fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Nastoletni Józef

Rzeczpospolita
Pierwsi chrześcijanie byli ciekawi, jak dokładnie było z narodzinami Jezusa, jak wyglądało jego dzieciństwo i młodość, ale także, co się działo z innymi osobami występującymi w ewangeliach - mówi ksiądz Józef Naumowicz w rozmowie z "Rzeczpospolitą"
Rz: Ewangelie mało mówią o narodzeniu Jezusa, prawie nic o jego dzieciństwie i młodości. Za to bardzo dużo wiadomości zawierają apokryfy. Podają np., że gdy święta rodzina uciekała z Betlejem do Egiptu, Jezus odstraszył groźne smoki, które oddały mu hołd i odeszły; jako kilkuletni chłopiec ulepił z gliny ptaszki, klasnął w dłonie, a one odfrunęły; chodził po promieniu słonecznym itd. Wierzy w to ksiądz?
Józef Naumowicz: Nie. Apokryfy nie zostały spisane przez bezpośrednich świadków życia Jezusa – Marka, Mateusza, Łukasza i Jana, autorów ewangelii kanonicznych. Najwcześniejsze apokryfy pochodzą z II wieku, a większość jest znacznie późniejsza. Ich autorzy nie mieli więc wiadomości historycznych z przekazu bezpośredniego. Posługiwali się własną inwencją, by rozszerzyć przekaz biblijny. Dlatego w ich utworach, chociaż zawierają też fakty, nie szukamy prawdziwej historii Jezusa. Poznajemy z nich natomiast jego obraz , nieraz bardzo interesujący, jaki mieli chrześcijanie w określonej epoce i środowisku. Jednak skutki inwencji autorów apokryfów odczuwamy do dzisiaj. To przecież one utwierdziły nas w przekonaniu, że Józef był stary, chociaż ewangelie nic nie mówią o jego wieku.
Najprawdopodobniej Józef, gdy poznał Maryję, był bardzo młody. Mógł mieć nawet nie więcej niż 20 lat. W Palestynie w tym czasie związki małżeńskie zawierano bardzo wcześnie. Natomiast Józefa jako starca przedstawiał jeden z najwcześniejszych apokryfów, Protoewangelia św. Jakuba z końca II wieku, po to, aby pokazać, że jego związek z Maryją nie był zwykłym małżeństwem. Według tego apokryfu bowiem istniała między nimi olbrzymia różnica wieku. Maryja była bardzo młoda. Od dzieciństwa przebywała w świątyni, a gdy ukończyła 12 lat, postanowiono wydać ją za mąż. Odbyły się zaręczyny, ale zgodnie ze zwyczajem przez rok narzeczeni mieszkali w swych domach i przygotowywali się do małżeństwa. I to w tym czasie, zanim zamieszkali pod jednym dachem, Maryja stała się brzemienna, dlatego Józef zastanawiał się, czy – skoro to nie jego dziecko – wziąć ją do siebie. Po co właściwie powstawały apokryfy? Intencje autorów były różne. Najczęściej chcieli uzupełnić Nowy Testament. Pierwsi chrześcijanie byli ciekawi, jak dokładnie było z narodzinami Jezusa, jak wyglądało jego dzieciństwo i młodość, ale także, co się działo z innymi osobami występującymi w ewangeliach. Są więc apokryfy opisujące życie Jezusa, ale też Piłata, Marii Magdaleny, poszczególnych apostołów i oczywiście Maryi. W apokryfach wszystkie postacie, nawet ogólnie wspomniane w Biblii, otrzymują imiona, wiele z nich – życiorysy. Poza tym człowiek bardzo lubi obrazy, również obrazowe katechezy. Apokryfy odpowiadały na to zapotrzebowanie. Przedstawiają prawdy chrześcijańskie nie w formie refleksji teologicznej, ale obrazu. Apokryficzne ewangelie opisują liczne cuda, jakie Jezus uczynił w dzieciństwie po to, by pokazać, że od początku był w pełni człowiekiem i w pełni Bogiem. Autorzy apokryfów chcieli podkreślić ludzko-boską naturę Jezusa, ale moment jego narodzin odczłowieczyli. Jezus został uformowany na kształt dziecka ze światłości, która wpadła do groty z nieba. Nie było bólu, krwi, płaczu dziecka. Ale zarazem apokryfy pokazują całą ludzką i ziemską scenerię narodzenia: ubogą grotę, zwierzęta ogrzewające nowo narodzonego swym oddechem, akuszerkę, która miała pomagać przy narodzeniu. Obok obrazów realistycznych są też opisy symboliczne. W Protoewangelii Jakuba św. Józef dostrzegł, że w momencie narodzenia Jezusa cały świat na moment znieruchomiał: ptaki zawisły w locie, rzeka wstrzymała swój bieg, cała przyroda na chwilę zamarła. Ten obraz w piękny sposób miał pokazać zdumienie świata nad tym, co się stało. Apokryfy odpowiadały pewnemu typowi religijności złaknionej czegoś cudownego i zadziwiającego. A jak to się stało, że przy szopce betlejemskiej znalazły się wół i osioł? Ewangelie mówią tylko o pasterzach i owcach, które pasły się nieopodal groty. Osła i woła umieszczają przy żłobku najwcześniejsi autorzy, bo już w II wieku, a potem tę scenę dokładniej opisują apokryfy, zwłaszcza Ewangelia Pseudo-Mateusza z VI wieku. Był to jeden z obrazów mających wskazać, że narodziny Jezusa są spełnieniem proroctw Starego Testamentu o przyjściu Mesjasza. Już prorok Izajasz mówi bowiem, że Izrael powinien go rozpoznać, skoro „wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela“. O żłobie jest mowa w Ewangelii: to w nim Maryja położyła owiniętego w pieluszki Jezusa. I tam przyszli do Niego z pokłonem pasterze i mędrcy, rozpoznając w Nim swego zbawcę. Umieszczenie w tej scenie osła i woła nie jest więc zabiegiem folklorystycznym, ale ma uzasadnienie teologiczne, przypomina proroctwa Starego Testamentu i ich spełnienie. Dlaczego autorzy apokryfów posługiwali się imionami apostołów: Ewangelie Tomasza, Jakuba, Filipa? To sprawia wrażenie, że ich teksty są równe ewangeliom kanonicznym. Ukrywanie się pod imieniem osoby cieszącej się większym autorytetem, np. apostoła, miało podnieść wiarygodność utworu. Autorzy apokryfów występują także pod imionami innych postaci biblijnych, np. Marii Magdaleny, albo pozostają w ogóle anonimowi. Greckie słowo apokryf znaczy coś ukrytego, tajemnego i odnosi się do ksiąg lub doktryn, które uważano za tajemne ze względu na ich treść i znaczenie, a najczęściej ukryty był jedynie prawdziwy autor. Określenie apokryf służy także oznaczaniu tekstu fałszywego oraz pisma niezawartego w kanonie biblijnym. Rzeczywiście tytuły apokryfów: Ewangelia, Dzieje Apostolskie, Listy, Apokalipsa, mogą prowadzić do fałszywego poglądu, że są one jakimś odpowiednikiem pism kanonicznych. Tak nie jest. Mają własną i niezależną tradycję, nie można więc ich stawiać na równi z pismami kanonicznymi. Zawierają jednak często interesujące przesłanie teologiczne czy też moralne. Obfitują w opowiadania o wydarzeniach cudownych, zdradzających żywą wyobraźnię autorów. Opisy tych cudownych wydarzeń miały prowadzić do przemiany życia, utwierdzać w wierze, podnosić na duchu. Czy mogła podnieść na duchu informacja o tym, że Jezus jako dziecko był też okrutny: kolega, który Go potrącił, natychmiast padł martwy, podobnie nauczyciel, który pociągnął Go za ucho. Zresztą nauczyciele mieli z nim kłopot, bo albo nie chciał nic mówić, albo wszystko już wiedział. Apokryfy mają różny poziom kulturowy. Jedne reprezentują dobry poziom literacki i teologiczny jak Protoewangelia Jakuba, inne są bardzo proste, nieporadne, nieraz naiwne. Wystarczy poczytać Ewangelie Dzieciństwa autora posługującego się imieniem Tomasz, arabską czy gruzińską. Ich autorzy do tego stopnia prześcigali się w wyliczaniu cudów, że nieraz zapominali o dobrym smaku. Podają, że kiedy Jezus był niezadowolony z gry swych kolegów, zamienił ich w kozły i dopiero na skutek błagania zrozpaczonych matek przywrócił im pierwotną postać. Innym razem chłopca, który popsuł mu kanały w kałużach, Jezus uśmiercił. Autorem tych opowieści o Jezusie mógł być jakiś katecheta, który chciał przedstawić dzieciom boską moc Jezusa, chociaż zapominał, że podstawowym przesłaniem ewangelii jest miłość. Czy naszą wizję trzech króli też zawdzięczamy apokryfom? Biblia nie mówi, ilu ich było ani kim byli. Ewangelia nazywa ich magami, nie podaje ich imion, co jest sprawą drugorzędną. Ważne, że przybyli ze Wschodu prowadzeni przez gwiazdę i reprezentowali świat pogański, który przyszedł złożyć Mesjaszowi pokłon. Bez poznania apokryfów nie można by odczytać wielu dzieł kultury. Na przykład ołtarz Wita Stwosza w Krakowie przedstawia scenę Wniebowzięcia Maryi tak, jak została opisana w apokryfach Mag mógł znaczyć zarówno szarlatana, wróżbitę, czarownika, jak kapłana perskiego lub uczonego astronoma, astrologa. Wydaje mi się, że polskie tłumaczenie – mędrcy odpowiada znaczeniu, jakie temu słowu zamierzał nadać ewangelista. Ich imiona w takiej wersji, jaką znamy dzisiaj, pojawiają się w apokryfach w VI wieku, a wcześniej w kronikach bizantyńskich, czyli w dziełach historycznych. Apokryfy utrwaliły także obraz pasterzy jako bardzo miłych, łagodnych. Mówimy nawet: pastuszkowie. Tymczasem w ówczesnym Izraelu słowo pasterz miewało negatywne znaczenie. Pasterze często nie respektowali prawa własności, przeganiając owce na cudze pola, ukrywali się wśród nich ludzie, którzy łamali prawo i byli poszukiwani przez sądy. Chociaż to także ciekawy motyw religijny: ludzie z marginesu jako pierwsi przyszli z pokłonem do żłóbka. Skoro apokryfy były tak popularne w pierwszych wiekach, jak Kościół starożytny ułożył kanon ewangelii? Rzeczywiście, nie zawsze było łatwo odróżnić prawdziwe i wiarygodne pismo biblijne od pisma sfałszowanego, przypisanego apostołom. Kryterium oceny stała się po pierwsze tradycja, która potwierdzała, że dane pisma pochodzą bezpośrednio z czasów apostolskich. Zwracano uwagę także na zawarte w nich przesłanie. Konstytucje Apostolskie w IV wieku mówiły: “Nie na imiona apostołów powinniście zwracać uwagę, ale na naturę treści i na poprawną naukę”. Innym kryterium stała się praktyka liturgiczna, czyli czy dane pismo było od początku czytane w liturgii, na mszy św. czy podczas innych zgromadzeń. Dlatego św. Augustyn pisał, że apokryfów “nie dlatego nie należy przyjmować, że pochodzą od jakiegoś tajemniczego autorytetu, ale dlatego, że nie potwierdza ich żadne świadectwo i że pochodzą, nie wiem z jakiego tajemnego źródła, nie wiem od jakich zarozumiałych umysłów”. Niedawno dużo zamieszania zrobiła tzw. Ewangelia Judasza. Część osób uwierzyła, że otrzymał on misję od samego Chrystusa. Przede wszystkim nie jest to ewangelia spisana przez Judasza, ale jemu przypisana. Powstała 100 lat po jego śmierci, a nawet później, w środowisku gnostyckim. To prawda, że rehabilituje Judasza i stawia go w pozytywnym świetle, wskazując, że współdziałał z Jezusem. Prezentuje jednak punkt widzenia niewielkiej grupy gnostyków, odłamu zupełnie marginalnego wśród wielu szkół gnostyckich. Nie chodzi więc o jakąś nową informację historyczną o Judaszu Iskariocie albo o jakiś rozpowszechniony pogląd. Co nie przeszkadza, że apokryf pozwala poznać ówczesne prądy myślowe. Może on też być punktem wyjścia do dyskusji nad postacią Judasza, o którym ewangelie kanoniczne mówią niewiele. Jaką wartość mają apokryfy dzisiaj? Bez ich poznania nie można by odczytać wielu dzieł kultury. One bowiem często stanowiły inspirację dla przedstawień ikonograficznych czy dzieł literackich. Na przykład ołtarz Wita Stwosza w Krakowie przedstawia scenę Wniebowzięcia Maryi tak, jak została opisana w apokryfach. Znana z “Quo vadis” scena spotkania Piotra wychodzącego z Rzymu z wracającym tam Chrystusem też została pierwotnie opisana w apokryfie. Długo można by wyliczać inne przykłady. Trzeba też pamiętać, że apokryfy mają różną wartość. Niektóre warto czytać jako czystą literaturę, inne jako dobrą lekturę religijną, nie tylko hagiograficzną, ale także teologiczną, inne natomiast jedynie jako źródło wiedzy o wierzeniach czy poglądach starożytnych gnostyków.     Profesor teologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, doktor filologii klasycznej, tłumacz i wydawca pism ojców Kościoła. Jest kierownikiem Katedry Wczesnochrześcijańskiej Literatury greckiej na UKSW. Wykłada także na Papieskim Wydziale Teologicznym i w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Autor m.in. „Genezy chrześcijańskiej rachuby lat”, „Dwie są drogi”, „Pisma ascetyczne św. Bazylego Wielkiego”. Ostatnio wydał „Cztery przyjścia Pana”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA