fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Oby Tusk pozostał staroświeckim liberałem

Pokazowe zatrzymania lekarzy i najścia na dom Barbary Blidy nie dowodzą siły państwa. Wyraża się ona raczej w zdolności opierania się grupowym roszczeniom – pisze polityk PO
Na przekór tezie o nieomylności Jarosława Kaczyńskiego naród nie uwierzył, że czarne jest białe, a białe jest czarne. Wiara jednak przetrwała i odnalazła się w śmiałej diagnozie sformułowanej przez Marka Migalskiego na łamach „Rzeczpospolitej” („Wegetarianin dyrektorem rzeźni”, 11 grudnia 2007 r.).
Tusk jest anachroniczny, a Kaczyński nowoczesny! Tak brzmi szokująca teza ocierająca się o przewrót kopernikański w politologii! Zdemaskowana została naiwność setek tysięcy młodych, wykształconych Polaków, którzy szturmowali 21 października lokale wyborcze właśnie po to, by skończyć z rządami PiS, które wydawały im się żałośnie anachroniczne, a nawet zniesławiające Polskę...
Przyznam, że Migalski, mający ostatnio kłopoty z trafnością przewidywań, nie idzie na łatwiznę w doborze argumentów. Nie szuka ich w dziedzinie ekonomii, gdzie nowoczesność premiera posiadającego „konto u mamy” wprost rzuca się w oczy. Z jego głęboką nieufnością wobec rynku i podejrzliwością wobec przedsiębiorców. Tak szczerą, że okazał się bardziej wiarygodny dla elektoratu Samoobrony niż sam Lepper.
Migalski nie czerpie też z oryginalnej doktryny zagranicznej IV RP, która robi wrażenie, jakby ocknęła się w połowie lat 30. zeszłego stulecia, widząc Polskę okrążoną przez wrogie mocarstwa.
Miarą anachronizmu i postępowości jest stosunek do państwa. Ryzykowny teren, na który nie wyprawiali się dotąd w poszukiwaniu nowoczesności Jarosława Kaczyńskiego najbardziej odważni wyznawcy IV RP. Wczytując się z rosnącym zdumieniem w wywody Migalskiego, zupełnie nie pojmuję, jak można pomylić „propaństwową postawę” z etatyzmem i zachłannością na władzę. Migalski potrafi!
Nie pojmuję, jak można kwalifikować liberalno-konserwatywne rozumienie silnego i ograniczonego państwa jako „antypaństwowość”. Migalski potrafi! Buduje antytezę staroświeckiego Tuska i postępowego PiS z taką subtelnością, z jaką Jarosław Kaczyński wysyłał swych przeciwników w szeregi ZOMO...
Wspomnę zatem, że postawa propaństwowa nie ma nic wspólnego z nachalnym zawłaszczaniem państwa, psuciem służby cywilnej, partyjną kolonizacją sektora publicznego, dzieleniem łupów i mnożeniem służb specjalnych oraz powszechną inwigilacją. Miernikiem siły państwa nie są pokazowe zatrzymania lekarzy, najście na dom Barbary Blidy i eskortowanie nieszczęsnego Emila Wąsacza w towarzystwie kamer. Siła państwa wyraża się w zdolności opierania się grupowym roszczeniom rozsadzającym finanse oraz w reformach dokonywanych w interesie przyszłych pokoleń. Taki test przechodzi obecnie koalicja PO i PSL po dwóch latach upadku autorytetu państwa i rosnącego wstrętu do polityki.
Mam nadzieję, a sądząc po pierwszych krokach, nie będzie to łatwe, że gabinet Tuska zademonstruje pełne walory republikańskiej kultury politycznej i doktryny państwowej. Jest ona zaprzeczeniem jakobińskiej, uświęcającej środki misyjności, której zawadzają prawa i instytucje hamujące samowolę władzy.
Tekst Marka Migalskiego to wyznanie etatystycznej mentalności i chorobliwej nieufności wobec wszystkiego, co oddolne czy lokalne. Jakże przyjemna lektura dla dyktatorów!
Ordoliberalna inspiracja, istotna w formowaniu gdańskich liberałów, kładzie nacisk na fundamentalne obowiązki państwa jako organizatora życia publicznego i gospodarczego, projektanta i gwaranta sprawiedliwych reguł gry. Państwa silnego przez koncentrowanie się na funkcjach podstawowych, bez ambicji całodobowego wtrącania się w życie obywateli. Czegoś więcej niż stróż nocny, skoro widzialna ręka państwa odtwarzała w Polsce nowoczesny rynek kapitałowy i finansowy, a teraz (wspomagana przez partnerstwo publiczno-prywatne) porywa się na wielki projekt modernizacyjny, jakim jest Euro 2012.
Ów liberalno-konserwatywny pogląd na państwo różni się od naiwnej lewicowej nadziei na odpaństwowione, samoorganizujące się społeczeństwo obywatelskie, nadziei pobudzonej przez idealizowany ruch „Solidarności”. Ani śladu tej liberalno-konserwatywnej prawdy nie znajdziemy w karykaturze, jaką malują prymitywne wywody Migalskiego.
Faktem jest, że zarówno państwo, jak i społeczna tkanka wyszły z komunizmu osłabione i okaleczone. Do dziś jesteśmy pod tym względem na dorobku. Faktem jest, że Tusk bardziej wierzy w twórczą moc wolności aniżeli w powoływanie kolejnych urzędów. Na serio mówi o uwolnieniu ludzkiej energii. Jest to zaufanie, które po wielekroć się odpłaciło. Po roku 1989 mamy aż nadto dowodów, że odblokowana inicjatywa zdziałała cuda, a biurokratyczne recepty potęgowały problemy. Nie myli się Tusk, łącząc większe nadzieje z ludzką kreatywnością niż z warszawskimi urzędami, i chciałbym, by pod tym względem pozostał staroświeckim liberałem!
Wspomniany zaś artykuł Migalskiego jest wiernym zwierciadłem mitów, na których budowała IV RP. Dawno nie widziałem takiego wyznania etatystycznej mentalności i chorobliwej nieufności wobec wszystkiego, co oddolne, czy to lokalne, czy środowiskowe. Jakże przyjemna lektura dla dzisiejszych autokratów i dyktatorów!
Państwo narodowe boryka się na progu XXI wieku z wyzwaniami, które umknęły uwadze Migalskiego, chociaż są łatwo zauważalne i dobrze zdiagnozowane. Są to połączone siły europejskiej integracji i globalizacji. Roman Herzog, były prezydent Niemiec, obliczył, że 85 proc. ustaw okołobudżetowych stanowionych w Bundestagu ma swój rodowód w Brukseli.
Taki jest poziom oddelegowania części suwerenności na poziom wspólnotowy wymuszony przez tworzenie wspólnego obszaru ekonomicznego. Jeszcze inaczej ogranicza państwo narodowe fala globalizacji. Można się od niej odgrodzić, wzorem Łukaszenki, Fidela Castro czy Chaveza, ale zapłacą za to przyszłe pokolenia. Szukanie na progu XXI wieku schronienia w tradycyjnie pojętym państwie narodowym to dopiero anachronizm! Daremnie uciekają w tym kierunku najbardziej zalęknione społeczeństwa kontynentalnej Europy, z Francją epoki Chiraca na czele. Na szczęście nie są to lęki, które legną się w głowach przywódców kraju, który wygrywa na liberalizacji. Oni mają inne recepty aniżeli tzw. ekonomiczny patriotyzm, który jest współczesną odmianą jałowego protekcjonizmu i drogą donikąd...
Gabinet Tuska dopiero zapisuje swoją kartę. Gabinet Kaczyńskiego można już oceniać po czynach. Wiadomo tyle, że Polska Kaczyńskich biła europejskie rekordy nieufności wobec własnego państwa i znielubienia polityki. Niestrudzeni łowcy układów czasu IV RP wykryli w końcu układ, ale we własnych szeregach. Pora, by łowcy anachronizmów poszli tym samym tropem i porzucili syzyfowy wysiłek wykrywania nowoczesności u Jarosława Kaczyńskiego, gdyż był to premier obrócony tyłem do przodu.
Autor jest europosłem Platformy Obywatelskiej. Był współtwórcą i liderem Kongresu Liberalno-Demokratycznego
Marek Migalski „Wegetarianin dyrektorem rzeźni”
Niechęć Donalda Tuska do państwa jest niebezpieczna. Państwo jest dziś nam, a zwłaszcza grupom najbardziej poszkodowanym w procesie transformacji, niezwykle potrzebne, wręcz niezbędne.
11 grudnia 2007 r.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA