fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Franczyza w gastronomii

Rzeczpospolita
Jak grzyby po deszczu wyrastają na rynku lokale franczyzowe. Tylko w 2011 roku przybyło ich 200
 
Prowadzenie własnej restauracji to bardzo trudny biznes. Potężny odsetek lokali bankrutuje w ciągu kilku pierwszych lat. Aby ten negatywny scenariusz się nie sprawdził, warto skorzystać ze sprawdzonych wzorców – szczególnie w czasie kryzysu.
Siła znanej marki i wspólny marketing to tylko niektóre plusy franczyzy. – W części systemów franczyzobiorcy mają z góry określonych dostawców, przez co łatwiej jest zarządzać stanami magazynowymi półproduktów, materiałami promocyjnymi czy opakowaniami. Ponadto łatwiej jest zbudować biznesplan dla znanego menu – mówi Jarosław Frontczak, analityk handlu detalicznego firmy PMR.
Franczyza ma też jednak swoje minusy. – Jest nim na pewno uzależnienie od franczyzodawcy i, w zależności od systemu, wpłacanie opłat miesięcznych. Dodatkowo prowadzący lokal może nie mieć możliwości wybrania dostawcy półproduktów, ustalania polityki cenowej czy rozszerzania menu – wymienia Frontczak.
Niektóre sieci zdecydowały się zaoferować tę ostatnią możliwość. – U nas podstawą jest 75 rodzajów pizzy, ale decyzja o serwowaniu śniadań, deserów czy dań mięsnych leży po stronie franczyzobiorców. Dzięki temu każdy lokal może skutecznie konkurować na lokalnych rynkach – mówi Magdalena Piróg, wiceprezes Da Grasso.
Jakimi środkami musi dysponować potencjalny franczyzobiorca? Rozpiętość jest tu bardzo duża. – Jest bardzo wiele systemów pozwalających na wybór najlepszej opcji w zależności od lokalizacji i wymaganego wkładu, który zaczyna się od kilku tysięcy, a dochodzi  nawet do kilku milionów złotych – mówi Frontczak.
Wiceprezes Da Grasso wskazuje, że w tej sieci franczyzobiorca powinien dysponować kwotą 150–350 tys. zł na przystosowanie lokalu. – Obecnie przystąpienie do sieci nie wiąże się z opłatami. Do końca października nowi franczyzobiorcy zwolnieni są z opłat wstępnych – mówi.
Dynamiczny rozwój planuje sieć Mr Hamburger. Obecnie pod tą marką działa 17 barów szybkiej obsługi. Dwanaście z nich prowadzą franczyzobiorcy. – Na razie ze względów logistycznych chcemy skupić się na rozwoju sieci na terenie województw: śląskiego, opolskiego i małopolskiego, ale docelowo myślimy o objęciu zasięgiem całego kraju – mówi Dariusz Kozorowski, menedżer ds. rozwoju i franczyzy Mr Hamburger. Inwestycja we własny bar w tej sieci to ok. 85 tys. zł. Kozorowski ocenia, że najtrudniejszą i najbardziej czasochłonną częścią procesu otwierania placówki jest znalezienie odpowiedniego miejsca i przygotowanie lokalu.
Innego zdania jest Krzysztof Petrykowski, dyrektor handlowy Telepizzy. – Zdecydowanie trudniejsze jest prowadzenie lokalu – uważa. Żeby zostać franczyzobiorcą tej sieci, trzeba mieć zdolność sfinansowania inwestycji rzędu 150–200 tys. zł. – Franczyzobiorca nie musi mieć doświadczenia w gastronomii, ale powinien mieć zmysł do przedsiębiorczości i jakieś sukcesy życiowe świadczące o konsekwencji – mówi.
„Rzeczpospolita" radzi

Dobra umowa na wagę złota

1. Przed wyborem konkretnej marki warto zrobić dokładne rozeznanie na rynku. Należy uważać na franczyzodawców, którzy nie mają doświadczenia we franczyzie – ich warunki współpracy mogą być dosyć jednostronne.
2. Z reguły związanie się umową poprzedza seria spotkań z pracownikami odpowiedzialnymi za zarządzanie daną siecią. Warto ten czas dobrze wykorzystać i zadawać pytania, jeśli pojawią się jakiekolwiek wątpliwości.
3. Nie szukajmy najtańszej oferty na rynku. Bez „opieki" ze strony franczyzodawcy i przekazania know-how osoba bez doświadczenia w gastronomii nie ma dużej szansy na odniesienie sukcesu.
4. Uważajmy na lokalizację.
Należy najpierw zbadać, na co jest popyt na terenie, na którym będziemy prowadzić działalność. Niektóre sieci gastronomiczne dają franczyzobiorcom możliwość samodzielnego doboru potraw, co pomaga skuteczniej konkurować na lokalnych rynkach.
Różnorodne oferty na rynku

McDonald's postawił poprzeczkę wysoko

Jednym z najbardziej wymagających franczyzodawców jest McDonald's. Kandydat na licencjonobiorcę musi dysponować kwotą minimum 1,2 mln złotych. Obecnie McDonald's ma w Polsce 293 lokale, z czego 151 działa na zasadzie franczyzy. Grono licencjonobiorców liczy 54 osoby. Jednym z nich jest Bogusław Maziarz, właściciel 8 lokali na południu Polski. Przyznaje, że kwota, jaką trzeba zainwestować, jest wysoka. – Ale im więcej się włoży, tym większych zysków można się spodziewać. A zarobione pieniądze można zainwestować w nowe lokale. Do końca tego roku przybędą jeszcze dwa – zapowiada. Podkreśla, że tego typu inwestycja jest obarczona dużo mniejszym ryzykiem niż własny biznes. – McDonald's pomaga nie tylko na starcie. Poza tym systematycznie sprawdza wszystkie lokale, by się upewnić, że funkcjonują prawidłowo i są w dobrej kondycji finansowej – mówi. Nie kryje, że prowadzenie sieci takich lokali pochłania dużo czasu. – To praca siedem dni w tygodniu, ale można za to stosunkowo elastycznie dysponować czasem. Zatrudniam już ponad 500 pracowników i każdy z nich wie, za co jest odpowiedzialny. Nie było chwili, żebym żałował decyzji o wejściu w ten biznes – mówi. McDonald's podkreśla, że franczyzobiorca tej sieci ma być faktycznym, a nie wirtualnym szefem. – Nie może być w swojej restauracji gościem. Powinien być w centrum sytuacji, aby szybko podejmować decyzje biznesowe i dawać pracownikom przykład, nawet smażąc frytki czy obsługując gości – mówi Dominik Szulowski z biura prasowego McDonald's.      —kmk
Jak krok po kroku otworzyć lokal

Doświadczenie w branży nie jest konieczne

Franczyzodawcy podkreślają, że osoby, które zdecydują się na współpracę z nimi, mogą liczyć na kompleksowe szkolenia. Jedną z większych sieci franczyzowych w Polsce zarządza firma Sfinks (marki Sphinx, Wook i Chłopskie Jadło). Na 111 restauracji tylko 13 to lokale własne. Pozostałe działają w modelu franczyzowym oraz zbliżonym do niego modelu operatorskim. Rekrutacja potencjalnych franczyzobiorców zaczyna się od wypełnienia kwestionariusza osobowego, a kolejnym etapem jest rozmowa. – Często zgłaszają się do nas osoby, które wcześniej miały styczność z biznesem restauracyjnym. Dla nas to atut, ale nie warunek konieczny. Szkolimy świeżo upieczonych franczyzobiorców i część ich przyszłego personelu – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinksa. Dodaje, że dla jego spółki liczą się przede wszystkim przedsiębiorczość, osobiste zaangażowanie i potencjał danej osoby, który jest oceniany podczas procesu rekrutacyjnego. – Staramy się możliwie wiele kwestii wyjaśnić, jeszcze zanim nastąpi podpisanie umowy franczyzowej, żeby później obie strony uniknęły zaskoczenia – mówi Cacek. Podkreśla też, że w prowadzenie biznesu mogą włączyć się członkowie rodziny kandydata. – Wiele z naszych restauracji to firmy rodzinne i z obserwacji wynika, że takie przedsięwzięcia bardzo dobrze się sprawdzają – twierdzi. Całkowity koszt uruchomienia restauracji w sieci Sfinksa to przeciętnie kwota rzędu 600–700 tys. zł, przy czym zależy ona od lokalizacji oraz wielkości lokalu. Część inwestycji może zostać sfinansowana poprzez leasing lub kredyt.    —kmk
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA