu zomowców sąd skazał na kary 7 lat bezwzględnego więzienia złagodzone do 3,5 roku, stwierdzając, że „nie było sytuacji, która uzasadniałaby użycie broni”. Nie dał im wiary, że strzelając, bronili się przed górnikami. Czternasty zomowiec Edward Ratajczyk zmarł tuż po wyroku.
Żaden z zomowców nigdy nie przyznał się do winy. Od początku Cieślak starał się o zwolnienie warunkowe (pierwszy raz w kwietniu 2010 r.), ale decyzja sądu, do grudnia tego roku, była zawsze negatywna. Koniec kary wypadał mu 19 stycznia 2013 r. Sąd penitencjarny w Katowicach zgodził się na jego wyjście dopiero pięć tygodni przed terminem. – Sądy na Śląsku, gdzie w zakładach siedziała większość skazanych milicjantów, nie mogły wypuścić ich na wolność tak wcześnie. Godziłoby to w poczucie sprawiedliwości społecznej – mówi jeden z pracowników Służby Więziennej.
Cieślak od prawie trzech lat pracował w jednym ze śląskich hospicjów, w zakładzie karnym właściwie tylko spał. – Nie opiekował się chorymi, raczej wykonywał w hospicjum drobne prace, był tam taką złotą rączką – opowiada jeden z pracowników Służby Więziennej.
Były dowódca plutonu, a także Józef Rak i Henryk Huber odbywali karę w ramach specjalnego systemu – tzw. systemu programowego oddziaływania.
– Raz na pół roku sprawdza się, czy skazany wykonał stawiane przed nim zadania. Jeśli tak, może on liczyć na nagrody, np. dodatkowe przepustki – mówi por. Artur Piszczek, rzecznik aresztu w Katowicach. Cieślak korzystał z przepustek systematycznie. Większość byłych milicjantów na przepustkach w ciągu roku spędzała blisko dwa miesiąc w roku.

Spóźnione osądzenie

Tylko dwóch odsiedziało pełną karę. To Zbigniew Wróbel (wyszedł na wolność 13 października tego roku) i Grzegorz Furtak (zakończył karę w marcu tego roku). Reszta wyszła przed terminem: Ryszard Gaik – dwa miesiące wcześniej, Maciej Szulc, Zbigniew Huber, Andrzej Bilewicz cztery miesiące, Józef Rak – pięć miesięcy, Bonifacy Warecki – pół roku, Grzegorz Berdyn – siedem miesięcy.
– Przedterminowe zakończenie kary powoduje, że skazany nadal znajduje się pod nadzorem wymiaru sprawiedliwości, np. kuratora, nawet dwa lata. O warunkach decyduje indywidualnie sąd – mówi jeden z pracowników służby więziennej. – Dlatego nie każdy osadzony stara się o wyjście przed czasem.
– Jako człowiek wierzę, że każdy ma sumienie i ono, przynajmniej od czasu do czasu, budzi się i w tych ludziach. I że mają dziś poczucie, że uczestniczyli w czymś złym – zastanawia się dr Andrzej Drogoń, dyrektor IPN w Katowicach. Podkreśla, że kary dla zomowców z „Wujka” mogą budzić kontrowersje czy gniew, ale najważniejsze, że zostali uznani za zbrodniarzy.
– Rozrachunek ze zbrodniami PRL rozpoczął się za późno, bo po 2000 r., dzięki ustawie o IPN. To zdecydowanie za późno, by zadośćuczynić za wyrządzone krzywdy i sprawiedliwie wszystkich osądzić – dodaje Drogoń.
Zgadza się z tym Wojciech Skwira, syn Adama Skwiry, jednego z przywódców strajku na „Wujku” (zmarł pięć lat temu). Skwira pamięta zomowców z procesów. – Byli butni, wręcz bezczelni – wspomina. – Dla zomowców, którzy strzelali do górników, to koniec sprawy. Dla nas wciąż jest ona niezakończona. Ten pluton specjalny ktoś wysłał, ktoś dał rozkaz. My wiemy, kto, tym bardziej trudno nam zrozumieć, że sąd od tylu lat nie potrafi sobie z tym poradzić. To smutne – przyznaje Wojciech Skwira.
Zomowców z „Wujka” udało się osądzić i skazać dopiero po 28 latach, w trzecim procesie, w czerwcu 2008 r. tylko dzięki wprowadzeniu do ustawy o IPN tzw. zbrodni komunistycznej. Gen. Czesław Kiszczak został rok temu skazany za zbrodnię komunistyczną (za decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego). – Od roku czekamy na uzasadnienie wyroku – przyznaje dr Andrzej Drogoń.
W kwietniu ubiegłego roku warszawski Sąd Okręgowy uniewinnił generała oskarżonego o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników z kopalni „Wujek”, ale wyrok został uchylony i proces ma ruszyć po raz piąty.
Czy zomowcy przeszli w więzieniu resocjalizację? Czy zrozumieli swe winy? Kiedy Marek Majdak wychodził dwa lata temu na wolność, jego wychowawca przyznał w rozmowie z „Rz”: – Raczej czuł się lekko skrzywdzony. On podkreślał, że jako milicjant wykonywał tylko rozkaz.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA