fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Pod presją niedoskonałości - rozmowa z Magdaleną Popławską

materiały prasowe
Z Magdaleną Popławską, rozmawia Jolanta Gajda-Zadworna
Dostają ją „młodzi, wyróżniający się wybitną indywidualnością aktorzy". Teraz Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego trafiła do pani. Gratulacje.
Dziękuję. Absolutnie się jej nie spodziewałam.
Doceniono pani rolę w „Prostej historii o miłości" Arkadiusza Jakubika. Da się o uczuciach prosto opowiedzieć?
Jak widać, można nakręcić o tym film. Gram aktorkę, która dostała rolę sprzeczną z jej prywatnymi doświadczeniami i charakterem. Na dodatek bohaterka zakochuje się bardziej w filmowych okolicznościach niż w realnej osobie. Sytuacja na planie i poza nim komplikuje się, wątki się piętrzą. A miłość na końcu okazuje się bardziej ułudą i projekcją niż wynikiem prawdziwych okoliczności. Wynika z tego, że w sprawach uczuć bardziej się nam czasem zdaje, niż jest w rzeczywistości.
Odbierając nominację do Nagrody Cybulskiego, zwierzyła się pani z wątpliwości związanych z aktorstwem. W czym rzecz?
Odkąd uprawiam ten zawód, odczuwam presję niedoskonałości. Żal, że to, co powstaje w wyobraźni, tak trudno zobaczyć potem na ekranie. Zawsze znajduję coś, co można poprawić. Próbuję dosięgnąć ideału. Chciałabym zrobić coś lepiej, i jeszcze lepiej... Tak w nieskończoność. Myślę jednak, że czas się od tych wątpliwości uwolnić.
I być jak Zbyszek Cybulski? Może niedoskonały, ale też jedyny w swoim rodzaju?
Dla mnie największą jego zasługą było zapoczątkowanie „grania-niegrania". W filmie, który zrobiłam z Arkiem Jakubikiem, to też jest sedno – pokazanie magii naszego zawodu, tego, jak kreacja łączy się z prywatnością.
Zaznaczyła pani swoje miejsce na warszawskich scenach – od nieistniejącego już Teatru Rozmaitości po teatry: Nowy i Konsekwentny obecnie. Ale to dzięki serialom zna panią szersza publiczność.
Dramatycznie różni mnie to od Zbyszka Cybulskiego. On sobie mógł pozwolić na cudowną możliwość grania tylko w filmach i teatrze, co na początku, kiedy kończymy szkołę teatralną, w większości jest i naszym marzeniem. Życie jednak pisze różne scenariusze. Szczęśliwie dla mnie serial „Usta, usta" był bardzo filmowy. I postać, którą w nim grałam, dała mi wiele możliwości pokazania swoich umiejętności i wrażliwości.
W serialu „Przepis na życie" pani bohaterka ma jeden wymiar – zołzy zatruwającej życie Borysa Szyca i jego ekranowej miłości.
Trochę tej zołzy we mnie jest (śmiech). Poza tym wystarczy się wokół rozejrzeć – ile takich kobiet jest wokół nas? Cieszę się, że Elka Knape jest tak wiarygodna.
Bohaterka „Lęku wysokości" Bartka Konopki też jest wiarygodna, choć nie pierwszoplanowa.
Nie widziałam jeszcze tego filmu. Na razie większość czasu poświęcam mojej pierwszej miłości – teatrowi. W grudniu mamy w Nowym premierę „Opowieści afrykańskich" według Szekspira w reż. Krzysztofa Warlikowskiego. Ale zapraszam też do Teatru Konsekwentnego, w którym gram w „Taśmie" w reż. Michała Siegoczyńskiego. Rola ta przyniosła mi kilka zawodowych propozycji. Udział w „Prostej historii o miłości" też.
Źródło: Uważam Rze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA