fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Roboty społeczne za głośne dzwony

Głośne dzwony to problem mieszkańców domów położonych blisko kościołów
Fotorzepa, Dariusz Golik Dariusz Golik
Sąd skazał proboszcza z Lewina pod Łowiczem na prace społeczne. Czy wymiar sprawiedliwości przesadził?
Zbyt głośne dzwony przeszkadzają wielu mieszkańcom w różnych rejonach Polski. Jednak czy to jest powód, by skazywać za to proboszcza na mogące go ośmieszyć prace społeczne zamiast np. kary grzywny?
Ksiądz Andrzej Wróbel jest proboszczem w maleńkiej parafii w Lewinie pod Łowiczem w województwie łódzkim. Trzy lata temu duchowny postanowił zainwestować w nowe, elektroniczne dzwony, na które złożyli się parafianie.
Gong odzywał się w dzień i noc, wybijając odpowiednią godzinę. A o godz. 6, 12 i 18 odzywał się kurant. Poza tym o godz. 15 zegar wygrywał codziennie „Jezu ufam Tobie", o 21 „Apel Jasnogórski", a w godz. śmierci papieża - „Barkę".
Mieszkańcom, których domy stoją blisko kościoła, bijące w nocy dzwony bardzo przeszkadzały. Powiadomili więc o tym policję, a ta na ich wniosek skierowała sprawę przeciwko duchownemu do sądu. Proboszcz trafił przed oblicze Temidy załamanie ciszy nocnej.
Jego oskarżyciele domagali się dla duchownego trzymiesięcznego aresztu. Ostatecznie sąd wymierzył proboszczowi karę 30 godzin prac społecznych. [pauza] Kara grzywny nie byłaby zbyt dotkliwa tłumaczył sędzia Bartłomiej Biegański.
Broniąca proboszcza z Lewina Barbara Wróbel-Trzeciak zapowiedziała zaskarżenie decyzji sądu. - Do wtorku nic do nas nie wpłynęło - mówi „Rz" sędzia Jarosław Papis, rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi.
To nie pierwszy przypadek, że okolicznym mieszkańcom przeszkadzają zbyt głośne dzwony kościelne. Ponad dwa lata temu na duży hałas elektronicznych dzwonów skarżyli się mieszkańcy z domów sąsiadujących z kościołem św. Brygidy w Gdańsku. Proboszcz Ludwik Kowalski tłumaczył wówczas, że to nowe urządzenia i dotąd nie znano ich mocy. Ostatecznie dzwony na prośbę mieszkańców przyciszono.
Jesienią 2010 roku jeszcze przed zawieszeniem nowych dzwonów protestowali mieszkańcy łódzkiego osiedla Olechów. W ich skrzynkach pocztowych pojawiły się wówczas reklamówki, w których ostrzegano: „Już nie pośpicie w wolny dzień, a nawet głośne reklamy w waszych telewizorach nie będą słyszalne". Jednak potem obu stronom udało się dojść do porozumienia, a skargi ucichły.
Kilka lat wcześniej dogadali się także mieszkańcy z innej łódzkiej parafii św. Alberta Chmielowskiego na Widzewie.
Początkowo nie pomagały tam interwencje parafian czy zbieranie podpisów. Skuteczne okazało się dopiero kółko różańcowe. W Polsce rzadko duchowni są skazywani za hałas kościelnych dzwonów. Na świecie w podobnych sprawach zdarza się, że sądy każą płacić duże odszkodowania. Tak było niemal cztery lata temu w miejscowości Lavagna. Po 23 latach sporu mieszkającej w pobliżu parafii Madonna Del Carmine kobiecie przyznano 60 tys. euro zadośćuczynienia za hałas z powodu strat fizycznych i moralnych. Sąd nakazał także parafii uciszenie dzwonów.
Jeśli wyrok sądu w Łowiczu się uprawomocni, to duchowny będzie musiał pracować społeczne. Gdzie? - Zwykle ludzi z takim wyrokiem kieruje się do zieleni miejskiej lub komunikacji - tłumaczy sędzia Papis.
W tym konkretnym przypadku zdecyduje kurator. - Jestem w stanie wyobrazić sobie pracującego społecznie księdza, pod warunkiem że orzeczenie będzie prawomocne - mówi sędzia Papis.
Wczoraj ks. Wróbla nie było w Lewinie. W łowickiej kurii, której podlega jego parafia, nikt nie chciał komentować sprawy. - Może to zrobić rzecznik, a ten do końca miesiąca jest na urlopie - usłyszeliśmy tylko od jednego z duchownych.
Ks. Bogdan Bartołd, proboszcz warszawskiej archikatedry św. Jana, mówi, że kiedyś gdy wystawił głośniki przed świątynię, to od razu miał kontrolę ze straży miejskiej. Mundurowi stwierdzili, że nie przekraczam norm hałasu opowiada.
Dodaje, że sporadycznie zdarza mu się przekroczyć prędkość autem i wtedy karę przyjmuje z pokorą i ze wstydem. - Jeśli za takie przewinienie byłyby roboty społeczne i tak by mnie ukarano, to stanąłbym do nich - dodaje ks. Bartołd.
Opinia dla „Rz"
Arkadiusz Matusiak | adwokat
Na podstawie artykułu 51 kodeksu wykroczeń sąd w przypadku uznania duchownego za winnego mógł wymierzyć alternatywnie: karę aresztu, ograniczenia wolności lub karę grzywny. Biorąc pod uwagę pierwszeństwo kar o charakterze wolnościowym, możliwości sądu ograniczały się do wyboru pomiędzy karą grzywny lub ograniczenia wolności, której głównym elementem jest właśnie wykonywanie prac społecznie użytecznych. Jednak orzeczenie kary grzywny w tym przypadku mogłoby bardziej uderzyć w majątek parafii, a w konsekwencji samych parafian. A zgodnie z zasadą indywidualizacji i bezpośredniej dolegliwości kary dla samego skazanego najbardziej zasadna wydaje się kara, którą sąd orzekł. Ona wcale nie musi prowadzić do ośmieszenia księdza, ponieważ przy jej wykonywaniu bierze się pod uwagę kwalifikacje skazanego.
Ksiądz wcale nie musi być skierowany do prac porządkowych na rzecz gminy, może np. za darmo uczyć religii. Przecież w podobny sposób wykonano karę wobec znanej polskiej pływaczki, która wcale nie sprzątała terenów zielonych, lecz uczyła dzieci pływać. Taka kara spełnia swoje zadania w zakresie prewencji: da nauczkę skazanemu i odstraszy innych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA