fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Dziadek do orzechów i Aladyn Jr: stare bajki w teatrze

„Aladyn Jr” Teatr Muzyczny Roma
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Stara bajka podoba się dzieciom ery komputerowej, kiedy uda się z niej zrobić nowoczesne widowisko
W Operze Narodowej wystawiono „Dziadka do orzechów", warszawski Teatr Roma przygotował opowieść o Aladynie. W obu spektaklach zdarzenia biegną tak, jak poznawały je od pokoleń dzieci, ale żaden nie jest tradycyjną opowiastką.
Film dawno przykroił stare bajki do współczesnych konwencji, teatr przed tym się bronił. Ale jeśli dziś przedstawienia dla dorosłych muszą mieć dynamiczną akcję i filmowy montaż, tym bardziej spektakl dla dzieci, które na co dzień oglądają zwariowane animacje, musi być pełen wizualnych niespodzianek. Tak tylko teatr może przekonać małego widza, że jest równie atrakcyjny jak film czy gra komputerowa.

Perfekcyjny musical

Prawdę tę pojął Wojciech Kępczyński, reżyserując w Romie „Aladyna juniora". W przedstawieniu dzieje się nieprawdopodobnie wiele. Bohaterowie podróżują na latającym dywanie ponad głowami widzów, Aladyn popisuje się podniebnym skokiem, aktorów oglądamy na scenie i w komputerowych wizualizacjach. Nieustanne zmiany dekoracji, efektowne sceny wokalne, a zwłaszcza taneczne w choreografii Pauliny Andrzejewskiej, są już tylko dodatkiem.
Oglądamy więc bajkę, ale i perfekcyjnie zrealizowany tzw. high-tech musical. Ten rodzaj widowiska podbił ponad ćwierć wieku temu publiczność West Endu i Broadwayu. Potem został zaadaptowany dla dziecięcej widowni, bo producenci zrozumieli, jak dochodowym interesem jest widowisko familijne.
„Aladyna" firmują: kompozytor oscarowych piosenek Alan Menken i autor Tim Rice, współpracownik mistrza musicali Andrew Lloyda Webbera, licencję na inscenizację oferuje koncern Disneya. Tradycyjnej bajce nie dodano, na szczęście, hollywoodzkich schematów. Prosty morał, w amerykańskim stylu, że zawsze należy być sobą, jest oczywisty, ale nie trąci nachalnym dydaktyzmem.
Aktorzy rozumieją zaś, że grając dla dzieci, trzeba to robić lepiej niż dla dorosłych. Role Dżina (Tomasz Steciuk) i Latającego Dywanu (Ewa Lachowicz) są dopracowane w każdym szczególe. Aladyn – jak w bajkowym oryginale – jest nastolatkiem, a Jakub Mróz ma autentyczny, młodzieńczy wdzięk.

Dzielny żołnierzyk

Przed trudniejszym zadaniem stanęła Opera Narodowa. „Dziadek do orzechów" Piotra Czajkowskiego to naprawdę stara bajka, i to baletowa, której znaczna część składa się z pozbawionych treści popisów tanecznych. Już sam tytuł brzmi niezrozumiale dla współczesnych dzieci, które nie znają takiego przyrządu, gdyż rodzice kupują wyłącznie orzechy łuskane. Balet powinien mieć zatem tytuł „Drewniany żołnierzyk", bo to ów dzielny wojak staje do walki z myszami, a następnie przemienia się w przystojnego księcia.
Realizatorzy Holender Toer van Schayk i kanadyjski Brytyjczyk Wayne Eagling (wybitne postaci europejskiego baletu) zostawili w tytule Dziadka, dopisując mu za partnera Króla myszy. Dokonali jednak innej przemiany. „Dziadek do orzechów", obecny na scenach świata od prapremiery w 1892 r., dziś wystawiany jest głównie ku uciesze dorosłych, pragnących obejrzeć efektowne pas de deux czy słynny „Walc kwiatów". Opera Narodowa oferuje spektakl dla młodych widzów.

Gry z klasyką

Od wielu innych choreograficznych wersji warszawski „Dziadek do orzechów" różni się tym, że stara się zainteresować dziecko, mimo że van Schayk z Eaglingiem nie upraszczają stylu tańca. Wręcz przeciwnie – prowadzą własną grę z baletową klasyką. Zespołowe tańce śnieżynek czy kwiatów rozbijają więc na trudne technicznie układy dla poszczególnych wykonawców i dopiero potem składają z tego zbiorową całość.
Z myślą zaś o dzieciach zdynamizowali akcję. Jest więc nie tylko walka żołnierzyków z myszami, ale i ślizgawka dla dzieci, a zwykły domowy kredens zamienia się na oczach widzów w zaczarowany zamek. Również akt II, będący zazwyczaj jedynie składanką tańców, zyskał dramaturgiczną spójność dzięki pomysłowi podróży bohaterów w pojeździe rodem z fantastycznych powieści Verne'a.
Zasadniczym atutem jest to, że spektakl wprowadza dziecko mimochodem w świat baletowej klasyki. Choreografia nie jest tu dla niego najważniejszą atrakcją, to dorośli mogą docenić jej walory oraz starania całego Polskiego Baletu Narodowego, którego soliści wcielają się nawet w epizodyczne role. Niezawodni są Aleksandra Liaszenko (Klara) i Maksim Wojtiul (Książę).
Zespół ma jeszcze czas, by lepiej pokonać techniczne pułapki, choć taki spektakl, który długo będzie cieszył się powodzeniem, albo rozkwitnie, albo uwiędnie, gdy wykonawcy popadną w rutynę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA