fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zbrodnia katyńska

Znali prawdę o Katyniu

www.archives.gov
Dwaj oficerowie U.S. Army już w maju 1943 roku znaleźli się w Katyniu. Wysłali do rządu szyfrogramy, w których poinformowali, że za zbrodnią stoi NKWD 
Ujawnione wczoraj amerykańskie dokumenty w sprawie zbrodni katyńskiej nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Franklin Delano Roosevelt i ówczesna amerykańska administracja doskonale zdawali sobie sprawę z tego, kto naprawdę pociągał za spust w Katyniu. Apologeci prezydenta USA do dziś twierdzą, że miał on prawo nie ufać Niemcom – którzy poinformowali świat o sowieckiej zbrodni – i naprawdę wierzył, iż Polaków zamordowało gestapo.
Zobacz archiwalne zdjęciaWśród ujawnionych wczoraj przez Narodowe Archiwa USA papierów znalazły się jednak dokumenty świadczące o tym, że już wiosną 1943 roku Amerykanie z własnych, wiarygodnych źródeł dowiedzieli się prawdy. Chodzi o tajne raporty przysłane przez dwóch amerykańskich oficerów – kapitana Donalda B. Stewarda i podpułkownika Johna G. Van Vlieta – którzy znaleźli się na miejscu straceń pod Smoleńskiem.

Rozkaz: milczeć

Skąd w Katyniu wzięli się Amerykanie? W maju 1943 roku Niemcy zorganizowali wycieczkę alianckich jeńców do Katynia. Początkowo Amerykanie i Anglicy byli niezwykle podejrzliwi. Uważali, że Niemcy próbują ich oszukać i zrzucając winę na Sowietów za własną zbrodnię, doprowadzić do rozpadu koalicji walczącej z Trzecią Rzeszą. Dlatego do całej sprawy podeszli niezwykle ostrożnie.
Niemcy dali im jednak w Katyniu pełną swobodę. Anglosascy oficerowie mogli zbadać doły śmierci i ciała. Analizując zaawansowany stan rozkładu zwłok, Steward i Vliet doszli do wniosku, że polscy oficerowie musieli zostać zamordowani, zanim Smoleńsk został zdobyty przez Niemców. Obejrzeli również znalezione przy zamordowanych strzępy gazet, listy, pocztówki, osobiste zapiski. Wszystko urywało się wiosną 1940 roku. Nie było wątpliwości: zabójcami byli bolszewicy.
Wróciwszy do obozu jenieckiego Steward i Vliet postanowili o swoich wnioskach poinformować amerykańskie służby, z którymi współpracowali zza drutów. Jak wynika z ujawnionych właśnie dokumentów (cytuje je agencja AP), udało im się przesłać do Waszyngtonu zakodowane wiadomości. Szokujące jest to, że po wojnie, gdy Steward znalazł się na wolności, amerykańskie służby surowo zakazały mu, aby kiedykolwiek wspominał publicznie o tych szyfrogramach.
Amerykanie zacierali więc wszelkie ślady świadczące o tym, że podczas II wojny światowej wiedzieli, kto naprawdę mordował w Katyniu. Informacje te kompromitują bowiem Roosevelta, który konsekwentnie utrzymywał, że Katyń był dziełem Trzeciej Rzeszy.

Wujek Joe

W 1944 roku w Gabinecie Owalnym odbyło się spotkanie prezydenta z George'em Earle'em. Był to przyjaciel amerykańskiego przywódcy, którego ten poprosił o zbadanie sprawy zbrodni katyńskiej.
– Panie prezydencie, nie mogę pojąć, że amerykański przywódca i tyle osób mogą traktować jako „zagadkę" coś, co jest zupełnie oczywiste. Tu są dowody, ogromny zestaw dowodów – powiedział Earle, kładąc na biurku Roosevelta raport niepozostawiający żadnych wątpliwości, kto naciskał spust pod Smoleńskiem.
– To jest z pewnością niemiecka propaganda i niemieckie dzieło. Jestem absolutnie przekonany, iż Rosjanie tego nie zrobili – uciął rozmowę Roosevelt.
Raport Earle'a trafił do kosza, a on sam został zesłany na wyspy Samoa. Na polecenie Roosevelta amerykańska prasa dostała surowy zakaz pisania o prawdziwych sprawcach mordu w Katyniu. Związek Sowiecki miał być przedstawiany jako kraj demokratyczny, a Józef Stalin jako sympatyczny Wujek Joe. Amerykańska opinia publiczna nie mogła się dowiedzieć, że jej rząd, aby pokonać zbrodniarza, sprzymierzył się z innym zbrodniarzem.
– Roosevelt bał się, że Stalin może się zezłościć i opuścić antyniemiecką koalicję – mówił niedawno w rozmowie z „Rz" prof. Wojciech Materski, badacz zbrodni katyńskiej. – Ale chodziło nie tylko o to. Amerykanie sporządzili analizę, według której wojna z Japonią może przeciągnąć się do lat 50. i kosztować życie 1,5 miliona obywateli USA. Jedynym ratunkiem wydawało się przystąpienie do konfliktu Sowietów. Sprawa 20 tys. zamordowanych Polaków została złożona na ołtarzu tej wielkiej gry – dodał.
Sprawa Stewarda i Vlieta to tylko jedna z wielu tajemnic, które mogą kryć się w ujawnionych wczoraj amerykańskich dokumentach katyńskich. To wiele tysięcy stron pochodzących z archiwów armii, wywiadu, Departamentu Stanu oraz bibliotek prezydenckich. Do tego zdjęcia lotnicze, filmy i mapy pochodzenia niemieckiego, które Amerykanie zdobyli i wywieźli za ocean po pokonaniu Trzeciej Rzeszy. Nad kolekcją już pracują polscy historycy, w najbliższych dniach możemy się spodziewać kolejnych sensacji.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA